DOSTRZEC TYCH, KTÓRYCH WYBIERA SZTUKA I POEZJA – wywiad prasowy Weroniki Cybulskiej

Jan P. Grabowski urodził się w Malborku. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Od 1982 r. mieszka w Gdańsku. Debiutował, jako prozaik 1 grudnia 1977 r. opowiadaniem drukowanym na łamach tygodnika „Literatura” w Warszawie. Natomiast jako poeta – 19 marca 1978 r. audycją poetycką na antenie Polskiego Radia.

Wydał dotychczas 13 pozycji książkowych – powieść, dwa zbiory opowiadań i dziesięć  książek poetyckich. Jest laureatem wielu ogólnopolskich konkursów literackich, w tym także nagród za pierwsze miejsca i nagród Grand Prix. Został również uhonorowany dwukrotnie Nagrodą Prezydenta Miasta Gdańska i Nagrodą Marszałka Województwa Pomorskiego. Od Wojewody Pomorskiego otrzymał – z okazji 25–lecia twórczości literackiej – Medal Sint Sua Praemia Laudi (jest to Medal, który przyznaje Wojewoda Pomorski osobom lub organizacjom za wybitne zasługi dla Województwa Pomorskiego), a od Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej – Złoty Krzyż Zasługi.

Weronika Cybulska: Z urodzenia jest Pan malborczykiem. W Malborku, co warto podkreślić, przemieszkał Pan 34 lata. Teraz mieszka Pan w Gdańsku, studiował w Toruniu, a jest członkiem Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Kim, więc Pan jest, gdzie są pańskie korzenie?

Jan P. Grabowski: Z urodzenia, istotnie, jestem malborczykiem. Malbork, jego okolice, zwłaszcza tzw. Nowej Wsi, a szczególnie ul. Poznańskiej i całej przestrzeni na południe aż do jeziora na Dąbrówce, a także obszar na wschód aż do szkoły podstawowej nr 4, do której uczęszczałem – to moje „ziemie rodzinne”, moja młodość, moja arkadia, bez której nie byłoby chyba mojej twórczości literackiej.

Jestem więc malborczykiem, a moje korzenie sięgają Kresów Wschodnich, skąd, z okolic Łucka, zostawiając cały majątek, przyjechali do Malborka w 1945 r. moi Rodzice.

Pamiętam, trochę jednak już bardziej jako sen niż realność lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte XX wieku. Pamiętam nade wszystko wspaniałe opowieści ludzi, którzy przyjechali z Kresów Wschodnich, a także serdeczność tych ludzi na co dzień pomagających sobie w każdej sytuacji, a także nie do zapomnienia ogrody i sady, pola i stawy Nowej Wsi i okolic. I wszechogarniający zapach kwiatów i owoców. I gwiazdy na jesiennym, zwłaszcza, niebie…

Cybulska: A jaki wtedy był Malbork jako miasto, które pan zapamiętał?

Grabowski: Właśnie, w latach pięćdziesiątych XX wieku mówiło się w Nowej Wsi… „jedziemy do Malborka” jakby miasto było nie wiadomo jak daleko. Malbork był zaledwie na odległość wzroku, słychać było dzwony z wież kościelnych, a jednak oddzielony był przestrzenią pól i przez to Nowa Wieś stanowiła jakby zamkniętą enklawę zieleni, domków jednorodzinnych i życia, które toczyło się w rytm pór roku i pogody, w rytm uroczystości rodzinnych: narodzin, ślubów i pogrzebów.

Do Malborka chodziło się na zakupy, w niedziele do kościoła, nad Nogat i do kina. Któż jeszcze pamięta wspaniałą świetlistą, pachnącą tatarakiem wodę w Nogacie. W letnie miesiące, zwłaszcza w wakacje, nad Nogat przychodził kąpać się, popływać, popatrzeć na wodę kto tylko mógł. Pamiętam, że w szkole średniej pływaliśmy nie tylko wszerz, ale także i wzdłuż Nogatu.

Centrum kultury było wówczas kino „Capitol” z najprawdziwszymi fotelami obitymi bordowym pluszem. Cóż to było za kino i cóż to były za filmy: zaczynając od świetnych filmów takich jak Czterdziesty pierwszy, czy Lecą żurawie, poprzez westerny Jeździec znikąd, W samo południe, Złamana strzała kończąc na Ryszardzie III.

Cóż teraz zostało z kina „Capitol” wystarczy spojrzeć: aż przysłowiowa łza się w oku kręci. O Malborku, z tego co wiem, powstają różne historyczne książki. Moim zdaniem ciekawe byłoby przedstawić dzieje Malborka na podstawie losów kina „Capitol”.

Cybulska: Czyli od czasów świetności „foteli z bordowego pluszu” aż do całkowitej degrengolady i upadku? Podjąłby się Pan napisania takiej książki?

