OCZEKIWANIE NA PRZYLOT WILGI

Mogę ogłosić wszem i wobec, że w tym roku wiosna na moje osiedle Chełm zawitała dokładnie 26 kwietnia br. Jest to więc data przyjścia wiosny na Chełm zbliżona do ubiegłorocznej. 26 kwietnia, bowiem w tym roku na dobre rozkwitły głogi, a nade wszystko usłyszałem tu i ówdzie gwizdy kosów.

Wiosna zatem i nic tylko się cieszyć tym bardziej, że także przede mną sześć miesięcy (aż sześć miesięcy) z dala od zimy i chłodów.

A w dodatku prognoza pogody na tzw. „długi weekend” okazała się znakomita: niemal od razu wszędzie miało być około 25 stopni Celsjusza, a na południu nawet 30. Być może owe 25 stopni (a nawet 30) jest gdzieś „w Polsce”, bo na osiedlu Chełm jest tylko „marne” 15, a nad zatoką zaledwie 13. Ludzie jednak tak bardzo są spragnieni ciepła, że nie bacząc na chłód już rozbierają się do krótkich rękawów i krótkich spodni.

Wczoraj, tj. 28 kwietnia, można jeszcze było nad zatoką wytrzymać. Woda… „gładka jak lustro”, żadnego powiewu, więc gdy i Słońce przygrzało to było, w zakamarkach, nie więcej niż… 16 stopni Celsjusza. (Aby chodzić „na krótki rękaw” musi być co najmniej 18 stopni.) Ludzie jednak dzielnie rozbierali się i kładli na piasku. Ba, nawet boso maszerowali po zimnym bulwarze nadmorskim.

Dzisiaj jednak, tj. 29 kwietnia, kiedy o dziesiątej rano pojawiliśmy się „z kijkami” nad zatoką już północny wiatr przypomniał o swojej obecności. Woda w zatoce ożyła, dmuchnęło w żagle i północny ziąb znowu wziął w swoje władanie cały Gdańsk. Zziębnięci i skostniali plażowicze szybko wracali „znad morza”. Dzielnie chyba tylko tkwili na piasku ci, którzy uważają, że jeśli przyjechali np. na wczasy, to trzeba leżeć na plaży bez względu na pogodę.

Pogoda zatem jak na razie kompletnie zawiodła. A już od najbliższego czwartku (tj. 3 maja) szykuje się… kolejne oziębienie. Nic to jednak, najważniejsze, że wiosna nareszcie już jest. Do pełni szczęścia brakuje mi tylko… porządnej, wiosennej burzy. Jak już ziemia będzie ogrzmiana, to znaczy, że wiosna jest na 100%. Pozostanie tylko wyglądanie i nasłuchiwanie wilgi. No, ale przylot wilgi to już będzie oznaczać lato.

Z lektur w dalszym ciągu czytam, i naczytać się nie mogę, poezje Johanna Wolfganga Goethe.

Także i do mnie znowu zajrzała na kilka dni Euterpe, bo napisałem kilka utworów. Oto jeden z nich, do którego zainspirował mnie… pierwszy wiosenny deszcz:

 

 KTOŚ PUKANIEM W OKNO

O ŚWICIE MNIE OBUDZIŁ

(Czyli poranne dywagacje ze Słońcem i deszczem)

1.

Ktoś pukaniem w okno o świcie mnie obudził[1].

„Może to jakiś wiosenny ptak – zwiastun dobrej

wiadomości ze świata – przypomina, że trzeba

nacieszyć się wieścią?” – pomyślałem, wstając.

 

(Mam okno w swoim pokoju od wschodu i lubię,

gdy Słońce mnie budzi. Jeśli od świtu Słońce do

mnie zagląda to znaczy, że zima już się kończy.

A gdy podsypia to znak, że zima już bliska jest).

 

Dość często zdarza mi się tuż przed wschodem

Słońca wstawać. „A, jednak wcześniej wstałem”

– próbuję z nim żartować. Ono zaś promiennie

uśmiecha się do mnie: „To tylko mamy ze sobą

 

wspólnego, że ty masz swój świt i ja swój świt

mam. I również każdy swój zachód ma” – słyszę.

„Tyle, że ja twoje zachody i świty jeszcze gdzie 

chcę i skąd chcę do woli oglądam” – mówię i w

 

odpowiedzi słyszę: „Do czasu. Wszystko to do

czasu trwa” – po czym szybko, tak abym za nim

nie nadążył, na niebo się wspina. W ten sposób

często o świcie dywagujemy sobie ze Słońcem.

2.

Ktoś delikatnie pukaniem w okno mnie obudził.

To deszcz – witałem go z nie mniejszą radością

niż Słońce – nareszcie, zatem, deszcz. Patrzyłem

a deszcz skądś swoim spokojnym krokiem szedł.

 

I przeszedł – jak to poranny deszcz – na nic się

nie oglądając. Przetarło się, zupełnie jakby ktoś

okna w głąb nieba uchylił. Wydało mi się – czy

to nie za wcześnie? – że, po tym deszczu, nagle

 

flet wilgi usłyszałem. Prawie wszystko śpiewało,

jeśli tylko dobrze się wsłuchać. A cóż ja na to?

Ja – doznawałem i podziwiałem. O, być w tym

jak najwięcej. I niechże, jak najczęściej, to trwa.

 

Zapisane 29 kwietnia 2012 r.

 

Ps.

Zapiski w tym „Dzienniku” przeczytało od 27 stycznia br. do 29 kwietnia br. dokładnie 886 osób. Dziękuję wszystkim moim czytelnikom.

 

[1] 25 kwietnia 2012 r.