ZACHWYTY I ROZCZAROWANIA

Polska drużyna w piłce ręcznej wygrała w ćwierćfinale Mistrzostw Świata (Qatar 2015 World Men’s Handball Championship) z Chorwacją 24:22. Jeżeli sędziowie nie będą po stronie Kataru w meczu półfinałowym, to Polacy mają szansę na Mistrzostwo Świata.

Bardzo ten mecz poprawił mi humor, ponieważ film, który przedtem oglądałem bardzo mnie rozczarował. To jest więcej niż rozczarowanie. Uważam bowiem film Miasto  (2014), 130′, reż. Jan Komasa za dzieło bez składu, bez ładu i bez sensu.

Po przebrnięciu przez te wszystkie instytucje sponsorujące film, po przeczytaniu napisów z m.in. wyjaśnieniami ileż to godzin spędzono nad efektami specjalnymi itd. zaczął się film. Nie było jednak w nim nic takiego, co zdołałoby mnie poruszyć. Klarowny, przejmujący Pianista (The Pianist – 2002), 150 min., Romana Polańskiego to przecież arcydzieło w porównaniu z filmem Komasy. A czy ktoś jeszcze pamięta o filmie Kanał (1956),95 min., Andrzeja Wajdy z całą plejadą wspaniałych, i pięknie mówiących po polsku (a nie mamroczących), aktorów?

Na okładce DVD film ten jest anonsowany jako „Miłość w czasach zagłady”. Doprawdy, nie dopatrzyłem się w tym filmie ani zagłady, ani, tym bardziej, miłości.

Za to w jakiż zachwyt wprawił mnie film Gra tajemnic (The Imitation Game – 2014),113 min., reż. Morten Tyldum ze znakomitym Benetict,em Cumberbatch,em w roli Alana Turinga. Uważam, że jest to film obowiązkowy do obejrzenia dla każdego przynajmniej odrobinę interesującego się sztuką filmową. Jeśłi Cumberbatch nie zdobędzie za swoją rolę Oscara, to już zupełnie przestanę wierzyć w te nagrody.

Co do rozczarowań to odłożyłem Dziennik, tom 2 Julii Hartwig. Czytałem, czytałem, czytałem i… nudziłem się, nudziłem i nudziłem. W końcu pożegnałem się, bez żalu, i z tą księgą. („Wciąż jeszcze trwam przy lekturze numeru „Zeszytów Literackich” poświęconego Leszkowi Kołakowskiemu, który jest bardzo obszerny…” itd. s.334. Z tego co pamiętam, to Leszek Kołakowski był raczej szczupłym niż „bardzo obszernym” mężczyzną).

Dlatego zatraciłem się w lekturze książki Marka Szulakiewicza Czas i to, co ludzkie z podtytułem Szkice z chronozofii i kultury.

Odłożyłem także bez żalu – po przeczytaniu jednej trzeciej objętości – książkę pt. Mój przyjaciel Meaulnes Alaina-Fourniera. Tłumaczyła tę książkę Anna Iwaszkiewicz. Niestety, i to tak zachwalane dzieło nie oparło się czasowi. A poza tym nie mam już siły znosić, również w tłumaczeniach, tego bezliku zdań zaczynających się od „Ale…”. To chyba jakaś epidemia z tym „Ale…”.

A poza tym, cóż, nareszcie spadł śnieg i zrobiło się biało. A czyż jest piękniejszy kolor niż biały?

29 stycznia 2015 r.