Grabowski: Dlaczego nie. Gdyby wyszła taka propozycja… Bo szkoda mi tego kina, bo przecież nie tylko o sam gmach tu idzie. To chyba właśnie kino, jako najważniejsza forma sztuki, przybliżało świat do Malborka i Malbork do świata.

Rzeka Nogat, kino „Capitol”, a także miejski park, do którego w każdej chwili, wprost z dawnego wiaduktu kolejowego wiodącego na Piaski, można było zejść – są dla mnie symbolami dawnego „sielskiego” Malborka. Kiedy jednak niedawno któregoś razu chciałem zejść do parku okazało się, że schody… zawisają w powietrzu. Napisałem nawet o tym wiersz.

Cybulska: Wróćmy jednak do Pana młodości w Malborku. Lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte, a także i później to przecież okres tzw. „realnego socjalizmu”. W sumie Malbork był wtedy, a czyż nie jest i teraz, niewielkim, prowincjonalnym, szarym miastem, z którego chciałoby się tylko uciec? Pan także stąd wyjechał.

Grabowski: Cechą młodych ludzi jest ciekawość świata. Studiowałem polonistykę w Toruniu. Po ukończeniu studiów mogłem zamieszkać w stolicy ówczesnego województwa elbląskiego tj. w Elblągu. Były nawet pewne propozycje z Gorzowa Wielkopolskiego, gdzie mieszkał mój brat i tworzono nowy oddział literatów. To jednak w Gdańsku, w połowie lat siedemdziesiątych, był jeden z najciekawszych ośrodków młodoliterackich. I to właśnie z Gdańska, z Wydawnictwa Morskiego, przyszła propozycja wydania w formie książki nagrodzonych i wyróżnionych na ogólnopolskich konkursach literackich opowiadań.

Cybulska: Zabójstwo Ahuramazdy to bardzo przewrotny tytuł i jest to bardziej nowofalowa powieść lub raczej powieści w opowiadaniach niż zbiór opowiadań. Tą książką w 1979 r. Pan zadebiutował. A rok potem wyszła Pańska minipowieść Ukryte spojrzenie. W 1993 r. wyszła jeszcze powieść Strefa nocy, która jest metaforą, może nawet parabolą, stanu wojennego, lecz, tak naprawdę jest Pan, od samego początku swojej drogi twórczej, poetą. Czy w tych bardzo trudnych czasach można jeszcze być poetą?

Grabowski: Nawet Friedrich Hölderlin w swoim słynnym utworze pt. Chleb i wino mówi: „I w ogóle na co komu w tym marnym czasie poeci?” Nigdy więc nie było łatwych czasów dla poetów. Cóż jednak jest warte życie bez sztuki, bez poezji?

Cybulska: Pan wybrał polonistykę. Czy z zamiarem, że zostanie pisarzem, poetą?

Grabowski: Prawie każdy młody człowiek, który wybiera polonistykę chyba myśli o pisarstwie lub o dziennikarstwie. W moim przypadku było trochę inaczej: interesowałem się nade wszystko sztuką i literaturą, bardzo lubiłem czytać książki. Na studiach spotkałem wspaniałych wykładowców, zresztą sam Toruń z jego niepowtarzalną atmosferą przyczynił się do tego, że zacząłem pisać.

Cybulska: Pan zatem wybrał polonistykę, a literatura i poezja wybrały Pana. Tak można to określić?

Grabowski: Tak chyba właśnie się stało. Poza tym aby zostać pisarzem wcale nie trzeba skończyć polonistyki. Wypada nade wszystko interesować się wieloma rzeczami: od filozofii, historii aż po astronomię i mineralogię. Trzeba nade wszystko umieć, albo próbować umieć, ciągle poszukiwać formy dla treści. I wtedy może czasami pojawia się Poezja. Bo fakt, że ktoś pisze wiersze wcale nie znaczy, że jest poetą. Być poetą to umieć spostrzegać świat w jego wymiarze realnym, ale i metafizycznym, to także umieć wydobywać z Niewidzialnego – Widzialne. Czyli jak pisze znakomity, XIX-wieczny poeta angielski William Blake: „W ziarenku piasku ujrzeć Świat cały/Całe Niebo – w kwiatku koniczyny/Nieskończoność zmieścić w dłoni małej/Wieczność poznać w ciągu godziny.”. Niewielu to się udaje. Może udało się tylko Williamowi Blake?

Cybulska: W niedawnym XX wieku, a szczególnie w wieku XIX, świat sztuki był elitarny, natomiast odbiór egalitarny. Teraz chyba nastąpiło zjawisko odwrotne: sztuka jest egalitarna, odbiór jest elitarny. Innymi słowy: w np. twórczości poetyckiej niemal wszyscy piszą wiersze tylko nie ma kto ich czytać. Czy tak nie jest?

