PEWIEN FRAGMENT

Od czasu do czasu zdarza mi się napisać jakieś opowiadanie. Także i tym razem zadecydowało kilka zdarzeń, które zaczęły mi się układać w pewną fabularną całość. Pozostało zatem tylko je zrealizować, czyli „siąść i napisać” albo… „przelać na papier”.

Nie po raz pierwszy zdałem sobie jednak sprawę z czekających mnie trudności. Pisarstwo bowiem to bardzo trudne zajęcie. Bo przekształcenie myśli w słowa jest zajęciem arcytrudnym. Sadzę, na podstawie lektur ich książek, że bardzo wielu pisarzy w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy.

Rezultat owego nieprzemyślanego pisarstwa, czyli „przelewania myśli na papier” jest przeważnie taki, że książki, czy też w ogóle teksty, nie nadają się do czytania.

Poza tym prawie wszyscy popełniają błędy. Również i mnie zdarzają się błędy, które nie powinny zaistnieć. Czytam bowiem, i poprawiam, po wielokroć to co napisałem.

Oto przypadek takiego błędu.

Zacząłem pisać – jak już wyżej wspomniałem – opowiadanie. Jeden z moich znajomych – dajmy mu imię Ksawery – także zajmujący się (w tzw. wolnych chwilach) pisarstwem, koniecznie chciał je przeczytać.

Mam taki zwyczaj, że zanim jakiś mój wiersz lub właśnie opowiadanie, ujrzy światło dzienne, to po wielokrotnym sprawdzeniu czy warto je komukolwiek pokazywać, odkładam je, aby „się odleżało”. Tym razem znajomy był jednak bardzo natarczywy. Postanowiłem zatem, łamiąc wszystkie swoje przyzwyczajenia i zasady, opublikować fragment opowiadania.

Ksawery jest zawsze bardzo powściągliwy w swoich uwagach. Jego najwyższą oceną moich wierszy było określenie, że są to „Janowe wiersze”. Natomiast na opublikowanym na mojej stronie internetowej i (nie wiedzieć, po co) na Facebooku fragmencie opowiadania nie zostawił przysłowiowej „suchej nitki”.

Poszło nade wszystko o następujący fragment:

„Gościem okazał się January, nazywany przez wszystkich Januszem. Był niewysoki, okrągły na twarzy, łysy, lecz starał się być nienagannie ubrany, gdyż obszywał go najlepszy miejscowy krawiec. Charakterystyczną cechą ubioru Januarego był długi, niemal do kostek, płaszcz. Na ogół przeważnie czarny. Jedynie latem było to lekkie okrycie w kolorze jasnopopielatym. Zapewne dodawał sobie tymi płaszczami powagi, tym bardziej, że niedawno obronił doktorat z filozofii”.

Ksawery stwierdził, że nie znam się na krawiectwie (sam jest z zawodu krawcem) oraz że nie… potrafię pisać. Szczególnie poszło mu o zdanie na temat płaszcza: „Na ogół przeważnie czarny”.

„Na ogół” znaczy tyle samo, co „przeważnie”. Z tym, że ja „przeważnie” użyłem w znaczeniu „w przeważającej części”. Chciałem napisać, że płaszcz był wprawdzie czarny, ale znoszony. Ja, tak przecież dbający również o szczegóły, nie popisałem się precyzją. Popełniłem błąd.

Znajomy jednak, zamiast jako znawca krawiectwa pomóc mi w doprecyzowaniu pewnych sformułowań stwierdził, że nie umiem pisać i nie chciał ze mną dalej rozmawiać. Przyznam, że swoim zachowaniem wystawił naszą długoletnią przyjaźń na poważany szwank.

Poprosiłem kilkoro moich znajomych, znakomitych pisarzy, aby wypowiedzieli się na temat tego fragmentu.

Oto jedno ze stanowisk:

„Nie widzę w tym nadesłanym fragmencie czegoś, co można określić, jako »błędy«. To grube nadużycie ze strony tego, kto Cię o to pomówił. W procesie twórczym jesteśmy w sytuacji bezpośredniej, jak pianista w trakcie koncertu, dlatego nie widzimy formalnych błędów, nastawieni na budowanie treści, palce czasami idą nie w ten klawisz. W  tym fragmencie gramatycznie jest ok.

