„OD PIAF DO GAROU”

W niedzielne popołudnie byłem na koncercie Michała Bajora zatytułowanym Od Piaf do Garou. To było coś wiecej niż koncert. To była Poezja i to zarówno samych piosenek jak i ich wykonania. Sam koncert był przemyślany i wykonany w najdrobniejszych szczegółach. Jakże to teraz rzadkie, gdy na koncertach dominuje „improwizacja”, „luz”, a nade wszystko oślepiające światła i potworny huk, który ponoć ma być „muzyką”.

A same piosenki? Cóż, chyba prawie wszyscy je pamiętają, a jeżeli nawet nie, to zapewne gdzieś je kiedyś słyszeli. Lata 50 i 60 ubiegłego wieku to był najwspanialszy okres francuskiej piosenki. (Zresztą były to „złote lata” nie tylko piosenki francuskiej). Niezapominane melodie, piękne słowa, wspaniałe wykonania, po prostu Poezja. Michał Bajor przypomniał – rewelacyjnie – piosenki: Édith Piaf (1915–1963):  Tłum (La folie); Życie na różowo (La vie rose); Bez miłości nie ma nic (La goualante du pauvre Jean); Non, je ne regrette rien; Charlesa Aznavoura: Cyganeria (La bohème); Ja wbity w kąt (Et moi dans mon coin); Już widziałem jak… (Je mvoyais déjà); Jest fantastycznie (For me, formidable); Ty (Tous les visages l,amour); Odmieńmy tylko rytm (Les plaisirs démodés) oraz właśnie Garou, Georgesa Brassensa (1921–1981), Charlesa Trenet’a (1913–2001), Yves’a Montanda (1921–1991), Michela Legranda, Joe Dassin’a, no i oczywiście Jacquesa Brela (1929–1978).

Mnie szczególnie ujęło wykonanie piosenki Yves’a Montanda pt. Martwe liście (Les feuilles mortes). Ponoć jest to najpiękniejsza i najsmutniejsza piosenka francuska. I tak jest w samej rzeczy. Jej prawykonanie, w osobie rzecz jasna samego Yves’a Montanda, odbyło się… sześćdziesiąt (!) lat temu w filmie pt. Paryż jest Paryżem (Parigi e sempre Parigi – 1952) reż. Luciano Emmer (w rolach głównych wystąpili m.in. Lucia Bosé oraz Marcello Mastroianni). Film „przepadł” jak wiele filmów z tamtych czasów, a piosenka jednak została.

Gdzie szukać teraz takich piosenek, takich piosenkarzy-Poetów jak m.in. Edith Piaf, Charles Aznavour, Jacques Brel, Yves Montand? No tak, dobrze, że jest Michał Bajor!

I na koniec „mała uwaga” co do ubiorów. Nie była to żadna „gala”, lecz koncert, czyli należało się przyzwoicie ubrać. Panie jeszcze jakoś trzymały fason, ale panowie: zdarzały się często sweterki, a także zwykłe… podkoszulki lub koszule z krótkim rękawem. Nawet jeżeli ktoś włożył krawat to sięgał mu do pół piersi lub do rozporka. O butach lepiej nie mówić. Poezja jednak w wykonaniu Michała Bajora znakomicie się obroniła.

11 lutego 2013 r.