WOKALISTKI

Ostatnio moją uwagę zwrócił artykuł Joanny Bojańczyk pt. Kariera dziewczyny z sąsiedztwa („Do Rzeczy”, 8-14 czerwca, nr 24/123, s.92-93). Autorka przedstawia w nim sylwetkę amerykańskiej młodej, 25-letniej wokalistki(?) panny (tak ją nazywa) Taylor Swift, która „ma szanse stać się zjawiskiem globalnym”.

You Toube jest nieocenione. Otóż usłyszałem pannę Taylor Swift śpiewającą Blank Space i czym prędzej przełączyłem na ten sam utwór śpiewany przez Jackie Evancho (rocznik 2000) z towarzyszeniem gitary akustycznej Nick’a Marzock’a. Przełączyłem, ponieważ nie mogłem znieść płaskiego, piskliwego głosu panny Swift, której towarzyszył jakiś łomot na pierwszym planie. Takie jednak są i inne „hity” panny Swift: m.in. wyrafinowany i olśniewający wizualnie clip np. Bad Style czy też Style itd. Cóż z tego, że panna Swift została perfekcyjnie (kosmetycznie, wizyjnie itd.) „zrobiona”, że jej clipy zapierają dech w piersiach, jeśli głosowo, moim zdaniem w nich nic nie ma. W ten sposób bowiem śpiewa wiele „wokalistek”. Zdumiewa mnie jednak, że taki „śpiew” podoba się aż tylu odbiorcom. Mało tego, jest lansowany przez środki masowego przekazu i ponoć znających się na muzyce redaktorów muzycznych.

Dość jednak o pannie Taylor Swift, ponieważ chciałbym napisać kilka zdań o  najwspanialszym glosie, o którym w polskich środkach masowego przekazu nikt się nawet nie zająknie, chociaż zna go prawie cały muzyczny świat od Londynu, poprzez Sankt Petersburg i aż po Japonię i Australię.

Otóż ów glos należy także do Amerykanki, również panny, o nazwisku Jackie Evancho. Jestem kolekcjonerem sopranów. Mam w swojej kolekcji chyba wszystkie najgłośniejsze, najdoskonalsze, najczęściej słuchane i cytowane.

Kiedy jednak kilka lat temu usłyszałem sopran Jackie Evancho wszystkie inne soprany przestały dla mnie istnieć. A zaczęło się do tego, gdy Jackie Evancho zaśpiewała w wieku 10 lat O Mio Babbino Caro, arię Lauretty z opery Gianni Schicchi (1918) Giuseppe Pucciniego (1858–1924).

Według muzycznych znawców jej głos to sopran liryczny o skali 3.3 oktawy, ale najczęściej śpiew Jackie Evancho jest nazywany jako: niezwykły, anielski, cudowny, boski, a ona sama „aniołem”. Jej ponadto frazowanie i vibrato są niepowtarzalne. W porównaniu z Sarah Brightman, a nawet samą Marią Callas O Mio Babbino Caro Jackie Evancho śpiewa najpiękniej, najbardziej świeżo, najbardziej przejmująco.

A zaczęło się to dość zwyczajnie. Oto zaledwie kilkuletnia dziewczynka ogląda, a nade wszystko słucha, Upiora w Operze (The Phantom of the Opera – 2004),135 min., reż. Joel Schumacher, muz. Andrew Lloyd Weber. W wieku 7 lat chyba po raz pierwszy wystąpiła publicznie z bardzo trudną arią z tego musicalu. Na You Toube jest zresztą filmik z jej pierwszego występu. Oto Jackie Evancho w stroju „z epoki” podchodzi do mikrofonu. Mikrofon jest za wysoko, trzeba go zniżyć do jej wysokości. Jackie mocuje się z nim. Z pomocą przychodzi konferansjerka, obniża mikrofon, a wtedy Jackie pewnym głosem akceptuje: „Ya” i zaczyna śpiewać arię… Christine odwiedzającej na cmentarzu grób swojego ojca Wishing You Were Somehow Here Again. To „Ya” jest przeurocze.

Ktoś dostrzegł talent siedmiolatki, bo w niedługi czas potem rzuciła na kolana całą Amerykę niesamowitym wykonaniem wlaśnie O Mio Babbino Caro. A potem był David Foster i wszyscy „oszaleli” słuchając śpiewu Jackie Evancho. „Prawie”, bo u nas  o niej nikt nie słyszał. W Ameryce, w Tokio, w Londynie, w Sankt Petersburgu, w Hong Kongu po każdym występie Jackie są owacje na stojąco. A u nas – cisza. U na cudów nie ma.

