„Z CICHYM ŚWIATŁEM W OCZACH”

Muzykę wieczorem (1980) Jarosława Iwaszkiewicza (1894–1980) a nade wszystko wiersze Thomas’a Hardy’ego (1840–1928) „dawkuję” sobie po kilka utworów, po kilka wersów tak, aby starczyło na jak najdłużej. Odkładam i znowu zaglądam. Bo to jest Poezja.

Bunin-Iwan_Późna-godzinaNatomiast opowiadania Iwana Bunina (1870–1953) z tomu Późna godzina przeczytałem dzisiaj po przebudzeniu z zapartym tchem. Ach, jakież to pisanie, jakaż to – w sumie – jednak Poezja prozą. Już dawno, bardzo dawno nie czytałem niczego w takim zachwycie, w takim uniesieniu. No i jeszcze ten Buninowski humor, ta lekkość, ta nostalgia… Nikt tak jak on nie potrafi pisać. Jego twórczość przetrwała już tyle lat i wciąż jest zachwycająca. A kto za rok, za dwa, za kilka lat będzie pamiętać o tych opasłych tomach zalegających, zawalających księgarnie? Chyba nikt oprócz ich autorów. Krótkie opowiadania Bunina jeszcze raz potwierdzają fakt, że liczy się nie ilość, lecz jakość. Nie mogę się oprzeć by nie zacytować chociażby fragmentu Buninowskiego humoru i lekkości. Oto fragment opowiadania Zojka i Waleria (13 października 1940), (Późna godzina Opowiadania emigracyjne i Nieszczęsne dni (dziennik z lat 1918–1919). Wybór, przekłady i komentarze Renaty Lis. Sic! Warszawa 2012).:

„Nagle ktoś szybko wbiegł na strych, z rozmachem otworzył i zamknął drzwi – obejrzawszy się Lewicki w świetle lukarny zobaczył Zojkę. Podskoczyła do niego, utonęła w sianie i tracąc dech zaszeptała, także leżąc na brzuchu i jak gdyby z lękiem patrząc mu w oczy:

– Żorżyk, mój miły, muszę panu coś powiedzieć – coś strasznie dla pana ciekawego, niezwykłego!

– Co takiego, Zojeczko? – zapytał, unosząc się.

– Zobaczy pan! Tylko najpierw niech mnie pan ucałuje – koniecznie!

I zaczęła bić nogami w siano, odsłaniając swoje pełne uda.

– Zojeczko – zaczął, nie mając sił, by zatrzymać w sobie bolesną czułość, tak udręczoną miał duszę. – Zojeczko, pani jedna mnie kocha i ja panią także kocham… Ale nie trzeba, nie trzeba…

Ona zabiła nogami jeszcze weselej.

– Trzeba, trzeba, koniecznie!

I upadła mu głową na pierś. Pod czerwoną wstążką zobaczył młody blask jej orzechowych włosów, usłyszał ich zapach i przycisnął do nich twarz. Nagle ona cicho i przenikliwie krzyknęła „aj!” i złapała się za spodniczkę z tyłu.

Poderwał się.

– Co takiego?

Upadła głową w siano i zaszlochała:

– Coś mnie tam strasznie ugryzło… Niech pan zobaczy, niech pan szybko zobaczy!

I odrzuciła spódnicę na plecy, ściągnęła ze swojego pełnego ciała długie majteczki.

– I co? Jest krew?

– Ależ nic nie ma, Zojeczko!

– Jak to nie? – krzyknęła, znów szlochając. – Niech pan podmucha, niech pan podmucha, strasznie mnie boli!

On dmuchnął, a potem chciwie pocałował kilka razy delikatny chłód jej szerokiej i pełnej pupy. Zerwała się w obłąkanym zachwycie, błyszcząc oczami i łzami.

– Oszukałam pana, oszukałam, oszukałam! Należy się panu za to ta straszna tajemnica: Titow dał jej kosza! Zupełnego kosza! Słyszeliśmy wszystko z Griszą w salonie: idą przez salon, my siedzieliśmy na podłodze za fotelami, a wtedy on mówi do niej, strasznie obraźliwie: „Droga pani, ja nie z tych, co to dają się wodzić za nos. A przy tym nie kocham pani. Pokocham, jeśli pani na to zasłuży, a na razie żadnych usprawiedliwień”. Prawda, że to dobrze powiedział? Ma teraz za swoje!

I podskoczywszy, rzuciła się w dół po schodach”.(s. 56–58).

Tak, to jest tylko niewielki fragment. Trzeba koniecznie przeczytać całość. I obowiązkowo w oryginale. Cóż, coraz mniej osób zna rosyjski, ale dla, właśnie, Bunina, warto się tego języka poduczyć. Wprawdzie Renata Lis, autorka wychwalanej przez mnie niedawno książki pt. Ręka Flauberta nieźle tłumaczy, ale zdarzają się jej jednak i takie „kwiatki” jak np.:

„Na prawo od wjazdu stała pusta stara stajnia z nadbudówką do składowania siana, potem długie pomieszczenie dla służby połączone z kuchnią, zza którego wyglądały brzozy i lipy;” (s. 54).

„Rodzice ożenili mnie z przepiękną panną z bogatego i starego domu chłopskiego, która była jeszcze młodsza niż ja i piękności dziwnej: twarzyczka przezroczysta, bielsza niż pierwszy śnieg, oczy lazurowe, jak u świętych dziewic…” (s. 75).

„…spotkałam człowieka o niezwykłym, przepięknym sercu, starszego wojskowego w stanie spoczynku, za którego wkrótce wyszłam za mąż…” (s. 80–81).

„A ona tak się wstydziła, że odpowiadała jedynie żałosnym uśmiechem, purpurowiała plamiście na drobnej i delikatnej twarzy – twarzy szczuplutkiej, jasnowłosej dziewczyny w lekkiej białej bluzce z ciemnymi od gorącego młodego potu pachami, pod którą ledwo zaznaczały się małe piersi”. (s. 85).

Tak, Iwana Bunina trzeba czytać najlepiej w oryginale.

20 stycznia 2013 r.