PEWNE MAŁE ZDARZENIE PRZY KOŃCU 2015 R.

Tuż przy końcu 2015 r. spotkało mnie pewne małe wydarzenie.

Oto, gdy rok temu natknąłem się w środkach masowego przekazu na pracę pewnego profesora, specjalistę od m.in. „klasycznych argumentów na istnienie Boga” pomyślałem, że taki oto specjalista mógłby przeczytać wybór moich wierszy przygotowywany z okazji 40-lecia debiutu i wyrazić swoją o nich opinię.

Nawiązałem z owym panem profesorem, specjalistą także od m.in. probabilistyki i problemów stochastycznych, kontakt. Przesłałem książkę. Wiedziałem, że profesor jest bardzo zajęty, a jednak zapewnił mnie, że pochyli się nad moimi wierszami. Mijały miesiące i oto, gdy byłem już pewien, że nic z recenzji nie będzie, 29 grudnia 2015 r. otrzymałem e-maila następującej treści (pewien fragment ze zrozumiałych względów opuścilem):

„Wielce Szanowny Panie, Im bardziej czas uciekał, tym bardziej nabierałem przekonania, że zobowiązanie, które podjąłem przekracza moje siły. To, co starałem się zapisać o Pańskich wierszach, brzmiało całkiem banalnie i w żadnym razie nie nadawało się do druku. Konsultowałem to z moimi przyjaciółmi, m.in. z… … i nabierałem przekonania, że nie bardzo umiałem przelać moje wrażenia na papier. A Pańskie wiersze podobały mi się; szczególnie ,,A dlaczego mielibyśmy ten świat zrozumieć?” przepraszam za zawód jaki Panu sprawiłem, już na początku powinienem był należycie ocenić moje kompetencje. Pozostaję z uszanowaniem”.   

Ja, ze swojej strony odpisałem panu profesorowi następująco:  

„Szanowny Panie, Pańską decyzję przyjmuję z pokorą. Jeśli jednak moje wiersze podobały się Panu to, aby o tym napisać wcale, w moim przekonaniu, nie trzeba mieć jakichś szczególnych kompetencji.

Nie za bardzo wierzę, że to, co Pan napisał nie nadawało się do druku.

Ja – przykładowo – nie jestem filozofem. Kiedy jednak zostałem poproszony o wyrażenie opinii na temat kilku książek filozoficznych napisałem o nich jako czytelnik, jako autor kilkunastu książek poetyckich, swoją opinię. 

Wydaje mi się, że niepotrzebnie konsultował Pan to, co napisał z m.in. przyjacielem-poetą, o którym Pan pisze. A już na pewno o tych konsultacjach ja nie powinienem wiedzieć.   

Przyjmuję jednak Pana grzeczną odmowę.    

Życzę pomyślności w nadchodzącym, 2016 r. Z wyrazami szacunku”.

Mógłbym na to zdarzenie „machnąć ręką” lub „puścić w zapomnienie”, lecz to już nie pierwszy pan (pani) profesor, który podejmuje się pewnej czynności, ba! zapewnia, ze wywiąże się z niej, a potem szuka jakiegoś pretekstu, wymyku, aby jakoś wykręcić się z zobowiązania.

Po takim zachowaniu owego stochastycznego probabilisty ciśnie mi się na usta jakiś kolokwializm, ale… „dajmyż sobie spokój”. 

A swoją drogą mam w swoim archiwum literackim bardzo obszerną opinię pewnej pani profesor, która na samym początku swego wywodu podkreśla, że jest „zagorzałą ateistką”, a potem protestuje przeciwko wszystkim porównaniom, metaforom itd. Kiedyś ten tekst udostępnię.  

Mnie w życiu literackim już nic nie zaskoczy.

Najważniejsze, że mam czytelników, którzy wciąż o moje wiersze i książki pytają.    

29 grudnia 2015 r. – 4 stycznia 2016 r.