„SUM PARTUS AD ADVENTUM DOMINI”. ALBO: DWA LUB TRZY TEMATY

Czegóż to ludziska nie wymyślą, aby oszukać, wykiwać, „zrobić w konia” itd. Otrzymuję wprost  nieprawdopodobną ilość informacji na temat „black friday” i, oczywiście… „korzyści”. Tylko dla kogo są te „korzyści”? Czy aby na pewno dla klienta?

Oto „black friday” dla frajerów. Od jakiegoś czasu przeglądam oferty z męskimi piżamami. Moją uwagę zwróciła piżama za… 425 zł, na którą, oczywiście, mnie nie stać. Piżama jednak jest przepiękna, z bardzo dobrej bawełny w kolorze ciemnego czerwonego wina. Akurat otrzymałem informację, że firma, która oferuje taką piżamę postanowiła obniżyć jej koszt z okazji właśnie „black friday” o 40%, czyli do 255 zł. No cóż, nad taką kwotą mógłbym się ewentualnie zastanowić. A poza tym niedługo Mikołaj.

Kiedy dzisiaj rano zajrzałem na stronę internetową okazało się, że jednak piżma w kolorze ciemnego wina nie zostanie przeceniona. Natomiast w kolorze granatowym, owszem. Tylko, że nagle z 425 zł taka piżama kosztuje… 495 zł i została przeceniona do… 399 zł. I to ma być 40%?

I taki to jest „black friday”, a raczej „black friday” dla… frajerów.

Zresztą jak absurdalny jest świat oto jeszcze jeden przykład. Z okazji czterdziestolecia działalności literackiej, która przypadała w 2017 r., starałem się wydać wybór moich najlepszych wielokrotnie nagradzanych wierszy na ogólnopolskich konkursach literackich. Mimo wielu starań i zabiegów nie udało mi się jednak książki pt.  Jak szelest jedwabiu wydać, bo taki właśnie dałem tytuł owej książce od tytułu jednego z wierszy. A nie wydałem z jednej, jedynej przyczyny: wszystkie, ależ to wszystkie, wydawnictwa czekają tylko na pieniądze.

W przyszłym, 2022 r., przypada moje czterdziestopięciolecie. Postanowiłam zatem jeszcze raz podjąć starania o wydanie tej, nieco zmienionej, uzupełnionej i poprawionej, książki. Sytuacja jest taka sama, a nawet jeszcze gorsza. Wszystkie wydawnictwa tylko czekają na pieniądze.

Rozmawiałem przez chwilę z redaktorem pewnego wydawnictwa. Powiedziałem mu, że mam do wydania, oprócz owego jubileuszowego wyboru wierszy, jeszcze kilka innych propozycji wydawniczych: zbiór opowiadań, opowieść obyczajową oraz kilka tomów zapisków i wspomnień.

Redaktora w ogóle nie interesowało, że wybór wierszy otrzymał bardzo dobre opinie i recenzje, że zbiór opowiadań zawiera wyróżnione na ogólnopolskich konkursach literackich utwory, lecz tylko i wyłącznie… „ile wydawnictwo może zarobić”.

A poza tym ów redaktor oznajmił, że „musimy być lojalni wobec naszych autorów i nie możemy przyjmować do publikacji utwory kogoś z zewnątrz”.

Otóż to: nie ważna jest wartość artystyczna oferowanych do wydania propozycji wydawniczych, lecz wyłącznie: ile na książce można zarobić oraz „swoi autorzy”.

Pamiętam jak kilka lat temu zaszedłem do działu promocji miejscowej biblioteki by zapytać o możliwość spotkania autorskiego.

(Wprawdzie przedtem W. ostrzegał mnie aby tego nie robić, gdyż rezultat i tak z góry jest wiadomy, ale ja akurat załatwiałem w bibliotece inną sprawę, więc do działu promocji jednak zaszedłem).