Grabowski: Zgadzam się z Panią, ale tylko po części. Parafrazując słowa znanej piosenki… „pisać każdy może”. Każdy też może swoją twórczość wydać. Wydanie tomiku poetyckiego własnym sumptem to teraz niewielki problem. Powstaje jednak pytanie: czy to jest Sztuka, czy to jest Poezja?

Pamiętam, kiedy byłem tzw. początkującym literatem czasami buntowałem się przeciwko ocenom znanych poetów, którzy na pierwszy rzut oka potrafili ocenić wartość wiersza. Teraz, kiedy sam zajmuję się twórczością literacką od przeszło 25 lat wiem, że jest to możliwe. I nie jest to wcale kwestia tylko doświadczenia, ale także lektur najprawdziwszej Poezji tej rangi Poetów jak: Leśmian, Miłosz, Brodski, Keats, Blake, by pozostać tylko przy niektórych nazwiskach. Po takich lekturach niemal z miejsca potrafię odróżnić dobry wiersz od złego.

Cybulska: Czy wśród dzisiejszej poezji spotyka Pan dobrą poezję, taką, którą można polecić do czytania?

Grabowski: Bardzo mało, prawie wcale. Chociaż niekiedy zdarzają się zjawiska niecodzienne. Trzeba mieć ponadto dużo odwagi by pisać po właśnie tych poetach, których wymieniłem.

Cybulska: A Pan? Pan ma taką odwagę? Po co i dla kogo Pan pisze?

Grabowski: Najprościej byłoby odpowiedzieć: piszę dla tych, którzy chcą czytać także moje wiersze. Którzy chcą razem ze mną odkrywać, podziwiać, poznawać na pozór znane, lecz tak naprawdę nieznane światy, przestrzenie, zjawiska. Czy mam odwagę? A cóż innego mi pozostaje, jak wykorzystać, możliwie jak najlepiej, czas życia i wiadomości wyniesione ze studiów, przemyślenia, obserwacje, doznania…

Cybulska: Taką zapewne możliwość daje także najnowsza Pana książka pt. Pogodna rezygnacja, w której przedstawia Pan swoje najnowsze wiersze. W utworach tych widać Pana zauroczenie Naturą, Przyrodą, zachwyt urodą jezior kaszubskich, a także okolic Malborka i samego Malborka, w którym odnajduje Pan poetyckie klimaty i nastroje.

Znany krytyk literacki Waldemar Smaszcz, specjalista od poezji ks. Jana Twardowskiego, o Pana nowej książce pisze m. in. „Autor Złota i bieli pamiętając o biblijnym przesłaniu, że „Nie samym chlebem żyje człowiek, ale wszelkim słowem, które wychodzi z ust Pańskich” potrafi wsłuchiwać się w ów tajemniczy głos i niby Abraham gotów jest wyruszyć na każde wezwanie”.

Pan, w swoich poezjach wyrusza na każde wyzwanie, o czym można dowiedzieć się w najnowszych, pełnych światła i metafizyki, ale także i owej niepokojącej, tajemniczej „pogodnej rezygnacji” utworach.

A teraz chciałabym zapytać Pana o marzenia…

Grabowski: Związane z Malborkiem?

Cybulska: Oczywiście, że tak. Bo przecież jest to wywiad dla „Nowej Gazety Malborskiej”.

Grabowski: Dziękuję „Nowej Gazecie Malborskiej” za zainteresowanie także moją twórczością literacką. To dobrze, że Redakcja dostrzega nie tylko sprawy społeczne i politykę, ale również i poezję, która do życia, do pełnego życia, jest potrzebna.

A wracając do Pani pytania. Chciałbym – i jest to nie tyle marzenie, co życzenie – aby w Malborku mógł ukazywać się, wzorem innych miast, chociażby rocznik, w którym mogliby zaprezentować swoją twórczość malborscy i związani z Malborkiem m. in. literaci i plastycy, których twórczość znam i bardzo sobie cenię. Może władze Miasta i Powiatu oraz Muzeum Zamkowego mogliby wspomóc tę inicjatywę? Trochę mi, takiego rocznika – jako malborczykowi – brak. Warto, bowiem dostrzec tych, których wybiera Sztuka i Poezja.

 Niedawno do moich rąk trafił wspaniały, edytorsko, kalendarz na 2005 r. ze znakomitymi zdjęciami dawnego Malborka. W Malborku zatem są, i mogą być, realizowane ciekawe artystycznie rzeczy i zjawiska.

Weronika Cybulska: Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

Weronika Cybulska, Dostrzec tych, których wybiera Sztuka i Poezja. Wywiad prasowy wydrukowany w „Nowej Gazecie Malborskiej”.  Malbork, nr 6, 10 lutego 2005 r., s. 10.