„NIEWYRAŻALNE BOGACTWO MINIONYCH PRZEŻYĆ”

„Przez ubiegłe lata przywykł mówić wyłącznie po łacinie, a także myśleć w tym języku, bogatym, giętkim, posiadającym nazwanie na każdą rzecz i na każdy stan duszy. Wróciwszy teraz do przyrodzonej polskiej mowy, twardej, ubogiej w wyrazy i pojęcia, nie wiedział, jak sobie poradzić z niewyrażalnym bogactwem minionych przeżyć. Nie wypowie ich chyba nigdy, nikomu…” – tak na ostatnich stronach Krzyżowców (1935) myśli Imbram Strzegonia, po powrocie z Pierwszej Wyprawy Krzyżowej (27 listopada 1095 r. – 15 lipca 1099 r.).

Myśli te przedstawia narrator Krzyżowców, czyli Zofia Kossak (1889-1968). Paradoksalnie polszczyzna autorki, styl powieści i wszystko, co się składa na tę arcydzielną książkę jest w najwyższym stopniu doskonałe. Zaczynałem tę książkę – nie waham się tego napisać – z pewnym trudem nie mogąc przyzwyczaić się do staropolszyzny, jaką autorka się posługuje. Minęło to jednak bardzo szybko. Sam nie wiem kiedy książka ta uwiodła mnie i treścią, i sposobem pisania, i niewyobrażalną wprost wyobraźnią. Czytałem ją w największym uniesieniu i zachwycie.

Zachwycałem się wprawdzie ostatnio i prozą Stefana Grabińskiego, i Solą ziemi Józefa Wittlina, ale Zofia Kossak w robocie literackiej, w stwarzanej przez siebie „fikcji”, która nie wiedzieć kiedy staje się rzeczywistością, jest niedościgniona. Aż dziw bierze i zdumienie, że nie otrzymała za Krzyżowców Nobla.

Czytałem, oczywiście, i Grabińskiego i Wittlina i Kossak na studiach, ale było to szybkie czytanie na użytek wyłącznie egzaminu. Nie było czasu, aby zagłębiać się w treść, w styl, chodziło o to, aby jak najlepiej zaliczyć lub zdać egzamin.

Krzyżowcy są dobitnym przykładem, dowodem na to, czym jest powieść, czym jest pisarstwo.

W tej właśnie chwili, gdy zachwycam się pisarstwem Zofii Kossak powstaje co najmniej tysiące (a może dziesiątki tysięcy) „powieści” żmudnie wystukiwanych na laptopach. Nie wierzę, aby wśród tych wystukiwanych książek powstało dzieło na miarę Krzyżowców. Zresztą od kilkudziesięciu lat bezustannie, i bezowocnie, poszukuję po księgarniach, po bibliotekach, po antykwariatach współczesnej wybitnej powieści. Odpowiedź jest jedna: nie ma. Wciąż nie ma talentu na miarę Zofii Kossak.

Gdzieś w Internecie wyczytałem, że szkoda, iż Krzyżowcy dotąd nie zostali sfilmowani. A jako kinofil z długim – i jeszcze dłuższym – stażem, nie wyobrażam sobie tej powieści przekształconej w film. Technika filmowa jest teraz niewyobrażalnie rozwinięta i można filmowo tworzyć niemal „cuda”, ale – po pierwsze – z arcydzieła literackiego na pewno nie powstanie arcydzieło filmowe. Po drugie: kto miałby takie przeogromne przedsięwzięcie finansować, kto reżyserować itd. I wreszcie – po trzecie – chyba najważniejsze: co filmować? Całą powieść?

Krzyżowcy są arcydziełem wyobraźni, są arcydziełem pod każdym innym artystycznym względem. Chciałbym w tym miejscu zacytować jeden z fragmentów, jakże ponadczasowym i współcześnie aktualnym. Są to rozmyślania na temat ludzi Ademara de Monteil:

„Obrzydłe plemię, bodajby przepadło! Bezwładna kupa mułu, skrzep gnoju, darmo je owiewa wielki dech zaświatów, darmo Bóg dotyka dłonią, ukazuje dalekie drogi i światła… Widzą, czują, słyszą, lecz podźwignąć się nie chcą… Ach, nędzne plemię, coś miało być obrazem Bożym!

