“HAVE YOU NEWS OF MY BOY JACK?”

14 kwietnia 2012 r., czyli w dniu kiedy piszę te słowa mogę stwierdzić, że… „nareszcie trochę odpuściło”, czyli, że „chyba” jest już wiosna. („Odpuściło” to znaczy, że wiatr nieco się uspokoił, wieje z jednego kierunku tzn. z zachodu, no i temperatura jest „dwucyfrowa”, czyli ponad dziesięć stopni Celsjusza. Ciekawym jednak na jak długo… „odpuściło”?).

Od połowy zatem kwietnia można próbować wyjeżdżać w plener. (Szczupaczki także mają spokój jeszcze tylko dwa tygodnie i dwa dni).

„Odpuściły” chłody i wiatry a grypa tylko na to czekała. Ledwo ja „wywinąłem się” z jakiegoś „ni to przeziębienia, ni to grypy”, a już co i raz słyszę jak tego i owego grypa kładzie do łóżka. Słowem: nareszcie wiosna.

Trochę poświątecznie wyposzczony repertuarem filmowym w telewizji, która ma do zaoferowania kilkaset programów i przeważnie nic do oglądania oprócz „hitów”, „nawalanek z mordobiciem”, seriali oraz „kabaretów” wybrałem się na pierwszy seans niesłychanie rozreklamowanej… komedii, czyli Nietykalnych (Intouchables, 2011) Francja, 112 min., reż. Olivier Nakache, Eric Toledano z: Omar’em Sy jako Driss’em, François’em Cluzet’em jako Philippe oraz Audrey Fleurot jako Magalie.

Film jest reklamowany jako: „Komedia, która zachwyciła”, „25 milionów widzów”, „Prawdziwa historia”, „Totalna radość” oraz „Nietykalni razem mogą wszystko”. Na sali, podczas pierwszego seansu siedziało, w sumie, kilkanaście osób. Nikt na tej „komedii” się nie śmiał.

Po skończonym seansie widziałem na twarzach widzów raczej smutek i zastanowienie. Żadnego, natomiast, uśmiechu. No bo z czego tu się śmiać: całkowicie sparaliżowanym milionerem opiekuje się „gruboskórny” Murzyn. Już pierwsza scena w tym filmie jest obrzydliwa… A potem można się od czasu do czasu tylko uśmiechnąć, ale to ma być od razu… „komedia”? Raczej zatytułowałbym ten film: Masz kasę, to masz wszystko. Jestem ciekaw, czy można by zrobić podobną „komedię” o kimś całkowicie sparaliżowanym, który „nie ma kasy”?

Jeśli chodzi o komedie, to mnie niedawno autentycznie rozbawił skromny, lecz świetny film pt. Butelki zwrotne (Vratné lahve, 2007) Czechy, Dania, Wielka Brytania, 100 min., reż. Jan Svĕrak. (Bo 100% komedie to, moim zdaniem, m.in. Pół żartem, pół serio Wildera, Avanti także Widera, czy też Szalony, szalony, szalony ten świat Kramera. Kto jednak potrafi kręcić teraz takie komedie?).

Wracając jednak do Nietykalnych to dobry film, chociaż nie zachwyca.

Niezłym filmem był także wyświetlany bez rozgłosu, bez reklam obraz pt. Mój syn Jack (My Boy Jack, 2007) Wielka Brytania, 120 min., reż. Brian Kirk. Film ten udało mi się wyłuskać z programowej, telewizyjnej sieczki. Bardziej do tego filmu pasowałby tytuł… Bezmyślność. Oto bowiem pisarz Rudyard Kipling (w tej roli David Haig) usiłuje zrobić oficera ze swego krótkowzrocznego syna (w roli tytułowego Jacka Kiplinga – Daniel Radcliffe). Jack odpada na kolejnych, poborowych komisjach. W końcu ustosunkowany ojciec interweniuje u samego marszałka polnego i syn dostaje się do szkoły oficerskiej. Zostaje zaledwie siedemnastoletnim podporucznikiem. Wybucha wojna i oto młodziutki oficer jedzie na front. Bezsensownie ginie w dniu swoich osiemnastoletnich urodzin. W domu, oczywiście, rozpacz. Film kończy się pięknym wierszem, który Kipling napisał po śmierci syna, a David Haig przejmująco recytuje na końcu filmu. Właściwie cały film warto zobaczyć tylko dla tej sceny, dla tego wiersza:

 

“Have you news of my boy Jack?”

Not this tide.

“When d’you think that he’ll come back?”

Not with this wind blowing, and this tide.

 

“Has any one else had word of him?”

Not this tide.

For what is sunk will hardly swim,

Not with this wind blowing, and this tide.

 

“Oh, dear, what comfort can I find?”

None this tide,

Nor any tide,

Except he did not shame his kind —

Not even with that wind blowing, and that tide.

 

Then hold your head up all the more,

This tide,

And every tide;

Because he was the son you bore,

And gave to that wind blowing and that tide!

 

Chociaż Rudyard Kipling jest noblistą bardzo niewiele jest przetłumaczonych jego książek, a poezje są tylko w oryginale.

Ja sam zaczytywałem się Kiplingiem jako kilkulatek. Nigdy nie zapomnę takiej sceny: oto leżę po operacji okulistycznej w szpitalu w Elblągu. Wszystko widzę niewyraźnie, ale mam powiększające szkło i powoli, zdanie po zdaniu, czytam… Takie sobie bajeczki.

Zapisane 14–15 kwietnia 2012 r.