NARESZCIE…

Nareszcie wiatr wieje z zachodu. To znak, że zmieni się pogoda. Oby tylko ów wiatr pozbył się tej swojej mroźności, która aż „ściska szczęki”. Ponoć w najbliższy piątek mają – nareszcie – przyjść deszcze i tak przeze mnie wyczekiwana wiosenna burza.

Nareszcie również zobaczyłem bardzo dobry polski film. Tak, to nie pomyłka: polski, współczesny film. Miałem bowiem tak dosyć głupich (nie waham się użyć tego słowa: głupich!) amerykańskich „hitów” jak np. Drzewo Jozuego (Joshua Tree – 1993), 106 min. reż. Vic Armstrong, że zapragnąłem wreszcie zobaczyć jakiś normalny film.

(Zresztą i Drzewo Jozuego oglądałem przez jakiś czas, ale nie do końca, wyłącznie dla Georga Segala. Uwaga! Nie mylić z Stevenem Seagalem, który występuje w głupich filmach z „nawalankami”).

Normalny to znaczy bez strzelanek, „efektów specjalnych”, wybuchających samochodów i bezsensownych gonitw. Tym normalnym filmem jest… Układ zamknięty (2013), 100 min., w reżyserii Ryszarda Bugajskiego. Wszystko w tym filmie jest takie jak trzeba: nade wszystko bardzo sprawnie opowiedziana, zajmująca historia, bardzo dobre zdjęcia, dobra muzyka, a nade wszystko świetne aktorstwo. I jeszcze na dodatek piękne aktorki. Powinienem wymienić wszystkich aktorów, ale szczególne wrażenie na mnie zrobili: Janusz Gajos w roli prokuratora Andrzeja Kostrzewy, piękna Magdalena Kumorek w roli Doroty Maj, Wojciech Żołądkiewicz w roli młodego prokuratora Kamila Słodowskiego, Kazimierz Kaczor w roli Mirosława Kamińskiego, Beata Ścibakówna w roli Joanny Rybarczyk, „nasz” Krzysztof Gordon w roli ministra. Wszyscy, wszyscy zresztą aktorzy występujący w tym filmie zasługują na wyróżnienie.

Układ-zamknięty

Sztuka, także filmowa, powinna działać również oczyszczająco, odświeżająco. Powinna nieść optymizm, mimo ponurych, czasami tragicznych, treści i nadzieję. Przynajmniej trochę nadziei. Układ zamknięty kończy się nutką nadziei, ale w typowo polski sposób: najbardziej winni nie ponieśli żadnych konsekwencji. Zostali nawet awansowani.

Nie chciałbym jednak skupiać się na podtekstach społecznych, czy też politycznych tego filmu. Bo dla mnie najważniejsze jest to, że nareszcie zobaczyłem polski film wspaniale zrealizowany już od pierwszych scen, od pierwszej sekwencji. Ten film aż „chce się” oglądać. A ponadto jakże pięknie fotografowany jest Gdańsk i Gdynia. Akcja bowiem Układu zamkniętego toczy się „gdzieś” w Trójmieście. Naprawdę, nareszcie bardzo dobry polski film.

10 kwietnia 2013 r.