„NOCNY POCIĄG DO LISBONY”

Od jakiegoś czasu „nie idzie mi” czytanie książek. Co bowiem wypożyczę jakąś książkę, to bardzo mnie rozczarowuje. „Powieści” odkładam po kilkudziesięciu stronach. A o współczesnych „poezjach” lepiej nie mówić. Postanowiłem zatem wybrać się na jakiś południowy seans, na Jackie (2016, 95 min., reż. Pablo Larrain).  

Wychodzę z domu w lekko zmrożone powietrze lutego. Jest biało, czysto (jakże ja uwielbiam świeży śnieg i jego biel). Nie czuć śladu smogu. Ledwo jednak otwierają się drzwi autobusu, bucha tak straszliwy fetor ni to czegoś spleśniałego, ni to obrzydliwego, że ledwo można było dojechać do przystanku przeznaczenia.

Przed seansem zachodzę do biblioteki i wypożyczam Ryuarda Kiplinga Światło, które zgasło oraz bardzo niepozorny, i edytorsko nieefektowny, wydany w 1991 r. Pamiętnik poety Kazimierza Wierzyńskiego.

Do seansu jest jeszcze trochę czasu, więc przysiadam gdzieś by się napić herbaty i… nie mogę się od Pamiętnika poety oderwać. Co za fascynująca lektura! O tak, o taką mi właśnie książkę chodziło. Żadne tam „głodne kawałki”, jako fabuła, żaden tam laptopowy pośpiech w stylu itd. Ta książka powinna być obowiązkową lekturą wszystkich współczesnych pisarzy, a szczególnie poetów.

Najwyraźniej byłem jej pierwszym czytelnikiem, ponieważ zaczęła mi się w rękach dosłownie rozsypywać. Tak jednak wydawano książki w 1991 r. Wyłącznie do jednorazowej lektury.

Zbliża się seans w kinie. Pozbierałem jakoś rozsypującą się książkę, dopijam herbaty i wychodzę na dwór. Ogarnia mnie rześkie, lekko zmrożone, z popadującym śnieżkiem, powietrze lutego. Otwieram drzwi kina i… Nie! Nie! Nie! Im wyżej wjeżdżam ruchomymi schodami do kas, tym bardziej narasta straszliwy zaduch. I ja mam się męczyć w takim zaduchu przez dwie godziny?!

„Odpuściłem” sobie Jackie i piechotą, spod dworca „puściłem się” na Chełm. Zdrożyłem się trochę, bardziej przez ciepłą odzież niż przez odległość i czym prędzej zasiadłem do Pamiętnika poety. Cóż za książka!!!

A wieczorem chciałem obejrzeć wychwalaną Yumę. (2012, 113 min., reż. Piotr Malaruk). Podobała mi się ostatnio Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej (2017, 117 min., reż. Maria Sadowska), więc – pomyślałem sobie – może by tak jednak wrócić do oglądania współczesnych, polskich filmów? Oglądam zatem: z ekranu dobiega jakiś ni to bełkot, ni to mamrotanie. Mija kwadrans, mija pół godziny i… nic. Dosłownie: nic! Z ekranu wieje za to straszliwa nuda i beznadzieja. I to ma być kino?

Zacząłem przeszukiwać HBO GO. I tu w prawie 95%, a może i więcej, „sama rozrywka”, „naparzanie się”, horrory, głupie komedie itd. Czasami trafia się jednak coś interesującego.

Lizbona,1

Oto… Nocny pociąg do Lisbony (Night Train to Lisbon – 2013), 110 min., reż. Bille August. W rolach głównych m.in. jako Raimund Gregorius – Jeremy Irons oraz jako Mariana – Martina Gedeck.

Lizbona,2

Film ten został zrealizowany według książki Pascala Merciera, pod tym samym tytułem. Powieść ta jest dostępna w księgarniach. Natomiast wszystkie biblioteczne egzemplarze zostały wypożyczone. Znaczy to, że nie ja jeden zachwycam się tym filmem.

Tak, takie filmy najbardziej lubię. Nie powinienem treści tego filmu opowiadać. Zresztą, chyba niesposób ten film – zresztą po co? – opowiedzieć. Trzeba go zobaczyć.

Mogę tylko powiedzieć, że wszystko od początku jest w nim nieprawdopodobne. Z drugiej strony: wszystko mogło się zdarzyć tak, jak zostało przedstawione.

Lisbona,x

Największą jednak zaletą tego filmu jest wspaniały klimat. Jakże ja takie filmy, takie „klimaty”, uwielbiam. No i wreszcie jest to także film o uczuciach. A ta końcowa scena na dworcu z Raimundem i Marianą jest nie do zapomnienia. Tak, Bille August wie czym jest Kino.

7 lutego 2017 r.