„DO NAGA”

Za każdym razem, gdy włączam radio i słyszę te, pożal się Boże, niektóre wokalistki, to natychmiast albo radioodbiornik wyłączam, albo od razu przełączam na płytę z Barbarą Hendricks, albo Anną Netrebko lub trębaczką Alison Balsom.

Profesor Konrad Górski mawiał, że z odbiorem poezji jest tak jak ze słuchaniem radia tzn. chodzi o częstotliwości. Poszczególnie stacje radiowe nadają na różnych częstotliwościach i chodzi o to, by odbiorca na tych samych częstotliwościach odbierał. Tak samo jest chyba z odbiorem muzyki.

Albo zatem jestem już na tyle głuchy, że nie słyszę tych lansowanych wokalnych gwiazd, albo nie odbieram na tej samej fali. Bardzo lubię muzykę renesansową, barokową i aż po klasycystyczną, tj. do Haydna (1732–1809). Lubię także Gustava Mahlera (1860–1911), Claude Debussy’ego (1862–1918), wielbię Siergieja Rachmaninowa (1873–1943). Mógłbym tu wymienić także wiele sopranistek.

Dlatego nie rozumiem, i złości mnie, że lansuje się niewielkie albo żadne głosy. Oto – przykładowo – w lokalnej gazecie reklamowany jest m.in. zdjęciem na całej stronie i to w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim, występ „jednej z najzdolniejszych polskich wokalistek”. Ta dwudziestosześcioletnia wokalistka, autorka czterech płyt, tak mówi o sobie:

„Nauczyłam się wierzyć w siebie i w to, co potrafię robić, kiedy naprawdę się do czegoś przyłożę. Zawsze żałowałam, że nie zaśpiewam jak Beyonce, bo nie mam tylu oktaw, albo nie napiszę takiej piosenki jak Steve Wonder. Teraz jednak, patrząc w przyszłość, chcę być najlepszą wersją siebie. I nikim innym”.

Być „najlepszą wersją siebie”. Tak, akceptuję to. Tylko dlaczego akurat w wokalistyce? Cóż jednak po dywagowaniu. Posłuchajmy. Odnajduję na You Toube tę wokalistkę. I po wysłuchaniu już tylko fragmentu jednego utworu mogę powiedzieć: „dziękuję, nie”. Słucham jednak jeszcze innych utworów, tym razem w całości. Głuchy nie jestem. A więc co? Odbieram na innej fali?

Inny przypadek. W ogólnopolskiej gazecie jest dość intrygujący wywiad z pewną sopranistką. (A przecież sopranistki, a właściwie soprany, to jedno z moich zainteresowań). Otóż ta sopranistka wespół z trzema innymi divami rozebrała się do naga na plakacie do opery Händla (1685–1759) Amadigi (Amadigi di Gaula – 1715). Zazwyczaj rozbierają się panie, które nie mają niczego do pokazania. Wywiad poza tym jest ozdobiony zdjęciem tej sopranistki, która stoi w dżinsach, w lekkim rozkroku, jest rozebrana do pasa i prawą ręką coś zasłania. No, właśnie, co? Jej twarz jest wykrzywiona w jakimś ni to wrzasku, ni to grymasie. No tak, jak nie pięknym sopranem, to trzeba zwrócić na siebie uwagę obnażaniem się i wrzaskiem lub strojeniem min.

A oto fragment tego wywiadu:

„– Lubi się pani rozbierać?

– Mogłabym cały czas.

– Opera dzisiaj potrzebuje skandalu, a nie pudru?

– Tak. Bo wciąż bardzo dużo ludzi kojarzy barokowe granie ze strojami z epoki. Wszystko ubrane po zęby, pozapinane.

Raz mi się rzeczywiście coś takiego założyło i uważam, że nie ma bardziej aseksualnej rzeczy niż występowanie w takich ciuchach. Nie widzę powodu, dla którego mam iść do opery, ubrać się w uniform i udawać, że nie mam cycków i dupy, nie uprawiam seksu, tylko jestem boginią, która śpiewa. Zresztą sama w życiu bym nie poszła na taki koncert”.

Uważam, że pani sopranistka plecie kompletne bzdury. Właśnie chodzi o to, by śpiewać w stroju z epoki, a nie w dżinsach lub na golasa. A nade wszystko chodzi o to, by śpiewem, grą pokazać ową seksualność. Mało tego, chodzi także o to, by ta wyrażona w śpiewie, w geście, w mimice itd. seksualność dotarła do widza. Cóż bowiem z tego, że jakaś śpiewaczka pokaże chudą dupę i mikre cycki, jeśli jej sopran jest taki jak dupa i cycki.

Najważniejsza jest, oczywiście, treść. Nie mniej ważna jest także forma, oprawa. Właśnie o to chodzi, by być na scenie boginią, a nie epatować słuchacza dupą i cyckami.

No tak, ktoś mógłby powiedzieć: „o gustach się nie dyskutuje”. Czyż jednak także w sztuce wokalnej ma dominować miernota albo tylko dupa i cycki?

19 lutego 2015 r.

Ps.

W powyższym zapisku starałem się pokrótce przedstawić pewną sytuację. Nie było to zatem wystąpienie „ad personam”. Już po ukończeniu tego krótkiego zapisku, jeszcze przed opublikowaniem na mojej stronie www, posłałem go kilku znajomym. Od razu stanowiska się spolaryzowały. Jedni byli zachwyceni: „Tak, koniecznie pisz Jasiu (Janie) o takich zjawiskach, może do kogoś coś dotrze. Dość lansowania miernot w muzyce, i w ogóle w sztuce”. Inni znowu byli odmiennego zdania: „Nigdy więcej Jasiu (Janie) nie pisz o takich sytuacjach. Rzeczywistości, ani tym bardziej mentalności, nie zmienisz”.

Cóż zatem począć? Mam jakoś reagować? Czy, chociażby w formie zapisków?
A może najzwyczajniej mieć to wszystko gdzieś, bo i tak niczego nie zmienię. Robić zatem swoje. Jeśli słuchać to Händla, Mahlera, Debussy’ego, Rachmaninova… A z wokalistek Barbarę Hendricks, Annę Netrebko, Joan Sutherland, Natalie Dassay…

20 lutego 2015 r.