JACKIE EVANCHO – PO RAZ TRZECI

Rozpytuję wszędzie gdzie tylko mogę o Jackie Evancho. Nikt o niej nie słyszał. W środkach masowego przekazu także cicho i głucho. Albo więc jesteśmy zaściankiem świata albo sprawy przyziemne tak nas pochłonęły, że Sztuka w ogóle nas już przestała interesować. Z drugiej jednak strony wszędzie zatrzęsienie artystów. Wystarczy przejść się ot, chociażby, po Jarmarku Dominikańskim, albo zajrzeć do Zbrojowni na wystawę najlepszych prac dyplomowych Akademii Sztuk Pięknych. Wystarczy otworzyć radio, wystarczy spojrzeć na repertuar w kinach… Powiedzieć „ręce opadają” to stanowczo za mało.

A tymczasem trwa cud Jackie Evancho. A sądziłem, że już takich doznań jak słuchanie śpiewu Jackie Evancho nie doświadczę. Dla mnie jej głos, jej śpiew to cud. Słucham i nasłuchać się nie mogę.

Kupiłem jej płytę Dream With Me i zamówiłem następną. Powiem, napiszę, wprost: wszystko co poniżej głosu, śpiewu Jackie Evancho straciło dla mnie znaczenie. Nawet tak bardzo niedawno chwalona przez mnie Hayley Westenra to już „nie to”.

A zaczynało się to dość niecodziennie. Oto zaledwie kilkuletnia dziewczynka ogląda, a nade wszystko słucha, musical Upiór w Operze (The Phantom of the Opera – 2004), 135 min., reż. Joel Schumacher, muz. Andrew Lloyd Weber. Miała wtedy zaledwie 6–7 lat, bo w wieku 7 lat chyba po raz pierwszy wystąpiła publicznie z bardzo trudną arią z tego musicalu. Na You Toube jest zresztą filmik z jej pierwszego występu. Oto Jackie Evancho w stroju z epoki podchodzi do mikrofonu. Mikrofon jest za wysoko, trzeba go zniżyć do jej wysokości. Jackie mocuje się z nim. Z pomocą przychodzi konferansjerka, obniża mikrofon, a wtedy Jackie pewnym głosem akceptuje: „Ya” i zaczyna śpiewać arię Christine odwiedzającej na cmentarzu grób swojego ojca Wishing You Were Somehow Here Again. To „Ya” jest przeurocze.

Phantom-of-the-Opera

Ktoś dostrzegł talent siedmiolatki, bo w niedługi czas potem rzuciła na kolana całą Amerykę niesamowitym wykonaniem O Mio Babbino Caro. A potem prawie wszyscy „oszaleli” słuchając śpiewu Jackie Evancho. „Prawie”, bo u nas  o niej nikt nie słyszał. W Ameryce, w Tokio, w Londynie, w Sankt Petersburgu, w Hong Kongu po każdym występie Jackie są owacje na stojąco. A u nas – cisza. U na cudów nie ma.

Kupiłem na DVD film Schumachera i obejrzałem, a właściwie wysłuchałem. Wspaniała muzyka Andrew Lloyd Webera, ale film bardzo mroczny, trudny, by nie powiedzieć „funeralny”. Muzyka mogła małą Jackie zainteresować, ale i przecież przejęła się losami trojga głównych bohaterów: Upiora Opery, Christine Daaé i wicehrabiego Raoula de Chagny. Moim zdaniem, ale to jest moje zdanie, dziewięcioletnia Jackie w.wym. arię Christine Wishing You Were Somehow Here Again śpiewa o wiele lepiej niż osiemnastoletnia, sławna już, Emmy Rossum (rocznik 1986), która kreuje rolę Christine w filmie Schumachera. Zresztą, co tu opisywać Jackie Evancho, trzeba ją zobaczyć, a nade wszystko posłuchać: The Music Of The Night, Think Of Me, Dark Waltz, The Summer Knows, Se, Come What May, Some Enchanted Evening, Time To Say Goodbye.

A najlepiej porównać jak inne soprany śpiewają. Ot choćby nasze, które posiadają głos w rejestrze gwizdkowym, czyli najwyższą możliwością głosu tj. panie Villas, Kozidrak i Górniak. Villas to już przeszłość, Kozidrak jeszcze czasami można posłuchać, natomiast czy manierę dławiącego się krzyku Górniak można nazwać śpiewaniem? A jeszcze lepiej wysłuchać „talentów” z tych różnorakich programów „mam talent”. To tak samo jest jak z pisaniem wierszy: setki, tysiące, dziesiątki tysiące osób pisze wiersze bez poezji. Dla kogo? I po co?

Co takiego jest w glosie, w śpiewie Jackie Evancho? Wszystko co najlepsze i najpiękniejsze z tego i nie z tego świata: Talent, Harmonia, Wzniosłość i Piękno, Poezja. A ponadto świeżość, oryginalność, niezwykle brzmienie głosu tak, że po wysłuchaniu jednego utworu chce się słuchać następny i jeszcze następny. A poza tym niezwykły urok tej młodej osoby, której, na cale szczęście, nie „przewróciło się w głowie”. Chociaż widać już, niestety, ten „amerykański sznyt”, który „rozkręca się” wokół sławy Jackie: te t-shirty, te kubeczki, te lalki…

Nie wiem jak to jest ze szkołą Jackie. Dopiero ma przecież trzynaście (!) lat. Nagrywa płyty, kalendarz koncertów na najbliższą przyszłość ma wypełniony. Jeśli ktoś się zajmie jej edukacją muzyczną to za kilka lat widziałbym ją jako najwspanialszą divę operową, chociaż już teraz potrafi zaśpiewać wszystko. I to jak zaśpiewać!

Widziałbym ją także w musicalach. Oby tylko nie przepadła w jakichś serialach telewizyjnych dla młodzieży lub, nie daj Boże, w „muzyce” pop. Wrzeszczących bowiem, prawie rozebranych „gwiazd”, które miotają się na scenach w jakichś przedziwnych łamańcach gimnastycznych jest aż nadto.

Filmowego Upiora w Operze postanowiłem obejrzeć, a nade wszystko wysłuchać, jeszcze raz, i jeszcze raz. Tym razem „oczami i uszami” Jackie Evancho. Muzyka – zachwyca, sam film – mniej. Jackie Evancho utwory jako jedenasto, dwunasto i trzynastolatka śpiewa z tego musicalu cudownie.

7 sierpnia 2013 r.