FROM THE NOVEL BY PATRICIA HIGHSMITH

W czołówce filmu Alfreda Hitchcocka (1899-1980) z 1951 r. pt. Nieznajomi z pociągu (Strangers on a Train), 103 min., Patricia Highsmith wymieniona jest jako… „From the novel by”.

Chodzi oczywiście o to, że zrealizowano go według wątków jej powieści z 1950 r.… Znajomi z pociągu. Scenariusz do filmu Hitchcocka napisali Raymond Chandler i Czenzi Ormonde. Natomiast zaadoptował ją Whitfield Cook.

Film Nieznajomi z pociągu, który teraz można oglądać na DVD w serii „Alfred Hitchocock, kolekcja” jest reklamowany jako „Ponadczasowe arcydzieło. Pod wieloma względami najlepszy, amerykański film Hitchcocka”.

Jak zwykle w reklamach także i w tej jest bardzo dużo przesady i nieprawdy. Z pewnością film Hitchcocka jest bardzo sprawnie zrealizowanym kryminałem, który niewiele się zestarzał. Urzekają w tym filmie zdjęcia Roberta Burksa, są znakomici aktorzy tj. Farley Granger jako Guy Haines, Robert Walker jako Bruno Antony oraz piękna Ruth Roman jako Anne Morton. Nade wszystko film zachwyca werwą, energią, w ogóle bardzo sprawną i pomysłową realizacją, chociaż projekcje tylne mogą co bardziej uważnego odbiorcę trochę irytować. Nie zapominajmy, że był to rok 1951.

(Śmieszą natomiast wielkie, obszerne portki garniturów, gdy aktualnie przecież obowiązuje moda „przy sobie” i wąskie, krótkie spodnie z kolorową skarpetką).

Oglądałem ten film kiedyś chyba ze dwadzieścia razy, ale i teraz, kończąc lekturę książki, według której został zrealizowany, postanowiłem obejrzeć go jeszcze raz.

Od razu mogę powiedzieć, że film oprócz nazwisk głównych bohaterów i zawiązania akcji nie ma nic wspólnego z książką Patricii Highsmith. W filmie Hitchcocka wszystko dzieje się bardzo szybko i „kręci” wokół… zapalniczki, która jest głównym i jedynym dowodem popełnionego morderstwa na Miriam. Straszliwie – nie waham się użyć tego określenia – panowie adaptatorzy i scenarzyści spłycili fabułę książki oraz potraktowali ją „po łebkach”.

Guy i Charles

Od lewej: Farley Granger jako Guy Haines i Robert Walker jako Bruno Antony.

Zazwyczaj jest tak, że z bardzo dobrych książek powstają kiepskie filmy. W tym przypadku jest jednak inaczej: z bardzo dobrej książki powstał bardzo dobry film, który jednak oprócz pomysłu nie ma nic wspólnego z książkowym pierwowzorem.

Przykładowo w książce Higsmith Charles Anthony Bruno jest alkoholikiem. Natomiast w filmie tego w ogóle nie widać. W książce Guy Daniel Haines jest wziętym architektem, a w filmie zrobiono z niego… tenisistę. W filmie jest tylko jedno morderstwo, natomiast w książce są dwa: Charles zabija Miriam, żonę Guya. Natomiast Guy ojca Charlesa Samuela. W książce najważniejsza jest psychologia, natomiast w kinie chyba jednak sprawność reżyserska Hitchcocka. Itd.

Caharles, Anna i Guy

Bruno, Anne (Ruth Roman) i Guy.

Czy Nieznajomi z pociągu są najlepszym filmem Hitchcocka? Uważam, że Hitchocock zrealizował znacznie lepsze filmy. Ot, chociażby Okno na podwórze (Rear Window – 1954), Złodziej w hotelu (To Catch a Thief – 1955), Zawrót glowy (Vertigo – 1958,  czy też szczególnie ulubione przez mnie filmy tj. Ptaki (The Birds – 1963) oraz Marnie (1964).

Znajomych z pociągu Patricii Highsmith wydanych w 1978 przez wydawnictwo Iskry w serii Klubu Srebrnego Kluczyka czytałem z dużym zainteresowaniem. Świetna książka. Miałbym jednak sporo znowu, niestety, „pretensji” chyba do tłumaczki.

Treść książki jest na tyle interesująca, że starałem się nie zwracać uwagi, na zdarzające się błędy i… „Ale…” na początku zdań. No bo ileż można zaczynać zdań od „Ale…” np.

„Rozdział XXXI

Ale za wiele było szczelin, przez które ta druga jaźń mogła się wedrzeć w tę którą pragnął uchronić, za wiele form mogła przybierać inwazja: wystarczyły pewne słowa, dźwięki, światła, ruchy, a czasem nawet w chwilach bezczynności i oderwania od innych wrażeń słyszał nagle wewnętrzny okrzyk tryumfu który nim wstrząsał i który go przerażał”. (s. 223-224).

Albo:

„Czasem miał wrażenie, że Gerard chciał zgromadzić wszystkie najdrobniejsze nawet fakty, każdy cień, dowodu, żeby potem nagle rzucić im to w twarz i zniszczyć ich. Ale – myślał Guy – choćby zmiażdżyli mnie, moje dzieła pozostaną. I znowu bardzo jasno uświadamiał sobie odrębność i niezależność wlasnego ducha od ciała czy nawet od umysłu.

Ale przypuśćmy, że sekret jego i Bruna nigdy nie wyjdzie na jaw. (s. 286-287). 

I jeszcze jedno: okładka książki Znajomych z pociągu to jakaś rozdziawiona damska gęba. Co innego okładka DVD „Alfred Hitchcock, kolekcja”. Widać na niej wspaniały, buchający parą i węglowym dymem parowóz i pociąg, a nad nim odrealniony kadr z filmu, gdzie Charles dusi Miriam.

Słowem w nawale nudnych, „wypasionych” ponad miarę współczesnych powieści warto sięgnąć po… „kryminały” Patricii Higsmith. A także przypomnieć sobie, podziwiając maestrię reżyserską Hitchcocka, Nieznajomych z pociągu.

4 kwietnia 2016 r.

Ps. Definitywnie rozstalem się z serialem „Bodo”. Nie mogę bowiem zdierżyć: drętwego aktorstwa, marnej inscenizacji, rozchwianych, kręconych „z ręki” zdjęć, beznadziejnej fabuły itd.