BURNS, LERMONTOW ITD., CZYLI ZAWÓD PISARZ

Okazuje się, że pisarstwo, to jest zawód. Żadne tam hobby, zajęcie itp. To jest zawód jak inne. Albowiem „Do zadań zawodowych pisarza należy m.in. oddziaływanie estetyczne i artystyczne na czytelników poprzez opisywanie przeżyć wewnętrznych, stanów psychicznych, doznań, refleksji, poglądów za pomocą formy fabularnej, pamiętnika, autobiografii, wiersza, dramatu etc.”. Tak można dowiedzieć się w spisie zawodów o zawodzie „pisarz”.

Miałem znajomego, który przez całe swoje życie chciał zostać pisarzem. To znamienne, że bardzo często osoby, które przechodzą na emeryturę lub zbliżają się do wieku emerytalnego postanawiają zostać… zawodowymi(!) pisarzami.

Żeby wykonywać jakiś zawód trzeba mieć stosowne wykształcenie, a potem przechodzi się kolejne szczeble, czy – jak ktoś chce albo woli – stopni, wtajemniczeń, specjalizacji itd. Tak jest w zawodzie lekarza, muzyka, krawca itd. A tu proszę: w zawodzie pisarskim nie trzeba mieć wykształcenia, nie trzeba przechodzić kolejnych stopni specjalizacji, nawet nie trzeba poznać warsztatu pisarskiego itd. Wystarczy tylko siąść do laptopa i pisać, i pisać, i pisać. I czekać na… słaaawę.

Wyobrażacie sobie spokojnego nauczyciela, który nagle po przejściu na emeryturę postanawia prowadzić rejsowe samoloty pasażerskie. Albo ślusarz złota rączka postawia zostać chirurgiem naczyniowym. Lub poeta – miarowym krawcem. Chciałbyś – czytelniku tego zapisku – chodzić w takim uszytym przez poetę garniturze?

A zawodowymi pisarzami mogą zostać wszyscy. Jaki jest tego rezultat? Widać to w księgarniach zawalonych (dosłownie: zawalonych) książkami, w których na próżno szukać owego, tak koniecznego – i podstawowego – w zawodzie pisarskim, „oddziaływania estetycznego i artystycznego”.

Jednego z moich byłych znajomych fascynowała od zawsze książka Buszujący w zbożu. Nigdy jednak nawet nie potrafił wyjaśnić skąd taki tytuł. A może by tak poczytał… Roberta Burnsa[1]?

Inny znajomy nie mógł pojąć jak można czytać Michaiła Lermontowa (Михаи́л Ю́рьевич Ле́рмонтов)[2]. Nie dosyć, że – jak się wyrażał – „rusek”, to w dodatku te jego wiersze to „jakaś staroć”.

A ja niesłusznie zapomnianego Lermontowa nie mogę się ostatnio naczytać. Oto jeden z wierszy, który ostatnio mnie zachwycił pt. Mój dom (datowany na 1832 r.):

 

МOЙ ДOМ

 

Мой дом везде, где есть небесный свод,

Где только слышны звуки песен,

Всё, в чем есть искра жизни, в нем живёт,

Но для поэта он не тесен.

 

До самых звёзд он кровлей досягает

И от одной стены к другой

Далёкий путь, который измеряет

Жилец не взором, но душой,

 

Есть чувство правды в сердце человека,

Святое вечности зерно:

Пространство без границ, теченье века

Объемлет в краткий миг оно.

 

И всемогущим мой прекрасный дом

Для чувства этого построен,

И осужден страдать я долго в нём

И в нём лишь буду я спокоен.

 

            A oto tłumaczenie Mieczysława Jastruna[3]:

 

MÓJ DOM

 

Mój dom jest wszędzie, gdzie przestrzeń niebieska,

Gdzie słychać dźwięki pieśni jasnej,

Wszystko, w czym iskra życia tli, w nim mieszka,

Lecz dla poety on nie ciasny.

 

Dachem swym sięga aż do gwiazd bezbrzeża

I pośród jego ścian prowadzą

Gościńce, które mieszkaniec przemierza

Nie wzrokiem, ale duszy władzą.

