Tekst Zofii Gołub-Kowalskiej wygłoszony podczas spotkania autorskiego 9 marca 2005 r.

Przypadł mi niewątpliwy zaszczyt przypomnienia – a niektórym z Państwa – przedstawienia po raz pierwszy niezwykłego człowieka – Jana Piotra Grabowskiego: Pomorzanina, pisarza i poety.

Pomorzanina, bo urodził się w Malborku, mieszka w Gdańsku, a najlepiej oddycha pośród malowniczych krajobrazów Szwajcarii Kaszubskiej. I wszystkie te miejsca kocha, a miłość tę wyraża przede wszystkim w słowach… nie, według mnie można je określić jako obrazy poetyckie malowane słowem na kartkach kolejnych książek.

Książek, z których każda jest manifestem woli człowieka, który ma tak wiele do przekazania, tak wiele wokół siebie i w sobie dostrzega, że pomimo dwudziestopięcioletniej pracy twórczej urzeka wielu z nas umiejętnością wciąż nowego odkrywania świata. Świata zresztą na pozór dobrze nam znanego, nużącego nas wręcz często swoją oczywistą codziennością, a przecież, dzięki wrażliwości pisarza odsłaniającego nieznane nam, czy też niedostrzegane oblicze.

Właśnie ta zdolność dostrzegania piękna w każdej ulotnej chwili przemijającego czasu, a – co najważniejsze – umiejętność wyrażenia za pomocą słów zachwytu nad owym pięknem – świadczą o niepospolitej wręcz wrażliwości i ogromnym talencie pisarza.

Obrazy kreowane w wierszach poety to jedna z cech najnowszego zbioru, zatytułowanego Złoto i biel. Wybór poezji. Druga cecha to – muzyka, ponieważ w utworach pana Janka zawsze brzmi muzyka (przecież jego poezja to nade wszystko nieograniczona gama kolorów, feeria zapachów i ogromne bogactwo dźwięków).

Aby zadośćuczynić wymogom formalnym spotkania autorskiego powinnam teraz przedstawić Państwu dotychczasową twórczość autora. Jest ona bardzo bogata, uhonorowana została wieloma nagrodami, odznaczeniami i wyróżnieniami. Omówienie jej zajęłoby mi połowę tego wieczoru. Ponieważ uważam, że najważniejsza jest sama poezja tylko w kronikarskim skrócie przypomnę, iż: pisarz debiutował 1 grudnia 1977 r. w tygodniku „Literatura” w Warszawie, a debiut książkowy miał miejsce w roku 1979. Był to zawierający nagrodzone i wyróżnione na ogólnopolskich konkursach literackich utwory tom prozy zatytułowany Zabójstwo Ahuramazdy. Kolejne książki to: Ukryte spojrzenie, Dotknięcie mroku, Żółta poczekalnia, Deszcz i płomień, Łaska  widzenia, Wiersze wybrane, Strefa nocy, Szkarłat i błękit. W 1997 r. dzięki prezydent Miasta Gdyni Franciszce Cegielskiej ukazał się szczególnie mi bliski Kolor chryzoprazu, w 1999 r. tom Światło popielate, następnie zbiór zatytułowany Poezje wybrane (promocję tej książki, w przepięknej oprawie muzycznej wykonywanej przez wirtuozów Cappelli Gedanensis, miałam także zaszczyt prowadzić). W roku 2003 ukazała się drukiem Sonata obojowa – a w dniu dzisiejszym posłuchają Państwo utworów z przygotowanego do druku i złożonego w wydawnictwie zbioru pt. Złoto i biel. Wybór poezji.

Wspominałam o licznych nagrodach i wyróżnieniach, jakie za twórczość otrzymał autor wymienionych książek. Ponieważ wyliczenie ich także zabrałoby sporo czasu, więc mam nadzieję, że zarówno Państwo, jak i pan Janek, wybaczycie mi, iż wymienię tylko niektóre z nich:

Laur Pogórza Ciężkowic, za wygranie III Ogólnopolskiego Konkursu Poezji „Piękno Pogórza” zorganizowanego przez m. in. Centrum Ignacego Jana Paderewskiego,

 Laur Liścia Akantu, za wygranie, w 1995 r., Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego Miasta Olsztyna,

Grand Prix oraz Nagroda Marszałka Województwa Pomorskiego w XVII Ogólnopolskim Konkursie Literackim im. Mieczysława Stryjewskiego.

