KLASYCZNO-ROMANTYCZNA SONATA – recenzja Bożeny Bobrzyk

Sonata obojowa. Wybór liryków – książka wydana w 25–lecie twórczości literackiej Jana P. Grabowskiego składa się z dwóch części: na pierwszą składają się liryki napisane przez autora w latach 2000–2002, drugą część stanowi tzw. Kwartet malborski – czteroepizodyczny poemat zapisany prozą. 

Już sam tytuł symbolizuje charakterystyczne dla twórczości autora cechy: refleksyjność, wewnętrzne wyciszenie, umiejętność spostrzegania, a nie tylko patrzenia, rozumienia a nie tylko słuchania.

Sonata jest najpopularniejszą chyba formą dla muzyki klasyczno-romantycznej. Charakterystyczne, tęskne w wyrazie brzmienie oboju sprawia, że często stosowany jest do wykonywania śpiewnej melodii tematów melancholijnych. Taka też klasyczno-romantyczna, melancholijna jest Sonata obojowa. Wybór liryków Jana P. Grabowskiego. Sonata, grana przez przyrodę, słyszana a może tylko mijana gdzieś i kiedyś „Tam” po drodze, zachwyca… najpierw samego autora, a za jego sprawą czytelnika, który jeśli tylko w natłoku codziennych spraw znajdzie czas na to, by choć jeden z tych wierszy przeczytać, by choć na chwilę oddać się rozmyślaniom, powróci do książki raz jeszcze. Coraz mniej jest ludzi, którzy pozwalają nam się zatrzymać, zwolnić, którzy zwracają uwagę na to, co na co dzień dla nas niezauważalne, zbyt trudne i dalekie. Jan P. Grabowski pokazuje nam, jak żyć w wymiarze poezji i metafizyki, jak rozwijać wrażliwość i sięgać tam, gdzie wzrok nie sięga, nie moralizuje, nie ukazuje swojej wyższości, bo sam wciąż szuka.

Tematyka zbioru krąży wokół przemijalności i ulotności naszego życia, jego rozterek, poszukiwań sensu istnienia, drogi przeznaczenia i odkrywania tego, co będąc wieczne, dla nas może okazać się chwilowe. Tematyka ta, pomimo moich skojarzeń z romantyzmem i klasycyzmem, jest ponadczasowa, szczególną zaś rolę odgrywa współcześnie, kiedy w bezustannej pogoni za czasem, gdzieś po drodze zanika, a może tylko gubi się, nasza wrażliwość, spostrzegawczość i umiejętność odczuwania przyrody czy uświadamiania sobie jej bliskości.

Liryczne poszukiwania Stworzyciela, sensu ludzkiego istnienia, piękna otaczającego nas Wszechświata i świata czy też kolorów zamkniętych w szarej codzienności, oscylują wokół wielu wątpliwości, niedomówień czy też nieodczytanych znaków. Pytajniki i trójkropki pojawiają się nawet wtedy, kiedy wydaje nam się, że wszystko zostało ustalone i możemy zaufać interpretacji autora, bo „rzeczy zostały nazwane po imieniu” a los odczytany ze znaków nieba i wody, ziemi i gwiazd.

Jan P. Grabowski nie moralizuje, nie podkreśla swojej nieomylności, zamiast tego prowokuje lawinę pytań i wątpliwości, które z pewnością podważą to, co dla wielu oczywiste i niepodważalne. Autor uświadamia nam, że każdy ma inną wrażliwość, inaczej słyszy i co innego potrafi dojrzeć. W słowach autora Sonaty obojowej. Wyboru liryków tkwi magia, pogoda ducha i pokora, a także zgoda na zastaną rzeczywistość i na naszą przemijalność, która w jego interpretacji nie jest powodem do zmartwień i niepokoju. Dlatego też liryka Grabowskiego zasługuje sobie na miano liryki „pozytywnego jutra”. Jego utwory z jednej strony przekazują uniwersalną prawdę o nietrwałości życia i ulotności niepowtarzalnych chwil, z drugiej zaś przypominają o tym, że każdy widok można najpierw chłonąć, potem zapamiętać  a na koniec zabrać ze sobą. Poeta pisze: „nie szkoda wtedy ani dni, ani lat co przeminęły”,  bo wszystko pozostało we wspomnieniach. I choć  w głębi duszy żywimy obawę o dzień jutrzejszy, to jednak gdzieś w nas tkwi też nadzieja i ciągle, mimo pozornego braku sił, wydobywamy z głębi siebie moc, która pozwala nam pokonać wszelkie trudności i cieszyć się drobnymi radościami dnia codziennego.

