W CZERNI.I W BIELI

Ukazała się moja najnowsza książka pt. W czerni. I w bieli zawierająca sześćdziesiąt wierszy z lat 2012-2015, w tym dziesięć wierszy z cyklu Wiersze malborskie.

Książka ta została wydana dzięki pomocy finansowej Województwa Pomorskiego oraz Województwa Kujawsko Pomorskiego.

Patronat honorowy sprawuje nad nią Oddział Warszawski Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, którego jestem członkiem od 1995 r.

Dołożyłem starań aby również tomik W czerni. I w bieli został wydany na możliwie jak najwyższym poziomie edytorskim na jaki mnie stać. Musiałem zatem dopilnować m.in. składu tekstu, było aż sześć korekt (a, mimo to, i tak zdarzają się „literówki”). Zaprojektowałem okładki, układ typograficzny itd., słowem prawie wszystko. Wydawnictwo praktycznie tylko tę książkę wydrukowało, lecz to ono figuruje w książce jako… wydawca, którym de facto przecież nie jest.

 

2015_9-września_W-czerni.I-w-bieli.Wiersze,s.1

 

 

Na wyklejkach zostały opublikowane okładki wszystkich dotychczas wydanych przeze mnie książek. Natomiast na pierwszej stronie okładki jest zamieszczona reprodukcja rysunku – właśnie w czerni, i w bieli (tj. czarna kredka i piórko) – Pole pszenicy z cyprysami Vincenta van Gogha. Natomiast na ostatniej stronie okładki jest zdjęcie autora zrobione gdzieś nad Nogatem w Malborku.

 

2015_9-września_W-czerni.I-w-bieli.Wiersze,s.2

 

 

Dlaczego tym razem W czerni. I wbieli? Bo przecież nadawałem dotąd tytuły swoim tomikom przeważnie – jak je m.in. badacze literatury określali – malarskie lub muzyczne. Otóż, mimo tego, że część osób określiła tytuł jako… „banalny” pozostałem w tonacji, nastroju itd. czerni i bieli.

Czerni, ponieważ po niedawnej śmierci mojego Brata Henryka w 2011 r. niespodziewanie umarł w 2012 r. mój (zaledwie 49-letni) Szwagier Sławek. W czerni, no bo żałoba, choroby w rodzinie, szpitale. 

Gdzieś tak jednak w połowie 2013 r. niespodziewanie usłyszałem niebiański, cudowny sopran Jackie Evancho. To było jak nagle olśnienie. Sopranami, wokalistyką, operą itd. interesuję się od wielu lat, ale takiej Poezji, takiego Piękna jak w sopranie Jackie Evancho dotychczas nie doznałem. Moje zatem wiersze wysrebrzały (również pod wpływem obserwacji obłoków srebrzystych) i wreszcie pojaśniały. A poza tym uważam kolor biały (oprócz chryzoprazowego) za najpiękniejszy.

A skąd się wziął Vincent van Gogh na okładce mojego tomika?  Także dzięki… Jackie Evancho. Otóż śpiewa ona wyjątkowej urody balladę Donalda „Dona” McLeana Starry, starry night zwaną także… Vincent (1971 r.). „Don” śpiewał tę balladę z gitarą akustyczną przepięknie, ale wykonanie Jackie Evancho, z towarzyszeniem orkiestry, jest absolutnie doskonałe, najlepsze z wszystkich interpretacji. No a nade wszystko tekst Vincenta jest przejmujący. Stąd już wybór mój był wiadomy.

Musiałem odnaleźć Vincenta van Gogha właśnie w czerni i w bieli. Znalazłem, jest to: rysunek czarna kredka i piórkiem zatytułowany Pole pszenicy z cyprysami. Postanowiłem umieścić go na pierwszej stronie okładki. A na ostatniej stronie okładki także jest pejzaż…, lecz z trzcinami nad Nogatem w Malborku. A to dlatego, że w tomiku zamieściłem dziesięć utworów z cyklu Wiersze malborskie.

A poza tym wybitny historyk literatury, krytyk literacki i eseista w jednej osobie, czyli Waldemar Smaszcz tak m.in. pisze o mojej twórczości:

„Wiersze Jana P. Grabowskiego przywodzą mi na myśl twórczość… starożytnych Greków, gdy wszelkie piśmiennictwo stanowiło jedność, dzisiaj nie do pomyślenia. Poezja, owa – by przywołać słowa Zygmunta Krasińskiego – »pieśń odwieczna ludzkości«, mówiła o świecie w takiej właśnie perspektywie, wpisywała dziejące się zdarzenia, a więc historię, w niezmienny rytm natury, stawiając fundamentalne pytania metafizyczne i filozoficzne.

Jan P. Grabowski jest poetą, tak jak się jest magiem, kapłanem, jeszcze do niedawna lekarzem. Nawet więc idąc »do swoich spraw«, wychodzi z domu zawsze »gotów na przyjęcie wiersza«. Ależ – można zauważyć – gdzie tu jest miejsce na tak zwaną prozę życia? Gdyby wszak śpieszył się do pracy, na dworzec kolejowy czy »umówione spotkanie biznesowe«, czy mógłby się zatrzymać? I to jest pierwsza sytuacja, która sprawiła, że porównałem autora do greckich poetów sprzed tysiącleci, kiedy czas odmierzały pory roku, a wędrujące po nieboskłonie słońce pełniło rolę ówczesnego… sekundnika”.

Natomiast badacz literatury z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu dr Marcin Lutomierski tak rekomenduje wiersze autora W czerni. I w bieli:

„Grabowski swoją postawą próbuje zachęcić czytelnika do codziennej afirmacji świata, przekonuje, że warto uważnie rozglądać się wokoło, spoglądać w niebo i podziwiać cuda natury, nawet jeśli mieszka się w dużej aglomeracji.

Oscylowanie między afirmacją życia a obawą przed nieodgadnionym i niewiadomym sprawia, że z każdej niemal chwili i każdego drobiazgu czyni poeta ucztę dla zmysłów. Pozornie zwykłe, codzienne czynności i zjawiska za każdym razem stają się dla niego nowe i wyjątkowe. Grabowski to poeta codzienności, ale rozumianej inaczej niż w kategoriach zwykłości. Jego pospolitość nie tyle »skrzeczy« (jak powiedziałby Stanisław Wyspiański), co zachwyca i pobudza do egzystencjalnych refleksji. Nierzadko myśli poety prowadzą od codzienności do… nieskończoności.

Kontemplacyjno-refleksyjne utwory Grabowskiego posiadają również walor terapeutyczny. Twórczość ta proponuje współczesnemu odbiorcy chwilę wytchnienia od wszechobecnego cywilizacyjnego pośpiechu. Otwiera również drogę do własnych pytań o piękno i czas, a także – poszukiwań sensu istnienia. Niejako przy okazji często uwydatnia się walor estetyczny, ponieważ autor uwrażliwia czytelnika na piękno świata przyrody – która jest w zasięgu ręki, piękno kosmosu – który ekscytuje i niepokoi, jak również piękno muzyki – która stanowi harmonię”.

Zapraszam do lektury W CZERNI.I W BIELI.

 

14 września, 2015 r.