„IF”

Nie mam humoru, ponieważ znowu dałem się nabrać. Dałem się nabrać na 37 zł (trzydzieści siedem złotych) kupując tomik wierszy współczesnego polskiego poety, bezustannie okrzykiwanego jako objawienie.

W owym cienkim, bo zawierającym zaledwie 26 utworów, tomiku nie ma co czytać. Bo zdecydowana większość utworów jest jak fragment tego, i jeszcze jednego, cytowanego poniżej:

„Życie spakowane do skrzyni / czeka pod łóżkiem na tragarzy / lecz ty jeszcze krążysz po mieście / pełen wściekłości i żalu / bo obraziłeś już wszystkich przyjaciół / i nie masz dla kogo wracać / do tych kleików łaźni / upiorów powstańczej historii” itd.

Albo: „umarli piszą doktoraty pracują na etatach / spłacają kredyty rano biegną do pracy do pieluch / do punktów obsługi klienta wieczorem chronią / się w modnych klubach albo w blasku ikon / recytują z przejęciem: ząb mnie boli, my dwoje, / nas czworo marzą o innej Polsce innej historii / innej poezji przez całą dobę porządkują swoje / małe dzieje swoje przytulne mieszkania / swoje kolekcje płyt z muzyką elektroniczną / kiedy grzeszą są nam bliźniaczo podobni / jeśli się modlą to żarliwie – do boga umarłych” itd.

Niech zasłona milczenia spadnie nad nazwiskiem, i tomikiem wierszy, tego tak przecież wychwalanego i nagradzanego… poety lubującego się w m.in. „kleikach łaźni”, „skalpelach właściwych decyzji”, czy „kaskadach srebrzących się liści’ albo „odległych galaktykach galilejskich oczu”.

Ktoś mógłby powiedzieć, że są to tylko fragmenty, urywki, ale taka cała jest ta książczyna.

Tę liczącą około 50 s. książczynę przeczytałem w niecałe dwie godziny. Nie pozostało mi po jej lekturze nic oprócz przeświadczenia, że Poezja to jednak bardzo odpowiedzialna i trudna rzecz oraz, że… pisać każdy może.

Tak, to są tylko „wiersze”. A jeszcze trzy dni temu w weekendowych dodatkach miejscowych gazet pod nazwą „kultura” lansowano „najbardziej intrygujący debiut 2014 r.” pod nazwą Natalia Nykiel i jej video clip Bądź duży. Obejrzałem, wysłuchałem… raz, jedyny raz. Czy m.in. ci wszyscy, którzy piszą do tych dodatków słyszeli o Jackie Evancho? A widzieli, a wysłuchali jej Apocalypse? Ja się nie mogę tego utworu nasłuchać. Tak samo jak nie mogę się naczytać utworu If Rudyarda Kiplinga. Przecież tak łatwo jest odróżnić grafomaństwo od Poezji, beztalencia wokalne od talentów. Dlaczego, w takim razie lansuje się miernoty i beztalencia?

Poniżej załączam arcydzieło poetyckie Kiplinga pt. If   

 

IF

 

If you can keep your head when all about you

 Are losing theirs and blaming it on you,

If you can trust yourself when all men doubt you,

 But make allowance for their doubting too;

If you can wait and not be tired by waiting,

 Or being lied about, don’t deal in lies,

Or being hated, don’t give way to hating,

 And yet don’t look too good, nor talk too wise:

       If you can dream–and not make dreams your master;

  If you can think–and not make thoughts your aim;

If you can meet with Triumph and Disaster

 And treat those two impostors just the same;

If you can bear to hear the truth you’ve spoken

 Twisted by knaves to make a trap for fools,

Or watch the things you gave your life to, broken,

  And stoop and build’em up with worn-out tools:

 

If you can make one heap of all your winnings  

 And risk it on one turn of pitch-and-toss,

And lose, and start again at your beginnings

 And never breathe a word about your loss;

If you can force your heart and nerve and sinew

 To serve your turn long after they are gone,

And so hold on when there is nothing in you

  Except the Will which says to them: “Hold on!”

        If you can talk with crowds and keep your virtue,

 Or walk with Kings–nor lose the common touch,

If neither foes nor loving friends can hurt you,

  If all men count with you, but none too much;

If you can fill the unforgiving minute

  With sixty seconds’ worth of distance run,

Yours is the Earth and everything that’s in it,

  And–which is more–you’ll be a Man, my son.

 

9 maja 2016 r.

 

Ps.

Zaczął się festiwal Eurowizji na piosenkę. Niemal każda „piosenka” zaczyna się „ślicznie i liryczne”, a zaraz potem jest… „rympa-pympa”. Albo od razu jest łomot. Czy śpiewanie polega na wrzasku i krzyku, i w ogóle na tym kto głośniej potrafi wydobyć z siebie głos? „Oprawa” za to – te wszystkie rozmigotane i oślepiające światła – jest już chyba na najwyższym możliwym poziomie absurdu.