JACKIE EVANCHO: „ABSOLUTELLY AMAZING”

Izzy (Isabel) Grant to debiut filmowy Jackie Evancho. W filmie Reguła milczenia (The Company You Keep – 2012), 125 min., reż. Robert Redford (Jim Grant), gra córkę Granta.

Film, w moim przekonaniu, dość przeciętny. Być może właśnie dlatego w ogóle nie trafił na ekrany kinowe, lecz teraz można go obejrzeć na DVD. No bo kogóż mogą dzisiaj interesować wydarzenia polityczne z lat 60 i 70 XX wieku? Poza tym ileż podobnych filmów już było.

 

_DSC8678.NEF

 

 

Ciekawie jednak wygląda ten debiut filmowy Jackie Evancho. W Regule milczenia występują, poza Redfordem, same znane nazwiska: Julie Christie (1941), Nick Nolte (1941), Susan Sarandon (1946), Chris Cooper (1951). To, niestety, prawie sami sędziwi aktorzy, którzy najlepsze lata, i role, mają już chyba za sobą. Rzadko się zdarza aby ktoś po sześćdziesiątce wzniósł się na wyżyny Sztuki, co widać po, naprawdę sędziwych, np. Wajdzie i Polańskim.            

To jednak wspaniale, że Jackie Evancho debiutuje u boku znakomitych aktorów, i że Robert Redford wiele ról obsadził młodymi aktorami (Shia LaBeouf, Terrence Howard, Anna Kendrick).

Jeśli wspominam o przeciętności, to tym bardziej zastanawia mnie od dłuższego czasu festiwal zainteresowania twórczością Papuszy. Ileż ja się o niej kiedyś nasłuchałem w Gorzowie Wielkopolskim. Jakże głośno znowu się o niej zrobiło z okazji filmu o niej (Papusza – 2013),131 min., reż. Joanna Kos-Krauze i Krzysztof Krauze. Filmu nie widziałem, ale czytałem w licznych omówieniach i recenzjach, że oprócz czarno-białych zdjęć nie ma w nim nic ciekawego. Zainteresowałem się w końcu twórczością poetycką Papuszy. Z uwagą przeczytałem cały tomik jej wierszy. No i co? No i nic.

Być może ktoś doszukuje się w jakimś poecie czegoś, czego ja nie dostrzegam lub nie potrafię dostrzec. Tak się również dzieje z twórczością naszych niektórych, gęsto nagradzanych, współczesnych poetów. Za co są nieustannie nominowani i nagradzani doprawdy trudno dociec, bo ani Poezji, ani Sztuki  w ich wierszach ja nie znajduję. Wiersze Roberta Frosta (1874–1963), wiersze Thomasa Hardy (1840–1928), wiersze Elizabeth Bishop (1911–1979) to jest Poezja, to jest Sztuka.

Zresztą, co się mnie podoba, komuś innemu może nie przypadać do gustu. I na odwrót. Przeciętność jednak jest w Sztuce (i sporcie) codzienna. Jakże chciałbym aby nasza narodowa drużyna w piłce nożnej zagrała chociażby… przeciętnie. A tak otrzymała lanie od Słowacji i „wywalczyła” bezbramkowy remis ze słabą Irlandią. Żeby chociaż odrobinę zbliżyła się do Barcy, ale naszym piłkarzom zwyczajnie nie chce się grać. Cóż z tego, że nowy trener mówi o „palącym się” boisku, o tym, że w grze trzeba zostawić „serducho”, jeśli piłkarze czekają aż piłka sama wpadnie do bramki.

Mecze, których nie chce się oglądać. Nagradzane tomiki wierszy, w których nie ma Poezji. A jednak są młodzi utalentowani ludzie. Ostatnio w oczekiwaniu na pojawienie się komety ISON, i szukając zdjęć tej komety, natrafiłem w Internecie na fotografie Macieja Winiarczyka zrobione w technice time-lapse. Proszę obejrzeć sobie w Internecie takie fotograficzne cuda jak np. Noctilucent Clouds and Aurora Over Scotland albo Comet PanSTARRS over Aacerigil Tower.

Z reguły jednak fotografia – nie mówiąc już o technice time-lapse, obłoki srebrzyste, kometa, choćby to była nawet kometa ISON, poezja, sopran Jackie Evancho – niewiele kogokolwiek, albo najczęściej nic, obchodzą. Bezustannie za to gada się o „aferze Nowaka” oraz „aferze Hofmana”. A „szarych” ludzi bardziej interesuje to by mieli „co do garnka włożyć” niż śpiew jakiejś charyzmatycznej, jak go określają Amerykanie, sopranistki.

„ABSOLUTELLY AMAZING” – można przeczytać w Internecie o śpiewie Jackie Evancho. Ciekawym co z niej wyrośnie. Jakiś czas temu zabłysnęła swoim śpiewem Emmy Rossum (1986), ale tego co teraz śpiewa jakoś nie daje się słuchać. (A tak na marginesie jakże te „gwiazdki” są teraz do siebie podobne. Bo czyż francuska aktoreczka Fanny Valette (także 1986) nie jest łudząco podobna do Emmy Rossum?).

Okno mojego pokoju wychodzi na wschód. (Od zachodu powstaje skwapliwie wyciągany coraz wyżej i wyżej, także pod moimi oknami, mur). Aby jednak oglądać kometę wybiorę się w najbliższy czwartek (28 bm.), jeszcze przed wschodem Słońca, nad zatokę.

24 listopada 2013 r.

Ps.

W taki listopadowy dzień, gdy już o 16:00 zapadają niemal egipskie ciemności najlepiej jest przypomnieć sobie jeszcze tak niedawne lato, czy „złotą, polską jesień”, która była zaledwie miesiąc temu.

Któż piękniej potrafi namalować lato niż ulubiony przez mnie Joaquin Sorolla y Bastida (1863–1923): Paseo a orillas del mar, Mediodia en la playa de Valencia, Bajo el toldo, Bajamar.

 

 

Joaquín_Sorolla_y_Bastida_-_Strolling_along_the_Seashore_-_Google_Art_Project

 

A jakże pięknie malował naturę Ива́н Ива́нович Ши́шкин (1832–1898): Noon in the vicinity of Moscov, Wood in the evening, Twilight. After Sunset, The Field of Wheat, Misty Morning.