…Gdyby mi kto dał na pustyni gospodę pielgrzymią, wołałbym to, niż być królem między ludźmi!… Zgraja wiarołomnych… Napinają język niby łuk swój kłamstwem, a nie dla prawdy żyją, lecz od zdrożności do zdrożności postępują…

…Wyczerpie się rychło cierpliwość Pana, Który rzekł: Czyżbym tego nie poszukiwał na nich? Czyżby nad narodem podobnym nie wywarła pomsty dusza moja?…

…Nadchodzi już dzień proroctwa, wdziera się luta śmierć przez okna nasze, wchodzi śmiele do zamków naszych… Wiekuisty rzecze: Legną trupy ludzkie jak mierzwa na polu i jako snopy za żeńcem, których nikt nie zbiera…

…Nie żałuj ich, duszo, nie żałuj. Obrzydłą, marną jest ludzkość! Nic jej nie podźwignie z błota. Jakiekolwiek by się działy nad nią rzeczy przeogromne, ona leży w swoim barłogu, śpi, żre, cudzołoży, płodzi dalszy grzech i nędzę… Grzech jest jej naturą, grzech jest przyrodzeniem, grzech jest rozkoszą… Darmo mówić ludziom o Bogu… Nie pragną Boga, nie pragną niczego, co przewyższa bagno zwykłej powszedniości… Nawet w obliczu cudu niezdolni są zapomnieć o własnych śmiesznych sprawach, o własnych doczesnych korzyściach. Na krótkie mgnienie dają się porwać zapałem, by tym ciężej, tym haniebniej opaść z powrotem na ziemię.

…Och, nie widzieć więcej ludzi!…

… Nie wiedzieć nic o ich sprawach…

…O nieszczęściach, które sami ściągają na siebie, a odpowiedzialnym za nie czynią Boga…

…O ich niepojętej zawziętości i uporze…

…Niech przepadają, skoro chcą… Im prędzej zginą, tym lepiej”.

Bardzo wiele jest takich fragmentów, które chciałoby się zacytować. Zresztą, cóż po fragmentach, trzeba przeczytać całą powieść.

Na pewno pozostanie na zawsze w mojej pamięci. Nie wiem czy jest to dobre porównanie, ale odtąd dla mnie Krzyżowcy są powieściowym… wzorcem metra z Sèvres. Tak jak w przypadku sztuki filmowej powtarzam „Kubrick jest arcymistrzem reżyserii”, w przypadku sztuki wokalnej „sopran Jackie Evancho jest boski”, tak w przypadku powieściopisarstwa będę mówił: „czytałeś Krzyżowców Kossak? Nie?! To poczytaj. Zobacz, czym jest powieść”.

Ponieważ jednak „słynę”, jako czytelnik z „czepialstwa” nawet w tak doskonałym dziele, jakimi są Krzyżowcy znalazłem pewne… „śmiesznostki”.

Otóż w wydaniu paxowskim z 1971 r., które czytałem, jest na stronie 121… błąd ortograficzny:

„Że rycerz Omer miał przed nią inną żonę, mile patrzącą na paziów i co lepszych giermków, nie wieży już żadnej białce”.

Poza tym Kossak ma niekiedy upodobania, że coś… „się zlewa”. (Moim zdaniem „zlać się” może niemowlak).  

Oto w tomie III, na s. 118 Kossak pisze:

„Nie wiedzieć czemu, wspomnienie uśmiechu mówiącej zagadkami Idy zlało się w myśli w jedno ze wspomnieniem błękitu owych pogodnych dni wrześniowych posrebrzonych przędzą”.

„Co prawda, choćby chciał, toby powiedzieć nie potrafił, że dziewczyna trzymana w namiocie zlała się dlań w dziwny sposób w jedno z Ofką”. (s.155).

„Umrzeć teraz, w chwili niewysłowionej radości, gdy w jednakim szczęściu zlewają się serce i ciało…”. (tom. IV, s 260).

Od lektury Krzyżowców nie sposób się jednak było oderwać. Tylko niekiedy włączałem telewizor aby zobaczyć prognozę pogody.

W przytoczonym na początku tego zapisku fragmencie jest przedstawiona sytuacja jak to Imbram Strzegonia powrócił do „przyrodzonej polskiej mowy, twardej, ubogiej w wyrazy i pojęcia”.

To jednak było wczesne średniowiecze. A cóż sądzić o takiej oto współczesnej polszczyźnie, którą słyszałem przed prognozą pogody. Rozmawiano o jakimś długodystansowym biegu, który odbywał się na ulicach Warszawy:

– „Czyyyy dooo takiegooo bieguuu trzebaaaa jakoś się przygotowaaać?

– eee yyy każdyyyy eee bieg eee yyy wymagaaa eee yyy jakbyyy eee treninguuu, wieleee eee yyy jakbyyy trzebaaa eee yyy jakbyyy przebiec eee yyy jakbyyy kilometrów”.

8 maja 2018 r.

Ps. Pierwsza Wyprawa Krzyżowa jest obecna w malarstwie i Claude Jacquanda (1803-1878), i Émile Signola (1804-1892), i Gustave’a Doré’a (1832-1883). Któregóż wybrać? Może grafiki  Gustave’a Doré’a.