Wzbudziłem wtedy popłoch i przerażenie, bo naruszyłem błogi spokój osób właśnie tam przebywających. A poza tym jeśli w dziale promocji pojawia się autor, to zapewne będzie czegoś chciał, a to wymaga od personelu jakiegoś wysiłku, odrobinę zaangażowania, przynajmniej rozmowy, na którą nikt, oczywiście nie ma najmniejszej ochoty.

Nic, oczywiście, nie załatwiłem, bo odesłano mnie do… filii: „bo jeśli kierownik filii zgodzi się na spotkanie autorskie, to my się nad tym ewentualnie zastanowimy”.

Idę zatem – w całej swojej naiwności, ale także i z ciekawości – do filii. A tam, gdy przedstawiam temat spotkania autorskiego, widzę nie mniejsze przerażenie jak wyżej. „Czy pan sobie zdaje sprawę – powiada ów kierownik filii – co by się stało, gdyby moi poeci dowiedzieli się, że urządzam spotkanie komuś z zewnątrz”. Przy tym podkreślił to „moi poeci”.

Popatrzyłem na przerażoną twarz kierownika filii, po czym pożegnałem się i pomyślałem: „Mój Boże, mieszkam w Gdańsku kilkadziesiąt lat, napisałem przeszło dwadzieścia książek, otrzymałem bardzo wiele nagród i wyróżnień na ogólnopolskich i regionalnych konkursach literackich, ba! nawet w samym Gdańsku otrzymałem kilkakrotnie nagrodę prezydenta Miasta Gdańska, a jestem… »kimś z zewnątrz«”.

Niestety jak świat (literacki) (literackim) światem wszystko odbywa się według tylko i wyłącznie: widzimisię, uznaniowości, układów i znajomości.

Tylko ciągle zadaję pytanie (na które nikt nie potrafi odpowiedzieć): gdzież są te współczesne literackie arcydzieła, gdzież są te przynajmniej przyzwoicie napisane książki nadające się do czytania? Gdzież są te współczesne tomiki wierszy, w których byłby przynajmniej cień poezji?

25 listopada 2021 r.

Ps. 1. 28 listopada br. to pierwsza niedziela Adwentu: „Sum paratus ad adventum Domini” (Jestem gotów na przyjście Pana). W pewnej chwili, gdy o tym wspomniałem, jeden z moich znajomych tak to skomentował: „Jan, jak ty, taki wykształcony człowiek, taki oczytany możesz wierzyć w te bajdy, w te mitologie, w jakieś adwenty? – i tu głośno mi się w słuchawkę roześmiał.

No tak, a wystarczy zajrzeć do Internetu, bo zobaczyć jakie wspaniale malarstwo powstało o Adwencie. Czyżby ci wszyscy utalentowani malarze to byli ciemni durnie, którzy uwierzyli w te mitologie i m.in. adwentowe bajdy?

Ps. 2. Na dworze teraz zimno, mokro i ponuro. Postanowiłem zatem zapisek ten okrasić dziełem szwedzkiego malarza Alfreda Wahlberga (1834-1906) pt. „Waldsee z Jungenfischen”.

Ps. 3. Z pewnym opóźnieniem dowiedziałem się, że dwaj krakowscy poeci otrzymali Order Orła Białego. Tak, Leszek Długosz to wspinała postać, a nade wszystko autor oryginalnych poezji. Natomiast ten drugi poeta…  ja, osobiście, nie mogłem przebrnąć przez ani jeden jego utwór.

A poza tym – co podkreślam po raz któryś – niektórzy autorzy z wielkim upodobaniem piszą w życiorysach szczególnie zaznaczając swoją kombatanckość, opozycyjną działalność itd. A przecież powinna się liczyć tylko i wyłącznie wartość artystyczna utworów.

Z tego może wynikać i taka (niestety bardzo smutna) refleksja, że aby zostać dostrzeżonym autorem, trzeba było nade wszystko m.in. roznosić ulotki, posiedzieć za to w więzieniu, a poza tym „robić znajomości”. Ech, nie chce mi się o tym pisać.

29 listopada 2021 r.