„PAMIĘĆ WYLINIEJE SIERŚCIAMI WSPOMNIEŃ”

Motto:

 

„Wzywałem Pana w najtrudniejszych chwilach.

A on w odpowiedzi wywiódł mnie na szeroką przestrzeń.

Pan jest przy mnie – nie boję się!

Co mi może uczynić człowiek?

Pan jest przy mnie – On moim wsparciem,

to ja spojrzę z góry na tych, którzy mnie nienawidzą.

Lepiej chronić się u Pana niż polegać a ludziach.

Lepiej szukać rozwiązań u Niego

niż polegać na wysoko postawionych”.

 

Psalm 118:5-9

Werset dnia z 23 marca 2022 r.

 

 

Od mojego ostatniego zapisku minęło kilka tygodni, a w pogodzie zmieniło się tylko tyle, że z dnia na dzień przybywa coraz więcej najwspanialszego… Światła. Cieszy to rozprzestrzeniające się Światło, którego nikt stąd nie potrafi powstrzymać. Bo jakże marną istotą jest człowiek. To także człowiek potrafi sięgać Księżyca, a  również siać tylko chaos i zniszczenie (przykład? Władimir Władimirowicz Putin! Co za dubeltowy absurd z tym imieniem. Putin i… Władi-mir. W dodatku Władimirowicz).

(A co do pogody. Wczoraj tj. 22 marca br., już wyszedłem „na marynarce” i w wiosennych butach. Dzisiaj zaraz po wyjściu na dwór, wróciłem z powrotem. Z północy bowiem ciągnął straszliwy, lodowaty zimowy ziąb. Bo marzec to miesiąc jeszcze jak najbardziej zimowy!).

Nie oglądam wiadomości, ponieważ wszystkie wieści są monotematyczne: wojna, uchodźcy. Ja proponowałbym, a raczej po raz kolejny namawiam, aby środki masowego przekazu, w tym nade wszystko stacje telewizyjne, odwiedziły z kamerami: hospicja, zakłady opieki leczniczej oraz tzw. „domy seniora”, w których latami dogorywają ludzie niepełnosprawni, staruszkowie. Takich „domów seniora” jest bez liku. W samym Gdańsku i jego okolicach na pewno kilkaset. Dlaczego tego „tematu” nigdy nie podejmują środki masowego przekazu?

A czy ktoś próbował rozmawiać z ludźmi, którzy zostali z Kresów przez m.in. UPA wypędzeni, a ich cały dobytek spalony. Żyją jeszcze ludzie, którzy pamiętają, że ich najbliższa rodzina została wymordowana przez banderowców. O tym jednak cicho, sza! I ja nie będę rozwijał tego tematu aby nie być posądzonym o tzw. „trollizm”.

A zatem może by tak o literaturze i filmie? Ostatnio naściągałem różnych książek, wydawałoby się do czytania. Tym razem wziąłem na tapetę współczesne polskie powieści kryminalne. Namnożyło się ich tzn. i owych powieści, a także „pisarek” specjalizujących się w „powieściach kryminalnych” oraz „powieściach społeczno-obyczajowych” co niemiara.

Wbrew radom W., aby nie tykać polskiej powieści współczesnej, ponieważ jest to strata czasu, przeczytałem kilka dzieł nagrodzonym różnymi kuriozalnymi albo regionalno-powiatowymi nagrodami. A poza tym teraz niemal każde z miast ma swojego „kryminalnego” i „społeczno-obyczajowego” pisarza, „pisarkę” (przeważnie po kilkoro). Ma Wrocław, ma Elbląg, ma i Gdańsk.

Z początku mnie kusiło aby każdą taką książczynę (czytaj: marną literacko książkę) chociaż kilkoma zdaniami zrecenzować, albo wyrazić o niej opinię. Tylko po co, jeśli – przetestowałem to na sobie i kilku innych osobach – po lekturze nie zostaje kompletnie, ależ to kompletnie nic.

Kiedyś Stanisław Lem (którego miałem zaszczyt i przyjemność podczas pisania pracy magisterskiej osobiście poznać) mawiał, że „Ludzie nie czytają książek. A jak czytają, to nic nie rozumieją. A nawet jak cokolwiek zrozumieją, to natychmiast zapominają”.

Coś w tym jest. Z tym, że Lem wypowiadał się w ten sposób bynajmniej nie tylko o recepcji swojej filozoficznej twórczości.

Faktem jest, że niewiele albo zgoła nic z lektur tych powieści kryminalnych i społeczno-obyczajowych, nie pamiętam. Zazwyczaj bowiem są to jakiś wydumane (chciałoby się napisać: „wyssane z palca”) historie niemające nic wspólnego ani z intersującą fabułą, ani psychologią, ani powieściową narracją, ani z czymkolwiek.

Trzeba jednak przyznać, że niektóre są bardzo sprawnie napisane, co świadczy, że autor posiadł wybitną biegłość przebierania palcami po klawiaturze. Niejako w tych powieściach samo mechaniczne pisanie wyprzedza bieg zdarzeń a nawet myśli, których owe dzieła chociażby w szczątkowej postaci są pozbawione. Ot, jest to papka dla oczu jako alternatywa dla głupich, pozbawionych jakiegokolwiek sensu telewizyjnych seriali.

