WAKACJE W MIEŚCIE

Wakacje w mieście. Na pobliskich balkonach już od wczesnego rana ujadają dwa pieski. Rwetes sięga chyba podniebia, gdy właśnie ktoś przechodzi na porannym spacerku aby także jego pupile mogły załatwić się na trawnikach. W dodatku nowy lokator nade mną od kilku dni od świtu do nocy szaleje z wiertarką udarową. Poza tym właśnie rozpoczęto roboty (z udarowymi, ajakże, wiertarkami) przy „wejściowej altance”. Nie można także wyjść na balkon, ponieważ tu nieustannie trwają prace wykończeniowe przy nowo postawionym bloku. Słowem: wakacje w mieście.

Jadę, jak prawie codziennie, do kliniki rehabilitacyjnej by odwiedzić żonę. Chełm to niemal bezdrzewna pustynia. Na nie zabudowanych jeszcze skrawkach porośniętych trawą całe stada coś szukających kawek i gawronów. W ogóle nie ma tu śpiewających ptaków. No bo niby gdzie miałyby mieszkać jeśli nie ma tu drzew. Kawki to takie chełmskie kosy, tyle że nie śpiewają.

Jeśli jadę 11 to mam względny spokój aż do Wrzeszcza, Jeśli nadjeżdża 2, która kursuje aż do Jelitkowa, czyli na plażę, to lepiej nie wchodzić. Jadą plażowicze, niektórzy wyraźnie wczorajsi, o intensywnym skwaśniało-piwno-tytoniowym odorze. (W dalszym ciągu apeluję o zainstalowanie w m.in. tramwajach np…. smrodometrów, które mierzyłyby poziom smrodu). Do tego płaczące, małe dzieci. No i wszechobecne, wrzaskliwe rozmowy przez telefony komórkowe. Młode, i bardzo młode, osoby, ze słuchawkami na uszach, nikomu nie ustępują miejsc. Ja już się przyzwyczaiłem do widoku, że oto siedzi młody, rozkraczony, jegomość a obok stoi starsza pani lub pan. Takie czasy.

Dojeżdżam do kliniki. Jeszcze tylko przejść przez dwie jezdnie, po których przewala się straszliwy miejski łomot. Gdzie te samochody tak pędzą? I po co?

Niewielki park z przepięknymi, cudownymi, drzewami. No i ptaki, nareszcie śpiewające ptaki. Nie jakieś tam kawki, gawrony lub natarczywe, wiecznie głodne, gołębie.

Siadamy z żoną w cieniu drzewa. Czy jest coś piękniejszego, coś wspanialszego,  w upalny dzień niż cień drzewa?

Im w mieście jest więcej drzew i wody (fontann), tym miasto piękniejsze, tym lepiej nadaje się do mieszkania. Zamiast sadzić drzewa, na Chełmie buduje się coraz więcej domów. Niemal już ściana w ścianę: niech ludzie mieszkają na kupie, niech zaglądają sobie do okien, niech na balkonach ujadają pieski, niech trwają bezustanne remonty. Słowem: wakacje w mieście.

16 lipca 2014 r.