»Gościem okazał się January, nazywany przez wszystkich Januszem. Był niewysoki, okrągły na twarzy, łysy, lecz starał się być nienagannie ubrany, gdyż obszywał go najlepszy miejscowy krawiec. Charakterystyczną cechą ubioru Januarego był długi, niemal do kostek, płaszcz. Na ogół przeważnie czarny. Jedynie latem było to lekkie okrycie w kolorze jasnopopielatym. Zapewne dodawał sobie tymi płaszczami powagi, tym bardziej, że niedawno obronił doktorat z filozofii«.

Można by każde zdanie omawiać analitycznie pod kątem językowym i logicznym, także pod kątem sygnalizowanej tutaj jasno intencji odautorskiej w celu charakterystyki postaci (»zapewne dodawał sobie…. «), ale to, co napisałem, wystarczy. Z tekstu np. wynika, że Janusz nosił długi płaszcz, do kostek, i »przeważnie czarny«, czyli rozumiem z tego, że nosił różne płaszcze tego typu, ciemne, ale na ogół czarny, więc można to  odczytywać logicznie, i myślę, że to był problem tego kogoś, kto cię zganił. Ale to on ma problem, jako czytelnik bez wyobraźni, domagający się dosłowności na łopacie, by nie trudzić lub niepokoić własnej wyobraźni.

Ja to zdanie  rozumiem tak, że Janusz nosił zimą długie płaszcze do kostek, różne kolory w ciemnych odcieniach, ale na ogół czarny, a latem okrycie jasnopopielate. Czy nosił latem jedno zawsze to samo okrycie jasnopopielate, czy miał ich kilka w takim kolorze, nie wiemy z tego zdania.  Zresztą w 2 zdaniu mowa o »okryciu«, a nie o płaszczu, czyli w ogóle różna garderoba w kolorze popielu.  Są to więc kwestie logiczne i interpretacyjne, na tyle ogólne, domyślne, że czytelnik może sam wywieść z tego logiczne powiązania i różne domysły, jak ja to robię, ale nie można mówić tutaj o »błędzie« autora. Opis płaszcza ani w 1 zdaniu, ani okrycia w 2 zdaniu nie był celem Twojej wypowiedzi, chodzi tu o coś innego, w jakim celu nosił Janusz takie płaszcze. Stąd ta ogólność, jaka się pojawiła.

Nie napisałeś mi, o co Cię ten czytelnik oskarża, o jaki błąd, pisząc to, kieruję się intuicją, że o to może chodzić. Bo nie widzę innych powodów. Prof. Sandauer nazywał takie osoby poprawiaczami, sami nic nie wymyślą, nie napiszą, ale szukają dziury w  całym, lubią prostować innych, czasem słusznie, a najczęściej to jest czepianie i czerpanie z tego satysfakcji, mimo że ten ktoś wyraźnie nie zrozumiał tekstu. Niestety, taki jest los odczytywania tego, co piszemy, co dla nas jest oczywiste, to dla innych nie, bo patrzy z innego okna na to samo. Rzecz znana z życia”.

Słowa te napisał T., doskonały znawca warsztatu literackiego, przy tym prozaik, tłumacz, a nade wszystko bardzo dobry poeta, co jest wyjątkiem we współczesnej produkcji poetyckiej. Jestem także bardzo zobowiązany W., który bardzo rzeczowo, lecz z niezwykłym literackim wyczuciem podszedł do wyjaśnienia powyższej kwestii.

Poprawiony fragment opowiadania mógłby zatem zabrzmieć następująco:

„Gościem okazał się January, nazywany przez wszystkich Januszem. Był niewysoki, okrągły na twarzy, łysy. Dlatego starał się być nienagannie ubrany. Obszywał go najlepszy miejscowy krawiec. Charakterystyczną cechą ubioru Januarego był długi, niemal do kostek, płaszcz. Czarny, lecz sfatygowany. Jedynie latem było to lekkie okrycie w kolorze jasnopopielatym. Zapewne dodawał sobie tymi płaszczami powagi, tym bardziej, że niedawno obronił doktorat z filozofii”.

Zapewne nie raz przytrafi mi się jeszcze podobny błąd tak w zajęciu pisarskim jak i w znajomościach. Nie raz zawiodłem się na Ksawerym. Zresztą nie tylko na nim. Wierzę jednak w ludzi, chociaż bardzo często pokazują wyłącznie tkwiące w nich Zło.

Wierzę w Sztukę, wierzę w Literaturę. Co i raz odkrywam lub powracam do wspaniałych Pisarzy, (takich jak François Mauriac), których książki są nieprzemijającymi i przejmującymi arcydziełami. 

3 sierpnia 2018 r.