 A ponadto: dwukrotnie (w 1997 i 2003 r.) Nagroda Prezydenta Miasta Gdańska,  Medal Sint Sua Praemia Laudi (jest to Medal, który przyznaje Wojewoda Pomorski osobom lub organizacjom za wybitne zasługi dla Województwa Pomorskiego) oraz Złoty Krzyż Zasługi.

Tyle tytułem – z konieczności, dość obszernego – wstępu.

Kiedy rozmawiałem z panem Jankiem kilka dni temu, wyznał mi, że czuje obawę, czy spełni Państwa oczekiwania, że być może liryczna melodia zawarta w słowach jego wierszy – po prostu nie dotrze do przedstawicieli dzisiejszego stechnologizowanego świata. Powiedziałam mu, że niepotrzebnie się obawia! Ludzie, którzy przychodzą na wieczór poezji lub sięgają po poetycki tomik nie oczekują przecież realistycznego opisu procesów technologicznych! Myślę, że chcą się upewnić „czy to piękno, którego do chwili obecnej nie potrafili nazwać – istnieje wokół nich i w nich samych, że można je jednak ubrać w słowa”.

Wyraził to pięknie pan Jerzy Krefft, który po przeczytaniu Złota i bieli. Wyboru poezji napisał:

„Z wykształcenia i zawodu jestem leśnikiem. Moja przygoda z lasem trwa nieprzerwanie od 26 lat. Przez ten czas wiele się o nim nauczyłem i trochę zdążyłem go poznać. W ciągu tych dni i nocy spędzonych w lesie doznawałem i wciąż doznaję uczuć, których w żaden sposób nie potrafiłem wyrazić w sposób, który byłby zrozumiały dla innych. Uczucia te zawsze krążyły gdzieś między mną, Nim i – jak pisze autor – „wieczną codziennością”.

Poproszony o opinię na temat książki w chwili gdy właśnie ,,przechodziłem obok kolejnego dnia” nie przypuszczałem, że każdy wiersz stanie się dla mnie zwierciadłem, w którym zobaczę i usłyszę moją ,,leśną duszę”. Dzięki tej poezji odżyły na nowo wszystkie barwy, zapachy, westchnienia i magiczna cisza leśnych ostępów. Znowu siedziałem pod wyniosłą sosną w pogodną, księżycową, mroźną noc zauroczony tym skrzącym się srebrem, które mnie otaczało, znowu w osłupieniu wpatrywałem się w brązy pni, zwieńczone ciemną zielenią ściany sosnowego lasu i znowu wiedziałem dlaczego warto żyć, i dlaczego tak trudno nam stąd odchodzić…, znowu przystawałem wdychając delikatnie słodki aromat leśnego kobierca, i znowu…, i znowu…

 Czytając Pogodną rezygnację Wybór poezji zrozumiałem, że to moja poezja, moje doświadczenia, moje najgłębsze – intymne wręcz odczucia, których doznaję zawsze, gdy wchodzę do… leśnych komnat. Ta poezja mnie urzeka, wzrusza i sprawia, że autor staje się dla mnie kimś wyjątkowo bliskim i …znajomym. Dziękuję”.

Kiedyś nazwałam Jana P. Grabowskiego poetą niezwykłym. Posiada on właśnie niezwykłą wprost umiejętność uchwycenia tego, co wszyscy widzimy, ale większość z nas nie dostrzega. On – umie każdej rzeczy i zjawisku nadać swoistą rangę wyjątkowości i piękna. Przykład? Proszę bardzo! Pamiętacie Państwo jak wygląda smutny, szary listopad na ul. Długiej. Szary i smutny?! Posłuchajcie! Przecież:

 

Pięknie tu, bo pusto.

Tylko kilku przechodniów zakłóca

swoją przypadkową i zziębniętą obecnością

majestat południowej godziny.

Ziąb. Znad zatoki dmie wiatr północny

wlokąc ciężkie chmury. Z deszczem i śniegiem.

Wówczas nagle ciemność się staje i miasto znika 

w gęstej zadymce. Ale mrok szybko odpływa.

Przejaśnia się, a na ścianach pojawia… ukośny blask Słońca.

(…)

Pięknie tu, lecz pusto. Smutek? Ogarnia?

Nic podobnego. Raczej… zastanowienie

nad umykającym czasem. I zdziwienie. I zachwyt

nad przemieniającą się tu świata postacią.

 

(Listopad. Gdańsk. Ulica Długa. Dyptyk listopadowy. Epizod pierwszy: z 1995 r.)

