SERAFINA

Ani się obejrzałem minęła pierwsza dekada października. Jakże ten czas pędzi. Pierwsze dni, do czwartku włącznie (tj. 4 bm.), były właśnie takie, na jakie zawsze wyczekuję: z rześkim powietrzem, jasnozielonym (chryzoprazowym?) niebem, różowawymi przeciwzmierzchami i całodziennym Słońcem.

No a zaraz na drugi dzień nastąpiło… „załamanie pogody” – jak to ładnie określają meteorolodzy – i niemal z przerażeniem zauważyłem, że ludzie zaczynają ubierać zimowe rzeczy, wkładać jakieś czapy, a szyje okręcać jakimiś ni to szalami, ni to chomątami.

(Skąd wzięła się ta „moda” na okręcanie po wielokroć szyi jakimiś chomątami, które odbierają wiele uroku paniom? Nawet latem zauważyłem takie chomąta na szyjach młodych dziewcząt. Po co?).

Otrzymałem z tytułu jubileuszu 35–lecia działalności literackiej i wydawniczej, który wciąż jeszcze trwa, wiele wyrazów pamięci i gratulacje. Dziękuję za pamięć tym wszystkim, którzy pamiętali o moim jubileuszu.

Nie wszyscy jednak, jak to w życiu, niestety, wciąż jeszcze bywa przybiegli do mnie z gratulacjami. Oto, bowiem, kiedy wchodziłem 3 października br. do biblioteki dobiegło mnie zawistne warknięcie jakiegoś poety: „Co ty, kurwa, tak się wystroiłeś jakbyś miał dostać Nobla?” – usłyszałem na przywitanie. – „Nagroda Prezydenta Miasta Gdańska jest dla mnie ważną nagrodą…” – odparłem tylko, a pomyślałem, że krawat i poszetkę w kolorze krawata włożyłem z szacunku dla, właśnie, Nagrody i czytelników. Mój przyjaciel J., który wie jak i gdzie się ubrać doradził mi: „To jest, Jasiu, twoja uroczystość, powinieneś elegancko się ubrać. Włóż swój klubowy strój, niebieską koszulę, krawat w paski, w kolorze krawata poszetkę. No i, oczywiście, czarne buty. Po 18.00 obowiązują czarne buty”.

 2012_3 października,1

No, cóż, mógłbym na uroczystość przyjść „na luzie”, czy „po sportowemu” tj. w adidasach, wytartych dżinsach, jakiejś kurteczce lub pajacyku no i, oczywiście, z obowiązkowym co najmniej trzydniowym zarostem. A gdybym tak jeszcze był „na gazie”, to dopiero byłbym „wyluzowany”, to dopiero byłbym „poeta”. Jakże nieszczęśliwi są ci, którzy by „się wyluzować” koniecznie potrzebują jakiegoś alkoholu, albo coraz modniejszego… „zioła”. (Mnie „wyluzowuje” miłe towarzystwo, lampka białego wina (alzacki gewurztraminer)… A „upić się, po to żeby się zrzygać”? Co to za „luz”?)

Nie, nie. Chociaż nie przepadam za krawatem i bardzo często można mnie spotkać na co dzień właśnie w dżinsach lub sztruksach, to na spotkania autorskie wkładam jednak krawat. Czynię to za szacunku dla czytelników.

Okazuje się, że te zapiski w dzienniku (a także informacje na stronie) są bardzo uważnie czytane. Spotykam się, oczywiście, z krytykami tych zapisów i treści, o czym już nie raz wspominałem. Jest to jednak strona autorska i mam prawo do swojego widzenia oraz przedstawiania m.in. tzw. „obiektywnej rzeczywistości”. Gdyby nie dość kategoryczna „autocenzura” tych zapisków i treści na stronie, to pewnie ciągle ktoś o coś miałby do mnie tzw. „pretensje”. Zresztą i tak ma żądając ode mnie jakiejś… „erraty”.