Jan P. Grabowski jest poetą wrażliwym, potrafi dostrzegać piękno krótkich chwil, ulotnych momentów, tego gdzie i z kim przebywa. Nawet wtedy, kiedy pisze: „nie dzieje się nic, bo to tylko życie”, zaraża optymizmem i pogodą ducha swych czytelników.

Sam autor przyznaje, że źródłem jego siły jest obcowanie z przyrodą. Tworzy więc z dala od zgiełku ulic, ciasnoty miast. Czasami dokładnie określa swe położenie, podaje gdzie się znajduje i kiedy tam przebywa. Daje czytelnikowi możliwość wyobrażenia sobie i dokładnego odtworzenia tych miejsc, zachęca do wsłuchania się w ciszę, oczyszczenia umysłu, uwolnienia od zgiełku i gwaru, bo tylko to pozwala mu przenieść się na łono natury. Język, którego używa jest niezwykle plastyczny i dzięki temu pobudza on zmysły, a także sprawia, że wbrew wszelkiej logice, przebywając w mieszkaniu, w pracy, w tramwaju, zaczynamy oddychać świeżym powietrzem. Zdaniem Jana P. Grabowskiego wszelką siłę najlepiej czerpać właśnie z natury, bo tylko wtedy siła ta jest prawdzie pokrzepiająca, koi i zarazem pobudza zmęczone, otępiałe zmysły. Nie bez przyczyny więc Bóg umieścił człowieka w cyklicznie odradzającej się przyrodzie, która nadaje rytm ludzkiemu życiu. „Najważniejsze jest to, że jesteś pojawiasz się rokrocznie”, o tej samej porze i nikt nie ma na to wpływu. Natura jest więc też wyznacznikiem stabilności naszego życia, elementem, który stale powraca i towarzyszy nam od początku do końca naszego życia. Czytając liryki Grabowskiego wraz z nim zastanawiamy się nad tym: „Czy to wiosna stwarza nas? Czy my stwarzamy wiosnę?” i  uświadamiamy sobie, że to my w niej jesteśmy umieszczeni, a nie ona dla nas zostaje stworzona. Któż z nas jednak miałaby czas na to, by w drodze do pracy, do szkoły oddać się takim rozmyślaniom? Zapominamy o zwykłym „dziękuję”, bo czyż to wszystko nam się po prostu nie należy?

Kontynuacją lirycznych poszukiwań sensu naszej egzystencji i istnienia całego Wszechświata są cztery opowiadania zatytułowane Kwartet malborski. Ich bohaterowie (m. in. Kajetan, Łukasz, Nikodem…) wymieniają poglądy, spostrzeżenia i dzielą się wspomnieniami. Kajetan, mężczyzna, któremu nadmierna wrażliwość nie pozwala zasnąć, wędruje wśród nocnych ciemności w towarzystwie Łukasza, lekarza-położnika. Obaj czerpią radość z obcowania z przyrodą, zachwycają się Wszechświatem, poruszają filozoficzne, egzystencjalne tematy i dochodzą do wniosku, że „wielu ludzi rodzi się tu (…) nie wie po co żyje (…) oddycha, je, pije, słowem… żyje”. A żyje nie wiadomo po co. Nie wiedzą oni na co ich stać i gdzie leży granica ich możliwości. Autor przywołuje w swej książce słowa Izaaka Newtona, mówiące o tym, że jesteśmy, jak dzieci bawiące się na brzegu oceanu, o którym nie mają pojęcia, bo nie wiedzą, że trzeba mieć świadomość istnienia świata nadprzyrodzonego, nawet jeśli nie potrafi się do niego wejść. Stwierdzenie to doskonale opisuje postawę Nikodema, który jak większość współczesnych nam ludzi stwierdził „wierzę tylko w to, co widzę, słyszę, czuję”. Otwarcie przyznał się też do tego, że nie rozumie poezji, bo nie jest wystarczająco wrażliwy: „Tak jest ze współczesną poezją, nie dociera do mnie”. Ilu czytelników mogłoby podpisać się pod tym zdaniem?