Oto – przykładowo – okrzyczana jako bestseller (ba! nagradzana) powieść Barbary Piórkowskiej pt. Karboszki, wydana w 2020 r.

Z filii bibliotecznej na Chełmie nikt przez dwa lata tej książki nie wypożyczył. Poznaję to po braku zagięć oraz po tym, że tom (zresztą kiepsko pod względem edytorskim wydany) „strzela”, bo książka jest tylko sklejona.

Dziwaczy zakalcowaty, pseudopoetycki styl. Czytam:

„Pamięć jest jak dzikie zwierzę w ziemie, leży na dnie jamy i wącha korzenie. Śpi drapiąc się po boku, chrząka dziwacznie, wzdycha. Niech tylko wyniucha coś na powierzchni żywego, szybko obudzi się, rozkopie wejście i przekopie z nory, ku światłu, ku wiośnie ciężkiej, mokrej, dopiero nabrzmiewającej, rozbłyśnie w cieple jak pąki zawilców, wylinieje sierściami wspomnień, pójdzie polować na mniejszych i bardziej zalęknionych, głodna i bezkompromisowa będzie ryć w glebie za chrząszczami i larwami, capnie ptaka, rozbebeszy mu flaki”. (s. 21).

„Pamięć wylinieje sierściami wspomnień”… lekturę owego dzieła zakończyłem zatem na s. 21.

Za to dużą radość sprawia mi serial z… porucznikiem Columbo. Oglądam te filmy w telefonie. Telewizja bowiem jest – jak już wyżej wspomniałem – monotematyczna, a na m.in. Netflixie straszliwa wręcz beznadzieja.

Serial Columbo: zrealizowany w latach 1968-2003, 13 serii, 69 odcinków. Plejada wspaniałych pomysłów scenariuszowych, aktorstwa. Wszystko na najwyższym poziomie. Można bez wahania powiedzieć, że Columbo jest arcydziełem filmu kryminalnego.

23 marca 2022 r.

PS

W br. przypada 45 lat od mojego debiutu literackiego. W związku z tym chciałem (chciałbym) wydać książkę podsumowującą moje dokonania poetyckie lub zbiór opowiadań. Chciałem (chciałbym) aby także odbyło się spotkanie autorskie, ponieważ ostatnie miałem dziesięć(!) lat temu.

No i się zaczęło. Od początku roku jestem odsyłany od jednej instytucji kultury Miasta Gdańska do drugiej. Z miejsca także skwitowano mój wniosek, że „nie ma możliwości, nie ma pieniędzy”. W Gdańsku słyszę to od lat. A tymczasem…

A tymczasem i w Internecie można zaleźć wiadomość, że tzw. „stypendia kulturalne Miasta Gdańska za rok 2022” otrzymali m.in.:

Aleksander Jurewicz: 18.060 zł (osiemnaście tysięcy sześćdziesiąt złotych). Jest to najwyższe stypendium jakie ktokolwiek, kiedykolwiek w Gdańsku otrzymał. Na napisanie owej książki Na pożegnanie Jurewicz otrzymał jeszcze dodatkowo stypendium Marszałka Województwa Pomorskiego w kwocie 5.000 (pięć tysięcy) złotych. W sumie zatem Jurewicz zainkasował… 23.060 zł (dwadzieścia trzy tysiące sześćdziesiąt złotych).

Barbara Piórkowska: 15.050 zł (piętnaście tysięcy pięćdziesiąt złotych). W 2020 r. ta sama autorka otrzymała: 15.600 zł (piętnaście tysięcy sześćset złotych) na napisanie powieści… Ciuchy. (Jestem ciekaw gdzie jest ta książka?). W ciągu zatem dwóch lat Barbara Piórkowska otrzymała od Miasta Gdańska: 30.650 zł (trzydzieści tysięcy sześćset pięćdziesiąt złotych). To jeszcze nie wszystko. Piórkowska otrzymała także stypendium od Marszałka w kwocie 5000 zł (pięć tysięcy złotych). Razem to będzie… 35.650 zł (trzydzieści pięć tysięcy sześćset pięćdziesiąt złotych)!!!

Krystyna Chwin: 9.030 zł (dziewięć tysięcy trzydzieści złotych). W 2020 r. ta sama autorska otrzymała na napisanie tomika wierszy 7.800 zł. (Gdzie jest ten tomik?). W ciągu zatem dwóch lat Krystyna Chwin Otrzymała od Miasta Gdańska: 16.830 zł (szesnaście tysięcy osiemset trzydzieści złotych).

Nie mam nic przeciwko nagradzaniu czy to stypendiami, czy to nagrodami gdańskich literatów. Tylko chciałbym zapytać, jako mieszkaniec Miasta Gdańska i czytelnik z długim – i jeszcze dłuższym – stażem: gdzie są te arcydzieła: Jurewicza, Piórkowskiej, Krystyny Chwin? Gdzie są w ogóle książki tych autorów?

PPS

Jestem pod wrażeniem arcydzielnego serialu Columbo. Ostatnio oglądałem odcinek 3 z sezonu 8, czyli film pt. Kobieta w czerni (Sex And The Merried Detective – 1989), 98 min, z cudowną muzyką Patricka Williamsa.

Do tego zapisku załączam zatem kadr z tego filmu.