„WHIPLASH” DAMIENA CHAZELLE

Whiplash – to tytuł skromnego filmu młodego amerykańskiego reżysera Damiena Chazelle (rocznik 1985) z prawie nieznanymi aktorami.

No bo kto słyszał o Miles’ie Teller’ze (rocznik 1987) albo o Jonathanie Kimble’u Simmons’ie (rocznik 1955), nie wspominając o aktorach drugiego planu (Paul Reiser jako Jim, ojciec Andrewa oraz Melissa Benoist jako Nicole, dziewczyna Andrewa)?

Film skromny i niedługi (105 min), bo prawie mieszczący się w standardowym czasie filmu fabularnego, ale po jego obejrzeniu chce się go oglądać jeszcze raz i jeszcze raz. Film, który dosłownie „wbija w fotel”, ogląda się go z niemal „zapartym tchem”, chociaż nie jest to ani kryminał, ani inny thriller, lecz obraz muzyczny.

FILM STILL - WHIPLASH -  Whiplash-7121.cr2 Miles Teller as Andrew Photo by Daniel McFadden, Courtesy of Sony Pictures Classics

„Czy na pewno »muzyczny«?” – chciałoby się zapytać oglądając (nie tylko przecież) artystyczne zmagania między Terence’m Fletcherem (Simmons), a Andrew’em Neiman’em (Teller). Zresztą nie chodzi tu tylko o oglądanie, bo już od pierwszej sceny obraz ten został tak zmontowany jakby był utworem muzycznym.

Dawno, oj bardzo dawno, nie oglądałem filmu z takim przejęciem. Przyznam, że w takich chwilach, gdy Kino bywa Sztuką, daleko w polu zostaje i literatura, a zwłaszcza te wszystkie współczesne, olbrzymie powieści pisane i wydawane nie wiadomo po co i dla kogo.

Żeby wyprodukować ten film również wcale nie trzeba było dużych pieniędzy. Zresztą samo kręcenie trwało zaledwie kilkanaście dni. Młody, nieznany reżyser, dwóch prawie nieznanych aktorów, treść można by także sprowadzić do kilu słów: ot, relacja między mistrzem, a uczniem. A jednak Chazelle napisał interesujący scenariusz i na jego podstawie wyreżyserował film przejmujący i piękny, który uważam za chyba najlepszy z tych wszystkich, jakie widziałem w tym roku.

2014_Whiplash,2a

Uważam ponadto, że jest on absolutnie obowiązkowy dla tych wszystkich, którzy chociaż odrobinę interesują się Kinem jako Sztuką. Nie mogę tylko pojąć, dlaczego rola Simmonsa została potraktowana jako drugoplanowa (otrzymał za nią Oscara), a rewelacyjny przecież Teller nie otrzymał nawet nominacji i to zarówno do Oscara jak i innych nagród? Czym, jakimi np. kryteriami, kierują się jurorzy tych nagród.

Ze swojej strony mogę powiedzieć, że takich „arbitralnych” decyzji mógłbym wymienić znacznie więcej.

Słowem powstał piękny, niezapomniany film, który trzeba koniecznie kupić na DVD i oglądać, i przypominać sobie od czasu do czasu, bo tak naprawdę nie jest to tylko film o muzyce i muzykach.

I znowu „aż zazdrość bierze”, że jednak także i młodzi Amerykanie potrafią.

18 października 2015 r.