PIOTR BOROWIEC

Bardzo lubię czytać. Ostatnio jednak coraz częściej „czytam uszami” tzn. słucham m.in. audiobooków. Po wspaniałej interpretacji Mariusza Dmochowskiego Hrabiny Cosel (1873)  Kraszewskiego (1812–1887) jakoś nie mogę przyzwyczaić się do głosu Jerzego Treli czytającego Solaris (1961) Lema (1921–2006).

Józef Ignacy Kraszewski to znakomity pisarz i nie mają rację ci, którzy go lekceważą. Filmowa Hrabina Cosel (1968, 139 min., reż. Jerzy Antczak) z Jadwigą Barańską w roli głównej to jeden z najpiękniejszych i najlepszych polskich filmów. (Warto podkreślić, że Barańskiej partneruje w roli Augusta II Mocnego właśnie Mariusz Dmochowski). A jakież w tym filmie zdjęcia, jakaż muzyka Waldemara Kazaneckiego (1929–1991) w wykonaniu Zespołu Instrumentów Dawnych „Fistulatores et Tubicinatores Varsovienses”.

Hrabina-Cosel,1

 Hrabina Cosel (1968), reż Jerzy Antczak

Pisarstwa od Kraszewskiego mogłoby się uczyć wielu współczesnych pisarzy. Ileż w – Kraszewskiego – Hrabinie Cosel wątków, ileż wspaniałych postaci, jakże tej książki czytanej przez Dmochowskiego się słucha. Natomiast Hrabina Cosel Antczaka to historia oparta jedynie na wątkach tej pasjonującej powieści. Film jednak jest znakomity.

Trela zaś czyta arcydzieło Lema tzw. drewnianym, skandującym głosem. Nigdy nie widziałem Treli – jako aktora – śmiejącego się, nawet uśmiechniętego. Dlaczego powierzono tak ponuremu aktorowi czytanie tej najlepszej polskiej powieści. Solaris to tak wieloznaczna książka, to przecież także powieść o miłości, o próbie nawiązania kontaktu z Nieznanym, że aż „się prosi” by czytano ją w „żywy”, urozmaicony, pełen zmiennych nastrojów i niuansów sposób, a nie tylko skandując słowo za słowem, zdanie po zdaniu.

To bardzo ważne: dobrać głos lektora-aktora do czytanej literatury. Ileż ponadto filmów zostało „położonych” przez dukających, beznadziejnie czytających lektorów. Zmorą lektorów – uniemożliwiającą oglądanie filmów – jest nie rozumienie tego, co czytają, przeciąganie ostatnich sylab oraz akcentowanie także właśnie na ostatniej sylabie.

Jakże wspaniałe „czyta” filmy Piotr Borowiec. Nie dosyć, że dysponuje pięknym tembrem głosu, to na dodatek czyta wyraźnie, a nade wszystko jest to… „przeźroczyste” czytanie.  Piotr Borowiec tak doskonale przedstawia treść filmu, tak znakomicie „wchodzi” w postaci, że jest niemal każdą z nich.

Czuję, że Piotr Borowiec pięknie przeczytałby moje wiersze. Jest przecież także aktorem.

7–10 kwietnia 2013 r.