W znakomitej większości przeważają jednak czytelnicy, którzy mówią mi: „Pisz, pisz Jasiu, po swojemu”. Dopominają się także, kiedy widzą, że nie ma nowego zapisku.

Po tygodniu pięknej październikowej pogody nagle zrobiło się zimowo, więc i częściej przeglądam repertuar filmowy w telewizji. Operatorzy kuszą „rozrywką do potęgi n” albo „nie przebraną ilością programów w HD”. Telewizyjne „rozrywanie się” mnie nie interesuje. Natomiast cóż z tego, że jest aż tyle programów z HD, kiedy nie ma na nich co oglądać. Z ciekawości jednak, a bardziej z obowiązku kinofila, obejrzałem dwa „dzieła”: Wojnę polsko–ruską (2009 r.), 108 min., w reżyserii Xawerego Żuławskiego oraz Szczęście ty moje (Schastye moe – 2011 r.), 127 min., reż. Sergei Loznitsa, prod. Holandia, Niemcy, Ukraina. Być może komuś takie „dzieła” się podobają. Moim zdaniem jako wielo, wielo, wielo, wieloletniego kinofila wychowanego na arcydziełach m.in. Kubricka, Felliniego, Bergmana, Kobayashiego, Antonioniego… by pozostać tylko przy kilku nazwiskach – sztuka filmowa zmierza w o–błędnym kierunku, czego przykładem mogą być dwa powyższe „dzieła”. W mojej skali (od jednego do sześciu tj. od filmu beznadziejnego do arcydzieła) zabrakło dla tych filmów miejsca. Powinienem utworzyć kategorię: poniżej jedynki, a właściwie poniżej zera. No a jak oceniać te filmy, w których dominuje: „nawalanka”, „efekty specjalne” i jakiś potworny huk zamiast muzyki filmowej?

Z jakąż jednak przyjemnością obejrzałem film Oceany (Océans – 2009) 104,, w reżyserii Jacques’a Perrin i Jacques’a Cluzaud’a, prod. Francja, Hiszpania, Szwajcaria.

Minęła pierwsza dekada października. Na początku miesiąca napisał mi się taki oto utwór. Wierzę, że jeszcze wrócą piękne, ciepłe, październikowe dni.

 

CICHO – NIEPOSTRZEŻENIE

 

Cicho – niepostrzeżenie… jak zawsze przyszedł październik.

Nie było fanfar na jego powitanie, nikt też nie żegnał września.

Ot, wrzesień – przeminął. Tak jak lato, którego nie było. A te

kilka dni – spod zwrotnika – z upałem? Ale to miało być lato?

 

Tymczasem przed wschodem Słońca, gdy w okno na zachód

spojrzałem, piękne zjawisko dostrzegłem… przeciwzmierzch.

To Pas Wenus – różowawy –  „się palił”, potem bladł, aż znikł.

Czyżby to była zapowiedź upalnego października – pomyślałem.

 

Kiedy to zjawisko obserwowałem, dostrzegłem jak ktoś – jeden,

drugi, trzeci – gdzieś szedł, śpieszył się dokądś. Do pracy, do

swoich spraw biegł? Czy też chciał dogonić… przeciwzmierzch?

A gdyby tak przystanął i spojrzał chociaż przez chwilę w niebo?

 

A zatem październik i od razu amaranty, i jasne zielenie na niebie.

Lecz któż je dostrzega? Obok mojego domu „jakieś drzewo” nagle

zaowocowało… jabłkami. „Dziczka”, „rajska jabłoń” od sąsiadów

słyszałem, gdy ktoś nam zwrócił uwagę, że to… pigwa. I od razu,

 

że „trzeba by nalewkę na tej pigwie zrobić. Bo nalewki ze światła,

przestrzeni, barw zrobić się nie da”. Cóż więc pozostaje? Cieszyć

się październikiem, jego niepochwytnym pięknem. I być. Być nim.

Oddychać nim. Wybrać się w podróż z nim ponad przeciwzmierzch.

 

9 października 2012 r.