 

Uczucie prawdy jest w sercu człowieka,

Nieśmiertelności święte ziarno;

Przestwór bez granic i czas, co ucieka,

Obejmie ono chwilą marną.

 

I dla uczucia tego wzniósł Pan świata

Mój piękny dom; z jego wyroków

Będę w tym domu cierpiał długie lata,

I tylko w nim odnajdę spokój.

 

A może tak, dla równowagi, jakiś utwór „jednego z najlepszych współczesnych poetów polskich”, obsypywanego wszelkimi możliwymi nagrodami, o tajemniczym, i poetyckim tytule, ***

 

***

 

Kraków gawrony z wrzaskiem lecą na żer

w smrodzie spalin i ptasiego gówna

żarzy się wielojęzyczny gwar

drży dym hymnu Haec Est Regina virginum

Trwa stara wojna

Nowa może wybuchnąć w sobotę

lub za chwilę

W gotyckiej mgle kwili katedra

Zygmunt milczy owinięty w poczerniałe bandaże

Jadwiga krząta się kroi cebulę i chleb

Odmawia wieczne odpoczywanie

do grobowców pakuje ciepłe buty

królewskie swetry

leśne kryjówki i pamięć

ciemny rytm wiślanych słów

 

Doprawdy, przeczytałem – męcząc się bardzo – kilkadziesiąt podobnych utworów z  bardzo obszernego, czterdziestoletniego, wyboru owego poety i podobne bezsensy, w których, oczywiście, nie ma nawet cienia poezji. No, ale cóż: „jeden z najlepszych współczesnych poetów polskich”.

W którymś momencie, coś pisząc, szukałem przykładu na „popod”. I oto ukazał mi się następujący utwór, bez zadęć na poezję, za to z jakimż humorem:

 

Siedziały raz dwie myszy popod polną miedzą.

Siedzą tak sobie, siedzą, siedzą, siedzą, siedzą,

Siedzą, siedzą, wtem nagle w srogi wigor wpadły!

Jak nie hycną do góry… i z powrotem siadły.

 

Okazuje się, że jest to jedna z Bajeczek babci Pimpusiowej Andrzeja Waligórskiego (1926-1992).

W utworze Waligórskiego jest wspaniała anegdota. Anegdoty natomiast nie mogłem odnaleźć w najnowszej książce Antoniego Pawlaka Zapiski na paczce papierosów. A przecież książka ta miała być zbiorem anegdot.

Nabyłem ją (jakże nie być na bieżąco z dokonaniami gdańskich pisarzy), przeczytałem w kilka godzin i nie znalazłem w niej nic ani anegdotycznego, ani wartego zapamiętania. Nie czułem także – coraz bardziej się nudząc podczas lektury – owego tak niezbędnego w pisarstwie „oddziaływania estetycznego i artystycznego” na czytelnika. Słowem książka ta z miejsca warta jest… „Nike”. Po co urządzać jakieś przedbiegi, mącić w głowach czytelników jakimiś nominacjami. Od razu dać „Nike” Pawlakowi. Ot, chociażby i za taki tekst:

„Podchodzi do mnie kolega serdeczny. W dodatku ważny dyrektor instytucji publicznej. Już po uśmiechu widać, że nie jest przesadnie trzeźwy.

– Antek, mógłbyś porozmawiać z moją córką? Wiesz, tak do rozumu jej przemówić?

– A co się dziecku stało? – zapytałem. Dziecku, bo coś mi się po głowie pętało, że córka kolegi ma koło siedemnastu, może osiemnastu lat.

– Dziecko oświadczyło, że chce zostać kurwą…

– Jak to? – zbaraniałem lekko.

– Tak to. Wczoraj przy kolacji nam zakomunikowała, że wybiera się na studia dziennikarskie”.

 

Takie śmieszne, że można boki zrywać. Podobnych – w oparach papierosowych i alkoholowych – „anegdot” w tej „książce” jest bez liku.

Oto współczesne pisarstwo.

 

2-3 września 2018 r.

 

[1] Robert Burns 1759-1796.

[2] Michaił Lermontow 1814-1841

[3]  Mieczysław Jastrun (1903-1983), polski poeta, prezentujący lirykę refleksyjno-filozoficzną i moralistyczną, tłumacz poezji francuskiej, rosyjskiej i niemieckiej.