Sonacie obojowej. Wyborze liryków tematy poważne i życiowe prawdy, z którymi często trudno się pogodzić, podane są w sposób artystycznie szczery i prawdziwy. Podmiot liryczny nie rozpacza nad tym, że czas upływa i wielu spraw nie zdąży załatwić. Zamiast tego godzi się z ulotnością rzeczy i ludzkiego żywota, uczy się jednak zamrażać czas we wspomnieniach. Zdaje sobie sprawę z tego, że czasami jest „bardziej śmiertelny”, a czasami, kiedy udaje mu się uwolnić od czasu jest „bardziej niebiański”. Uzmysławia sobie, że istnieje tyle ścieżek i dróg, którymi mógł kiedyś, gdzieś, z kimś albo w samotności podążyć. W końcu dociera do niego, że to nie tzw. wiedza naukowa jest najważniejsza. Najpierw musi nauczyć się żyć w zgodzie ze sobą, z własną naturą i z otaczającą go przyrodą, z tym, co tak bliskie a odsuwane na plan jak najdalszy.

Niewielu jest takich twórców, którzy potrafią zatrzymać czas, przystanąć i spojrzeć na jezioro, dostrzec jego głębię, kolor, blask, fale. Artyści coraz częściej wnoszą zamęt w nasze życie i nie pozwalają nam uświadomić sobie wyższości tego jeziora, a tak naprawdę, to my przecież przemijamy a ono trwa. O tych drobnych, ale jakże ważnych szczegółach, chwilach refleksji i odpoczynku przypomina nam Jan P. Grabowski. Tak inny wśród poetów, wśród współczesnych artystów.

Nie chciałam, żeby moja recenzja była wyłącznie peanem na cześć twórcy. Wtedy mogłaby wydać się nieszczera. Ja zaś zostałabym oskarżona o brak krytycyzmu, spostrzegawczości i „ostrości” pióra. Na moją korzyść nie zadziałałby też fakt, że jestem osobą młodą, o anonimowo brzmiącym nazwisku. Nic jednak nie poradzę na to, że mimo usilnych starań, nie znalazłam w Sonacie obojowej. Wyborze liryków nic z czym nie mogłabym się zgodzić, nic co byłoby nadużyciem cierpliwości czytelnika, nic co byłoby mu obce i zbyteczne. Z pewnością będą jednak i tacy, którzy powiedzą, że zarówno liryki, jak i opowiadania nie trafiają do nich. Z całą pewnością jednak autor nie liczył na przychylność wszystkich krytyków i odbiorców. Taka świadomość, to dodatkowa zaleta jego twórczości. Ważne jest to, że wie dla kogo pisze i nie stara się zadowolić wszystkich. Czytelnikiem, dla którego tworzy, jest więc osoba wrażliwa na piękno świata, wierząca, poszukująca, cierpiąca jednak na ciągły brak czasu i wdzięczna za to, że autor daje jej ten szczególny czas (lektury i refleksji) w prezencie.

 

Bożena Bobrzyk, Klasyczno-romantyczna sonata, czyli chwila refleksji o Sonacie obojowej. Wyborze liryków Jana P. Grabowskiego. Recenzja. Kraków, 22 grudnia 2003 r.