NAGRODA „GRABOVIUS” DLA JACKIE EVANCHO

Jackie- Evancho- Awakening-sopranowe-arcydzieło

Symboliczną, osobistą, Nagrodę „Grabovius” za najwspanialsze, najznakomitsze osiągniecie w dziedzinie artystycznej chciałbym przyznać za rok 2014 r. Jackie Evancho, ze szczególnym uwzględnieniem płyty Awakening.

Szkoda, można by powiedzieć, że jest to tylko symboliczna nagroda, ale jakże ocenić, czy też, wycenić, cudowny, niepowtarzalny sopran Jackie Evancho i jej wokalne dokonania? Jeśli najwyższa nagroda poetycka w Polsce wynosi dwieście tysięcy złotych, to ileż mogłaby wynosić nagroda, finansowa, dla Jackie Evancho? Co najmniej pięciokrotność tej sumy? Nie, i dziesięciokrotność byłoby mało! Pozostańmy, tymczasem (podkreślam: tymczasem) przy symbolicznym wymiarze nagrody „Grabovius”.

 

 

Co jest takiego ujmującego w sopranie Jackie Evancho? Wszystko: jego skala, barwa itd. Niepowtarzalny jest także sposób operowania głosem. A poza trzeba zobaczyć jak Jackie Evancho śpiewa. Powiedzieć: wzniosłość i piękno, elegancja i poetyckość, śpiewność i wzruszenie to za mało, Stanowczo za mało.

Interesuję się muzyką operową, a szczególnie śpiewem operowanym, a nade wszystko lubię, i kolekcjonuję, soprany. Ileż ich mam? Co najmniej kilkadziesiąt z różnych stron świta. Wiele słucham i „przesłuchuję” nieustannie. Ciągle szukam nowych. Z tego najwyżej kilkanaście, ostatecznie kilka jest moich ulubionych: Jessye Norman, Renée Fleming, Kiri Te Kanawa, Kathleen Battle, Anna Netrebko, Pretty Yende, ale Jackie Evancho mógłbym słuchać w nieskończoność.

„Przesłuchałem” wiele, utalentowanych wydawać by się mogło, młodych i bardzo młodych wokalistek, ale ciągle to nie jest to. Bo: albo naśladują gwiazdy muzyki „pop”, albo nie wiedzieć, po co biorą się za arie operowe, albo najzwyczajniej „ściemniają”, gdy wydobywają z siebie jakieś głosy i próbują m.in. mnie przekonać, że jest to śpiew. Ostatnio usłyszałem, że jakaś śpiewacza gwiazda wydała płytę… bez melodii. No, cóż jeśli teraz tak bardzo modne są wiersze bez poezji, to mogą być sopranistki bez głosu (i talentu), a piosenki bez melodii.

Słyszałem także, iż teraz na jednego czytającego przypada trzech piszących. Podobnie jest chyba w wokalistyce. Jeśli jednak w tym pierwszym przypadku wydanie już jednej książki czyni pisarza, a tomika – poetę, to w przypadku śpiewu od razu, moim zdaniem, słychać kto ma talent i kto potrafi śpiewać.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem Jackie Evancho był to jeden wielki zachwyt. (Podobny zachwyt, lecz o innej skali, towarzyszył mi, gdy obejrzałem filmy Stanleya Kubricka). I zachwyt ten, coraz większy, trwa do dzisiejszego dnia.

Ponieważ sopran Jackie Evancho jest boski, jest niebiański, jest absolutnie niepowtarzalny.

 3 grudnia 2014 r.