KRĄŻKOMANIA

Krążkomania, czyli „Polacy walczą o krążki”, „Polacy walczą o podium” bezustannie można usłyszeć  lub przeczytać. A dlaczegóż to nie walczą o zwycięstwo, o złoty medal?

Słowa te piszę we wtorkowy poranek tj. 3 sierpnia 2021 r. Według nadmuchiwanego przez m.in. sprawozdawców sportowych balona miała to być noc i dzień „krążków” i „medali”.

(A swoją drogą co ci sprawozdawcy mamroczą i bełkoczą trudno dociec. Po co poza tym komu potrzebne są te wypełnione gadaniną „studia sportowe”?).

A tymczasem co znaczą owe „krążki” i „medale” można było przekonać się po finale biegu na sto metrów z przeszkodami kobiet. Zwyciężyła i zdobyła złoty medal w doskonałym stylu Portorykanka Jasmin Camacho-Quinn (173 cm wzrostu), czas 12.26 sek. Zostawiła o pół sekundy(!) pozostałe zawodniczki, które długo oczekiwały z nadzieją na… „krążki”, bo przecież i z Igrzysk Olimpijskich „wypada coś przywieźć w łapce”. Czekały i czekały aż wreszcie okazało się, że „srebrny krążek” otrzyma przegrana Amerykanka Kendra Harrison (163 cm wzrostu), czas 12.52 a „brązowy krążek” jeszcze bardziej przegrana Jamajka Megan Tapper (156 cm wzrostu), czas 12.55.

Aż pół sekundy różnicy na 100 m to jest bardzo dużo. Owe „srebrne” i „brązowe” „krążki” są zapewne przyznawane wyłącznie dla osobistej satysfakcji zawodników i zawodniczek. No bo przecież „wypada coś przywieźć w łapce”.

Wprawdzie polska sztafeta mieszana 4 x 400 m zdobyła złoty medal igrzysk olimpijskich, ale jest to zasługa tylko i wyłącznie znakomitego biegu Kajetana Duszyńskiego, który potrafił wyprowadzić sztafetę z trzeciego miejsca na pierwsze.

A poza tym, cóż… „Karolina Naja i Anna Puławska zdobyły srebrny medal olimpijski w konkurencji K2 na 500 metrów. Wygrały Nowozelandki z rewelacyjną Lisą Carrington w składzie. To trzeci krążek dla Polski w Tokio!”. Właśnie, „krążek”. „Krążek” przegranych, bo Nowozelandki wyprzedziły Polki przecież jedną sekundę.

A teraz jest godzina siedemnasta z minutami. Piszę te słowa świeżo po znowu przegranym meczu siatkarzy. A przecież miał być złoty medal. Jak można było przegrać z Francuzami, kiedy tak niedawno Polska pokonała tę drużynę 3:0? I znowu Polscy zawodnicy płaczą na Igrzyskach Olimpijskich po przegranej! Przyznam, że mam dość oglądania takich scen.

Zawsze uwielbiałem lekkoatletykę. Te wszystkie tenisy zawsze były dla mnie nudne. Nie przepadam także za grami zespołowymi. Do oglądania siatkówki trochę zostałem „przymuszony”, ale zawsze irytowało mnie to ciągłe przerywanie meczu a nade wszystko bezustanne obejmowanie się piłkarzy. Ileż bowiem można się obejmować? Nie, po dzisiejszym meczu siatkówki także już więcej nie będę oglądał. To strata czasu.

Dla owego meczu, który miał być triumfem polskiej drużyny przerwano nawet transmisję z lekkoatletyki. Wielkie gratulacje dla Anity Włodarczyk. To już jej trzeci złoty(!) medal Igrzysk Olimpijskich. A poza tym cóż, podziwiałem dosłownie fruwających w skoku o tyczce zawodników. Czy ktoś w końcu mógłby powiedzieć Piotrowi Lisakowi, że jest za ciężki, wręcz za toporny do tej dyscypliny sportu?

Polska drużyna olimpijska zdobyła dwa złote medale. To ją plasuje na dalekim 22 miejscu. Za Węgrami (4 złote medale), Czechami (także 4 złote medale) i Chorwacją (3 złote medale).

3 sierpnia 2021 r.

Ps.

W poprzednim zapisku wspomniałem także, że zacząłem wakacyjnie czytać thriller Maji Wolny pt. Ksiegobójcę. Z lekturą ostatecznie rozstałem się na stronie 179 (całość liczy stron 336). Nie doczekałem się bowiem owego thrillera. A oto fragment, który zniechęcił mnie do dalszej lektury:

„Nie wiedziała jak się zachować. Z trudem przypominała sobie drogę do czyichś ust. Dotyk jego chłodnych palców na szyi pozostał odległym wspomnieniem, jak smak z dzieciństwa. Nie chciała go zawieść, tego miłego mężczyzny obejmującego ją czule, niepodejrzewającego, jak bardzo obolałe serce znajdzie pod jej obcisłą sukienką. Miała nadzieję, że uda im się coś razem zbudować. Nie musiałaby być to wielka miłość, ale spokojny związek dwojga dojrzałych ludzi. Tęskniła za rozleniwionym południem, bez gorących westchnień i filmowo rozchylonych ust. Chciała znaleźć towarzystwo do obserwacji pór roku, do śledzenia powracających orgii trzmieli, tańców motyli, zaspanych krowich powiek spokojnych i pogodzonych z natręctwem much”.

Zresztą autorka „tańcami” zaczyna swój thriller, gdy już w drugim zdaniu pisze, że „…Bóg naciska na hamulec, ale włókna i mięśnie wciąż jeszcze tańczą przez niesubordynację adenozyno-trójfosforanu i innych trudno wymawialnych związków chemicznych”.

Powinienem lekturę tej książki zakończyć już po tym zdaniu. Nie wyobrażam sobie bowiem „Boga”, który „naciska hamulec” i owego „tańca” „włókien i mięśni”.

Dostrzegłem, że niektóre poetki i pisarki mają inklinację do… „tańca”, czy też „tańczenia”.

Być może ktoś lubi „orgie trzmieli, tańce motyli, zaspane krowie powieki oraz spokojne i pogodzone natręctwo much”, ale według mnie to nie jest literatura.