„JAROSŁAW”

Jarosław z podtytułem Tajemnice Kaczyńskiego i nadtytułem Portret niepolityczny to książka Michała Krzymowskiego bardzo polecana mi przez znajomego.

Zazwyczaj to ja sam sobie wyszukuję lektury do czytania. Wybieram ich kilka, kilkanaście, a potem staram się odszukać w księgarniach i bibliotekach. Przeważnie czeka mnie rozczarowanie. Bo albo książka jest byle jak wydana, albo – to najczęściej, prawie zawsze – gdy zanurzam się w jej treść spotyka mnie rozczarowanie. Tak, potrafię – przystając gdzieś miedzy księgarskimi lub bibliotecznymi półkami – po przewertowaniu, kilku, kilkunastu kartek, zorientować się co do wartości tekstu.

Od czasu do czasu jednak „się nabieram”. Bo oto wychwalana przez recenzentów książka w dodatku nagrodzona jakimiś zagranicznymi nagrodami okazuje się nudna i niewarta czytania. Albo – co mnie jako czytelnika boli – jest byle jak napisana lub byle jak przetłumaczona.

Znajomy zachwalał mi jednak Jarosława: „Weź, przeczytaj, na pewno ci się spodoba”.

(Ciekawostką jednak w naszej przyjaźni jest to, że bardzo ze znajomym w swoich artystycznych gustach się różnimy. Bo – przykładowo – gdy on jest „zakochany” w Woodym Allenie ja nie znoszę filmowej „allenowej” gadaniny, gdy on wychwala prozę Anny Janko, ja nie mogę przez jej powieści przebrnąć itd.)

Jarosław to dobra, solidnie napisana książka. Wydawało się, że o Jarosławie Kaczyńskim wiem niemal wszystko, a jednak Michał Krzymowski przedstawia sprawy, problemy itd., o których dotąd nie wiedziałem.

jaroslaw-tajemnice-kaczynskiego-b-iext30383739 — kopia

Podoba mi się pieczołowitość, skrupulatność Krzymowskiego w gromadzeniu materiałów i przedstawianiu Kaczyńskiego z możliwie wszystkich stron. Dobrze się tę książkę czyta.

Ponieważ była to książka pożyczona nie mogłem „pohulać” sobie w niej z ołówkiem i popodkreślać trochę niezręczności językowych i stylistycznych. Naprawdę jednak jest ich mało i nie zatrzymują w lekturze, która rzeczywiście jest interesująca.

Jest to książka nie byle jaka. Krzymowski, czuć to, widać to na każdej stronie solidnie się do niej przyłożył. Takie są moje odczucia. Wprawdzie autor trochę przynudza, gdy przedstawia (jednak) sprawy polityczne (a jest to, przypomnijmy, Portret niepolityczny), ale są one na tyle interesująco podane, że „ciekawość bierze”: co dalej, co dalej.

Zabrakło mi w tej książce dwóch rzeczy, ale to nie umniejsza jej czytelniczej wartości. Po pierwsze chciałbym dowiedzieć się wszystkiego, co tylko możliwe, na temat uczestnictwa braci Kaczyńskich w filmie O dwóch takich, co ukradli Księżyc (1962), 80 min. reż. Jan Batory. A po drugie zabrakło mi w tej książce opinii zagranicznych. Natomiast niepotrzebna moim zdaniem jest ta rozmowa pointująca niejako książkę z kierowcą Kaczyńskiego. Niemniej po tę książkę powinni sięgnąć wszyscy ci, którym brakuje dobrej lektury

10 lutego 2016 r.

 

Ps.

1. Lektura Jarosława tak bardzo mnie zajęła, że dopiero po niej sięgnąłem po zapowiadaną w entuzjastycznych recenzjach (aż sześć gwiazdek) niewielką stosunkowo objętościowo książkę pt. Jadwiga pióra Marty Kwaśnickiej. Doczytałem do s. 39 i chyba dam sobie spokój. Nie lubię takich… rozwichrzonych, chaotycznych książek. Wprawdzie autorka jest oczytana, popisuje się znajomością bardzo licznych lektur, cytuje fragmenty poezji itd., ale co z tego jeśli ta lektura „mnie nie bierze”. 

A poza tym oprócz, niestety, „Ale…” na początku zdań, drażnią mnie takie oto „kwiatki”, jak:

to, że marmur kararyjski jest „najbardziej płodnym kulturowo rodzajem kamienia” (s.11);

albo, że canzona „Jest dowodem na lekkość niektórych serc wodzących piórami”. (s.16);

lub, o listach, Petrarki, że „W jego listach imię króla Roberta kroczy zawsze w otoczeniu świty pozytywnych przymiotników’ (s.28) itd.

Doprawdy: jak imię króla może kroczyć w otoczeniu świty pozytywnych przymiotników?

Nie, dajmy sobie spokój z lekturą… „sześciogwiazdkowej” Jadwigi.

2. Nie robią już na mnie wrażenia ani entuzjastyczne recenzje, ani maksymalna ilość gwiazdek, ani nawet główne nagrody przyznawane na festiwalach filmowych. Oto bowiem tak ceniony przez mnie Jacques Audiard otrzymał w 2015 r. na festiwalu w Cannes Złotą Palmę za Imigrantów. Na pewno nie jest to film… kinowy. Nadaje się co najwyżej do DKF-ów lub właśnie na festiwale filmowe. Jest to nudny, ciężki film, w dodatku fatalnie grany, z beznadziejnymi zdjęciami. Otrzymał nagrodę chyba ze względów politycznych oraz za „ważki” temat.

3.Natomiast bardzo podobał mi się film Roman Polański: moje życie, 90 min., reż. Laurent Bouzeau. Sądziłem, że o Polańskim przeczytałem już prawie wszystko. Film jednak, jak w tym przypadku, to jednak znacznie więcej niż książka.

11 lutego 2016