Kupiłem na DVD film Schumachera i obejrzałem, a właściwie wysłuchałem. Wspaniała muzyka Andrew Lloyd Webera, ale film bardzo mroczny, trudny, by nie powiedzieć „funeralny”. Muzyka mogła małą Jackie zainteresować, ale i przecież przejęła się losami trojga głównych bohaterów: Upiora Opery, Christine Daaé i wicehrabiego Raoula de Chagny. Moim zdaniem, ale to jest moje zdanie, dziewięcioletnia Jackie w.wym. arię Christine Wishing You Were Somehow Here Again śpiewa o wiele lepiej niż osiemnastoletnia, sławna już, Emmy Rossum (rocznik 1986), która kreuje rolę Christine w filmie Schumachera.  

Zresztą, co tu opisywać Jackie Evancho, trzeba ją zobaczyć, a nade wszystko posłuchać: The Music Of The Night, Think Of Me, Dark Waltz, The Summer Knows, Se, Come What May, Some Enchanted Evening, Time To Say Goodbye.

A najlepiej porównać jak inne soprany śpiewają. Ot choćby nasze, które posiadają głos w rejestrze gwizdkowym, czyli najwyższą możliwością głosu tj. panie Villas, Kozidrak i Górniak. Villas to już przeszłość, Kozidrak jeszcze czasami można posłuchać, natomiast czy manierę dławiącego się krzyku Górniak można nazwać śpiewaniem? A jeszcze lepiej wysłuchać „talenty” z tych różnorakich programów „mam talent”.

Co takiego jest w glosie, w śpiewie Jackie Evancho? Wszystko co najlepsze i najpiękniejsze z tego i… nie z tego świata: Talent, Harmonia, Wzniosłość i Piękno, Poezja. A ponadto świeżość, oryginalność, niezwykle brzmienie głosu tak, że po wysłuchaniu jednego utworu chce się słuchać następny i jeszcze następny. A poza tym niezwykły urok tej młodej osoby, której, na cale szczęście, nie „przewróciło się w głowie”. Chociaż widać już, niestety, ten „amerykański sznyt”, który „rozkręca się” wokół sławy Jackie: te t-shirty, te kubeczki, te lalki…

Jackie-z-mikrofonem

Jackie Evancho 9 kwietnia br. skończyła 15 lat. Wydala pięć płyt. Najnowsza, wydana we wrześniu 2014 r., to Awakening. Śpiewa m.in. Think Of Me Upiora w Operze, Your Love Ennio Morricone, Ave Maria Cacciniego/Wawiłowa i Vocalise Rachmaninowa. Nie mogę się tej płyty, sopranu Jacki Evancho nasłuchać.

Piszę te słowa już po festiwalu opolskim. Kiedyś festiwale piosenki polskiej w Opolu to było święto. Jakże czekałem na te festiwale. Oglądam je w dalszym ciągu z niesłabnąca nadzieją, że może a nuż usłyszę przebój, który będę nucił przez najbliższe tygodnie, że znów jakiś glos mnie zachwyci.

Oprócz genialnych braci Zielińskich i „Skaldów” oraz „Perfectu” znowu było to samo co ostatnio i rok w rok: krzyk i wrzask zamiast śpiewu lub krztuszenie się, dławienie i stękanie oraz łomot i oślepiające, przyprawiające o ból głowy efekty. 

I jeszcze jedno: jeszcze jakiś czas temu i panie, i panowie występujący na scenie trzymali fason. Teraz eleganckie są prawie wyłącznie panie, z pewnymi wyjątkami, kiedy to niektóre wokalistki tworzą na sobie jakieś katedralne konstrukcje z kolorowych szmat lub tiulu. Natomiast wśród panów króluje „luz”. Ja pomijam tzw. „rockmenów”, gdzie wytarte jinsy i jakieś kapcie są obowiązujące. Lecz czyż fraczek–kubraczek z trampkami „Piaska” nadają się na galę? Albo fikuśne porcięta Rojka. Kto go w nich wpuścił na scenę?

I na koniec słowo o dykcji lub o mikrofonach. Kiedy śpiewa Jackie Evancho rozumiem każde słowo. Na festiwalu opolskim doprawdy bardzo trudno było pojąć o czym ci wokaliści śpiewają.

Zdecydowanie stawiam na młodzież. Póki jednak co, ta festiwalowa wokalnie niewiele potrafi. (Oprócz wygibasów, ale festiwal piosenki to nie gimnastyka, czy tez inny aerobik). Dowodem na to Mery Spolsky, która kompletnie położyła arcydzieło „Skaldów” Cala jesteś w skowronkach.

A jakże zachwyca Jackie Evancho śpiewająca m.in. przebój sprzed lat McLean’a Starry, starry night (Vincent) albo  Bacalova Mi Mancherai lub Afanasieffa Imaginer itd.

15 czerwca 2015 r.