PRAWIE 49 LAT

Wczesnym, listopadowym, poniedziałkowym przedpołudniem wybrałem się na film pt. Nowy początek (Arrival – 2016), 116 min., reż. Denis Villebeuve, z Amy Adams jako dr Loiuse Banks w roli głównej. „Idź, obejrzyj, opisz swoje wrażenia. Płacimy”. Miałem nie iść?

Na dworze było sino, zimno i wietrznie. Zwabiły mnie na ten film recenzje i napomknienia do… 2001: Odysei Kosmicznej Stanleya Kubricka.

1-heather-downham_pan-am_orion-iii-stewardess

Wchodzę zatem na salę kinową. I od razu zaczyna się plejada reklam. Co jedna to głupsza. Co jedna to głośniejsza. Żałuję, że nie wziąłem gumowych kołków do uszu.  Wreszcie po, co najmniej, 20 minutach, jakoś tak niepostrzeżenie zaczyna się film. Pięknie ta dr Louise Banks mieszka. Dom z otwartym widokiem na morze. Przeszklone ściany. Ciekawym kto te przestrzenie sprząta? I ile wynosi opłata za m.in. ogrzewanie? Chciałbym tak mieszkać: na uboczu, z dala od zgiełku, z widokiem na wodę, drzewa itd.

Samotna pani doktor popija białe winko. Wspomina. Wszystko to jednak jakieś ciemne, ponure, utrzymane w sino-skisłym kolorze. Czemuż to tak? Ja w ten listopadowy, poniedziałkowy, przedpołudniowy seans chciałbym zobaczyć „kawałek dobrego kina”.

Sino-skisły kolor coraz bardziej burowieje. Coraz więcej zamkniętych przestrzeni. Namioty, gadanina, retrospekcje. Wszystko to już kiedyś, po wielokroć, widziałem.

Z ekranu zaczyna wiać straszliwą nudą. Nie mogę powstrzymać się od ziewania. No tak, instynkt kinofila daje o sobie znać: im częstej ziewam, tym film jest gorszy.

2penny-brahms-i-edwina-carroll1

Wreszcie gdzieś błyska skrawek światła. Czemuż go tak mało? No i jeszcze te dźwięki: najpierw ktoś piłuje na najniższej strunie wiolonczeli, a potem ten potworny ryk z głośników, gdy ma „coś’ się wydarzyć. Nic się nie wydarza. Nudne to wszystko i przewidywalne. 2001: Odyseja Kosmiczna Stanleya Kubricka pozostaje niedoścignionym arcydziełem. Szkoda Amy Adams, którą bardzo lubię, dla takiego filmu.

Wychodzę z kina z potwornym bólem głowy. Nie idźcie na Nowy początek Denisa Villebeuve’a. No chyba, że chcecie stracić przedpołudnie, ze 20 zł i nabawić się potwornego bólu głowy.

14 listopada 2016 r.

Ps.

Po dziele Villebeuve’a jakoś nie mogłem dojść do siebie. Ból głowy spowodowany hukiem „ścieżki dźwiękowej” Nowego początku minął, lecz pozostał niedosyt. W domu zatem czym prędzej obejrzałem sobie fragment 2001:Odysei Kosmicznej Stanleya Kubricka. Jest to film filmów. Absolutne arcydzieło Kina. I mimo, że ma już prawie 49 lat ciągle podziwiam Geniusz Stanleya Kubricka.

3-edwina-carroll-na-aries-1b

Zapisek ten zatem ilustruję kadrami z 2001:Odysei Kosmicznej.

Kadr nr 1. Pokład Pan Am Orion III. Stewardessa (Heather Downham) chwyta „latające pióro” dr Heywooda R. Floyda (William Sylwester).

Jeśli kiedyś uda mi się wydać (czegóż to teraz się nie wydaje) wybór tych zapisków (o całości mogę tylko pomarzyć), to na okładce chciałbym zamieścić ten właśnie kadr z „latającym piórem”.

Kadr nr 2. Pokład Aries 1b. Stewardessy (od lewej), w tych rolach: Penny Brahms i Edwina Carroll.

Kadr nr 3. Pokład Aries 1b. Stewardessa: w tej roli Edwina Carroll.

15 listopada 2016 r.