„AGE OF CONSENT”

Ten na pozór zwyczajny, wakacyjny film, trzeba obejrzeć ze dwa, trzy razy, a może i więcej by dostrzec, by docenić, jego… niezwyczajność i maestrię, z jaką został zrealizowany.

Age of Consent występują również postacie drugoplanowe, właściwie drugi plan to postacie komediowe, jest kilka pobocznych wątków, ale wszystko to zostało bardzo dokładnie przemyślane, napisane, zagrane i sfilmowane.

Oglądając ten film drugi, i trzeci, raz patrzyłem jak ustawiano kamerę i światła, a nade wszystko jak grają pierwszoplanowi aktorzy tj. Helen Mirren i partnerujący jej James Mason. 

Cała rzecz rozgrywa się między dwojgiem bohaterów w… spojrzeniach. Najpierw bowiem ledwo siebie dostrzegają, tolerują swoją wzajemną obecność, bo każde z nich ma swój „interes” do zrealizowania. Cora łowiąc ryby, krewetki i małże chciałaby zaoszczędzić 100 dolarów i wyjechać z wyspy do Brisbane by tam zostać fryzjerką. Malarz chciałby odpocząć od ludzi. Nie wziął nawet ze sobą chociażby notesu do szkicowania, więc na pewno nie przyjechał po „wenę”. Porządkując chatkę na brzegu wyspy przypadkowo znajduje w „sławojce” olejne farby służące do malowania ścian. Wykorzystuje je odświeżając całe wnętrze chatki, ale dopiero incydent z ukradzioną sąsiadce przez Corę kurą, doprowadza do pierwszej rozmowy i propozycji pozowania.

Spojrzenie

Słów zatem jest w tym filmie tyle, ile trzeba, by wyjaśnić najważniejsze sprawy. W  Age of Consent gra natura, przyroda, woda i niebo, które są obecne niemal w każdej scenie. Film jest opowiadany tym, co jest esencją prawdziwego Kina tj. obrazami, co i ja sobie najwyżej cenię.  Bohaterowie mówią akurat tyle ile trzeba, a ich emocje, i nade wszystko uczucia, oddają spojrzenia. Przyjrzałem się po wielokroć niektórym scenom. Nie dosyć, że są idealnie zainscenizowane, to nade wszystko widać jak Helen Mirren i James Mason grają spojrzeniami. Świetne, na najwyższym poziomie aktorstwo.

Zresztą film prawie w ogóle nie ma „słabych punktów”. No, może na samym początku, tj. w pierwszych scenach rozgrywających się w mieście. Dopełnia ten film bardzo dyskretna muzyka podkreślająca niepowtarzalny klimat. Jednym z bohaterów tego filmu jest także prześmieszny pies, bez którego film nie miałby tego lekkiego nastroju.

Ktoś mógłby powiedzieć: wyspa, starszy artysta, młoda, wchodząca dopiero w pełnoletność dziewczyna, więc wiadomo jak to wszystko się skończy. (Właśnie chyba bardziej „Pełnoletność” niż „Wena” oddają tematykę filmu). Otóż nie. To bowiem Sztuka, a także delikatność i to co jest niewyrażalne w słowach, lecz właśnie w spojrzeniach zbliża do siebie dwoje głównych bohaterów.

Jest w tym filmie również scena, gdy młody bardzo atrakcyjny przewoźnik gwałtownie i nieudolnie zaleca się do Cory. Ona jednak, jakże sama zmysłowa, daje mu nauczkę. (Ach, jakże w tym filmie wszystko zostało dokładnie wyważone).

2016_24-sierpnia,2-50%

Wreszcie scena chyba najważniejsza, gdy w upalne południe Cora pozuje nago, zanurzona niemal do pasa w wodzie. A także, w jakiś czas potem, spojrzenia nawzajem na siebie tych dwojga. To trzeba koniecznie zobaczyć, gdy tych dwoje jakże odmiennych od siebie osobowości, zbliża Sztuka.

Piękny, nie tylko wizualnie, film.

25 sierpnia 2016 r.