DOSMUCACZE I PLWACZE

„Historia prawdziwa, a przez to smutna” –  kołaczą mi w pamięci te słowa gdzieś zasłyszane. Nie wiem w jakich okolicznościach je usłyszałem, ale ciągłe miałem je w pamięci podczas projekcji filmu pt. Światło między oceanami (The Light Between Oceans – 2016), 130 min., wyreżyserowanym przez Dereka Cianfrance, z Michaelem Fassbenderem w roli Toma Sherboure i Alicii Vikander w roli Isabel Graysmark. Film ten został zrealizowany według powieści pod tym samym tytułem australijskiej pisarki M.L.Stedman.

Prawdę mówiąc nic nie słyszałem o bestsellerze Światło między oceanami. Zresztą teraz co powieść, to od razu „bestseller”. Zajdziesz do jakiejś księgarni i „bestsellerów” teraz masz na tony, ale nic przyzwoitego do czytania. Realizatorzy jednak bardzo pośpieszyli się z nakręceniem filmu, bo książka została wydana w 2012 r., a już jest według niej film.

Oprócz pewnych względów tzw. komercyjnych, czy też raczej życiowych (o których wolałbym tu nie pisać) zwabił mnie również na ten film wspaniały zwiastun. (Zapewne wielu widzów da się także na ten zwiastun nabrać.). No bo któż w mroczny, zimny, wilgotny listopad nie chciałby pójść na film, który dzieje się na drugim końcu świata i w dodatku w świetle (którego tak bardzo przecież w listopadzie brak) między oceanami.

2

Srodze się jednak zawiedzie ten, kto będzie liczył na ciekawą historię, na pięknie fotografowane australijskie, czy też nowozelandzkie krajobrazy, wreszcie na owo tytułowe światło. Nade wszystko jest to kolejny film utrzymany w sino-skisłej tonacji.

Od czasu do czasu realizatorzy jakby nie mogli się zdecydować: czy sino-skisła tonacja czy też jednak nastrojowe zdjęcia kręcone o „złotej godzinie”. Przeważa jednak przeraźliwy smutek kadrów.

Jest to w ogóle chyba najsmutniejszy film, jaki dotąd widziałem. Nagromadzenie bowiem jakichś dziwnych zbiegów okoliczności i towarzyszących im przeraźliwych smutków jest tak ogromne, że aż nudne. Ziewałem zatem i na tym filmie nie mogąc się doczekać końca, którego byłem jednak ciekaw.

Nie będę tu, mimo to, opisywał całego filmu. O tym można sobie poczytać w omówieniach i recenzjach. Sądzę, że pani pisarka Stedman usiadła sobie któregoś dnia i tę przesmutną historię wymyśliła, a Cianfrance szybciutko ją realizował.

1

Bo czyż nie dziwne jest, że gdy Tom Sherboure doświadczony przeżyciami I wojny światowej przyjeżdża objąć posadę latarnika, to od razu natrafia na Isabel Graysmark? Czyżby w tej miejscowości nie było innych dziewcząt? Dlaczego Isabel aż dwukrotnie musiała poronić? Dlaczego to nieszczęśliwe małżeństwo znalazło w łódce niemowlę, którego ojciec był… Niemcem? (Niemiec, w dodatku w takim zakątku Australii?). Dlaczego Tom, który na wojnie pewnie zabił jakichś Niemców został oskarżony o zabicie i ojca owego niemowlęcia?

Nie, nie będę dalej ciągnął tych pytań, ponieważ w miarę oglądania filmu nasuwało mi się ich coraz więcej. Powtarzam: nieprawdopodobieństw w tym filmie jest tak dużo, że zniechęcają do jego oglądania. W dodatku wszyscy są nieszczęśliwi i płaczą. Cóż z tego, że aktorzy płaczą. Chodzi bowiem o to by to widz zapłakał. A widz – w osobie piszącego te słowa – siedzi znudzony coraz bardziej i nie wierzy w ten nieprawdopodobny zbiór nieszczęść, które spadają na dwoje kochających się ludzi.

W dodatku jeszcze to ogromnie smutne zakończenie. Doprawdy, aż chce się zapłakać nad autorką powieści i reżyserem filmu.

6

Maksymalnie dosmucony przypomniałem sobie podobny film sprzed lat. Czy ktoś pamięta jeszcze arcydzieło Davida Leana Córka Ryana (Ryan’s Daughter – 1970), 195 min. z m.in. Robertem Mitchumem jako Charles Shaughnessy i Sarah Miles jako Rosy Ryan? Wspaniały film z cudownymi (Oscar) zdjęciami Freddiego Younga (tego, który otrzymał Oscara również za arcydzieło Leana tj. Lawrence z Arabii – 1962).  

Córka Ryana rozgrywa się także w podobnych czasie co Światło między oceanami i również traktuje o nieszczęśliwych ludziach. Lean to jednak Mistrz i potrafi opowiadać o uczuciach (a Young wspaniale to fotografuje). Dosyć tego, że Córkę Ryana często sobie przypominam (zresztą jak i wszystkie inne filmy Leana na czele z Lawrencem z Arabii), a o Świetle między oceanami wypada kinofilowi jak najszybciej zapomnieć.

(Zapisek ten zatem ilustruję kadrami z Córki Ryana).

I na koniec jeszcze jedno: szkoda Michaela Fassbendera dla takich filmów jak m.in. Wstyd czy też maksymalny dosmucacz tj. Światło między oceanami.

19 listopada 2016 r.

Ps.

Nie jestem jakimś zagorzałym kibicem piłki nożnej, ale orientuję się w rozgrywkach ekstraklasy, pierwszej ligi itd. Cieszą mnie wygrane Lechii, Arki i drużyny z Bytowa.

Dlatego mile byłem zaskoczony postawą polskiej reprezentacji w meczu z Rumunią. Nareszcie grali tak, że aż chciało się kibicować. A w poniedziałek był mecz ze Słowenią i znów było to samo, co zawsze: bezładna kopanina, wymęczony, „szczęśliwy” ponoć remis i… plucie. Piszę ponoć, bo w pewnym momencie miałem dość tego bezustannego plucia. Plwacze powinni otrzymywać żółte i czerwone kartki. Plujesz – won z boiska! Czy ktoś widział aby siatkarze pluli na parkiet? A czy plują maratończycy? Nie widziałem także aby pluli triathloniści!