 

W każdym swoim wierszu poeta przekazuje nam oczywistą prawdę o naszym życiu. Chce, abyśmy zrozumieli to, co on zrozumiał już dawno, że przede wszystkim:

 

Nikt ci żadną kradzieżą

nie odbierze tego,

co doznasz: co zobaczysz, co

weźmiesz w dłonie…

 

(Nikt ci żadną kradzieżą)

 

Czytając wiersze pana Grabowskiego mam często wrażenie, że autor trzyma w dłoniach cały świat. Bo tu i teraz obdarzeni zostaliśmy cudem istnienia, który potwierdzają doznania naszych zmysłów: wzroku, słuchu, smaku i powonienia. Nie wszyscy jak poeta czują „dotyk nocy”, świat przyrównują do obrazu „kolibra roztrzepotanego na tle majestatycznej bieli”. Ale przecież nie darmo pisarz ukochał muzykę baroku. I chociaż zarysowuje się pozorna sprzeczność między pastelowymi barwami, jakimi maluje krajobrazy kaszubskie, wyraża podziw dla piękna boru, to zauważcie Państwo, że bogactwo i różnorodność tych barw jest charakterystyczna również dla brzmień barokowej muzyki.

Jan P. Grabowski zarówno muzykę, jak i naturę traktuje jak świętość. Stanowią dla niego swoiste sacrum, co zresztą otwarcie wyraża w słowach: „Klękam przed tobą – krajobrazie – czoła pochylam przed twą świętością”.

Pokora, a jednocześnie dialog z Bogiem. Dialog, w którym na jego dziękczynne słowa pełne zachwytu nad tym, co otrzymał od Najwyższego – otrzymuje jeszcze więcej: „ponadczasową zdolność odczuwania i odkrywania”. I mam wrażenie, że pomimo pogodnej rezygnacji, jaką wywołuje u poety świadomość upływającego czasu, nieuchronność losu zapisanego w świętych księgach drzemie w nim przekonanie, że nie wszystko zostało jeszcze przed nim odkryte! To wielkie „Nieznane” ukrywa się, być może, w trzepocie liści w Parku Oliwskim, może w skrzypiącym, lśniącym diamentową bielą śniegu na leśnej przecince, a może w opowieściach wiatru, który wszędzie był i wszystko widział:

 

1.

Od kilku dni wiatr odwiedza moje strony.

Obecny niemal wszędzie również i mnie

zagarnął nagle, w swoje władanie wziął,

kiedy wyszedłem, aby z nim się spotkać.

 

Bo gościem moim jest z nieznanych stron,

których ja nigdy nie odwiedzę. Zapewne

tylko on je zna i może gdzie chce przebywać.

Bo nie ma nigdzie dla niego żadnych granic.

 

Jasność, czy mrok. Dzień słoneczny albo

i deszczowy nie są dla niego utrudnieniem.

Na niebie często widać go: jak pośród chmur

wędruje i zabiera je w swój powietrzny świat.

 

2.

I mnie by chyba zabrał stąd. I nie wiem sam,

i zastanawiam się: czy wyrazić na to zgodę?

Czy nie poddać się mu? Bo czyż i zmysłom –

ich złudzeniom – nie poddajemy się tak samo:

 

bezwiednie, mimowolnie? A może świadomie?

Aby zapomnieć, aby już nie wiedzieć o tym,

co – jakiż los – nas tutaj jeszcze… zatrzymuje.

Albowiem codziennie na swój wiatr czekamy?

(…)

 

(Od kilku dni wiatr odwiedza moje strony)

 

Zapraszam w podróż, w krainę poezji Jana P. Grabowskiego. Obiecuję Państwu ucztę duchową i mam nadzieję, że słowa poezji Jana P. Grabowskiego otworzą Wam oczy na piękno. Jeśli tak, to jest to wielka nagroda dla poety. Bo cóż może być ważniejszego dla twórcy niż zbudzenie ze snu ukrytej w nas wrażliwości? Może po tych wierszach będziemy inaczej patrzeć na świat, może staniemy się innymi ludźmi?.

 

Zofia Gołub-Kowalska, O zdolności dostrzegania piękna w każdej, ulotnej, chwili przemijającego czasu.

 

(Tekst wygłoszony podczas spotkania autorskiego z Janem P. Grabowskim (Dnia 9 marca 2005 r., o godz. 1730 – środa – odbyło się spotkanie autorskie, przy współorganizacji Wiolety Leszkowskiej-Chmary, kierowniczki filii nr 13 przy ul. Igielnickiej w Gdańsku Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gdańsku. Prowadzenie: Zofia Gołub-Kowalska. Recytacje: Jerzy Kiszkis. Oprawa muzyczna: Leszek Zawisza, saksofon altowy).