DOTKNIĘCIE MROKU

Arkusz poetycki
Data wydania: 1981

 

„Pobrzmiewa tu co prawda młodopolski ton rozdarcia wewnętrznego poety i jakby romantycznego skłócenia z tym światem, ale dobrze to świadczy o talencie młodego poety, zwłaszcza iż próbuje on znaleźć własny ton, dość już wyraźnie określający ramy jego osobowości, typ bogatej wyobraźni i nieskrywanej uczuciowości lirycznej”.

Fragment recenzji Zenona Łukasiewicza, Zielona Góra, 1981.

DOTKNIĘCIE MROKU,

arkusz poetycki,

Biblioteka Literacka Gorzowskiego Towarzystwa Kultury Gorzów Wielkopolski 1981, ss. 15.

 

Zawartość: Czarne jaśminy; Tamten wczesny krajobraz; Dwa ogrody; Mój sąsiad; Dotyk twej dłoni; Jeszcze wczoraj; Posłuchajmy jeszcze…; Chciałem zatrzymać; Ślad garroty; Będziesz odchodził; Miałeś zobaczyć; Inny wymiar; Najpierw szkic; Dach nieba; Patrzy na mnie mój cień.

DOTYKANIE CZASU

 

Rokrocznie:

o tej samej porze

ziemia nagrzana Słońcem,

ukołysana wiatrem i

nasycona deszczem

rodzi różnokolorowy plon.

 

Ziemi

strzegą kamienie po miedzach.

Niekiedy

– gdy zgubisz się w powtarzalności pór roku –

podejdź, przyłóż ucho i

posłuchaj kamiennych szeptów o

przemijaniu.

 

W takich chwilach kamienieje

też czas. Ciepłem ciała poczujesz

jego szorstki dotyk.

Słońce, deszcze, wiatry…

będą z wolna ścierały

zastygły w kamieniu – czas.

 

Ty – możesz rozbić kamień.

Nie rozbijesz jednak – czasu,

który ciągle pozostajenajtwardszą przeszkodą do…

Wieczności.

 

(1977)

 

 

SPACER PODMIEJSKI

 

Oto znów jestem

w samym środku pól

– pomiędzy –

szarą płachtą nieba unoszoną coraz wyżej

(na pogodę)

przez „dzięcienie” skowronków a

nie odkrytym wnętrzem ziemi,

która – pod skibą – kryje ziarno zboża.

 

Obok –

zielony obszar koniczyny

przytwierdzany do ziemi przez muzykę pszczół.

 

W oddali –

martwy widok miasta.

Oddziela mnie od niego

przestrzeń swobodnego powietrza.

 

Szukam kilkugodzinnej samotności

wyplątany z sieci pozorów.

 

(1977)

 

 

TAMTEN WCZESNY KRAJOBRAZ

 

„Przez dziurawe niebo parku

gorące promienie Słońca

spadają snopami w cień

wzniecając dźwięczący kurz os

i błękitnych motyli.

 

Cień krąży: zielonogęsty,

otacza zakolem drzewa,

faluje miękką wonią,

zmienia się w jasny obłok

trafiony promieniem”.

 

Ten krajobraz przypadkiem zapamiętany

wraca do mnie jakieś sypkie chwile,

które niegdyś przeszedłem

ani zastanawiając się, że zostaną moimi

na zawsze.

 

Poznawałam potem coraz to nowe krajobrazy

zapominając niekiedy o tamtym,

który zapadł we mnie głęboko.

Rozważałem ich barwę i

sposób istnienia. Chciałem nawet zobaczyć

co się jeszcze za nimi kryje.

 

Dzisiaj staram się odszukać

te miejsca krążące we mnie wspomnieniem

Któregoś dnia zrozumiałem,

że Tam-ten krajobraz

dał początek krajobrazom późniejszym.

I że próba wyjścia poza

rzeczywistość musi być zawsze

do niej powrotem.

 

Coraz częściej przebywam

w ciemniejącej przestrzeni,

gdzie odległości: wspomnień i marzeń

zbliżyły się, przeniknęły, zatarły…

 

Zanim jednak zgaśnie niewidzialny horyzont i

– po raz ostatni – spojrzę na

ten wczesny krajobraz… Zobaczę go jeszcze

– przez dziurawe niebo parku –

w kolejnym przypomnieniu-oświetleniu.

 

(1977)

Zenon Łukasiewicz

 

Rozległe krajobrazy liryczne

 

Wiersze Jana P. Grabowskiego zebrane pod wspólnym tytułem Dotknięcie mroku, ukazały się całkiem świeżo w Bibliotece Literackiej Gorzowskiego Towarzystwa Kultury, prezentując nam poetę ciekawie zapowiadającego się, o dość dużej już dozie oryginalności. Utwory jego posiadają głęboki oddech, roztaczają rozległe krajobrazy liryczne zarówno własnego duchowego wnętrza poety, jak i otaczającego go zimnego i surowego świata. Oba komponenty tego krajobrazu tworzą spójny, dynamiczny i refleksyjno-dramatyczny obraz poetycki.

Przypatrzymy się choćby, jak wielka rolę odgrywa w tej poezji dotyk, barwa powonienie – są smutne i nostalgiczne, wywołujące wspomnienia, przywołujące nadzieje, złudzenia i niespełnienia. Pobrzmiewa tu co prawda młodopolski ton rozdarcia wewnętrznego poety i jakby romantycznego skłócenia z tym światem, ale dobrze to świadczy o talencie młodego poety, zwłaszcza iż próbuje on znaleźć własny ton, dość już wyraźnie określający ramy jego osobowości, typ bogatej wyobraźni i nieskrywanej uczuciowości lirycznej.

Już także same tytuły, niektórych wierszy, jak choćby: Tamten wczesny krajobraz; Jeszcze wczoraj; Będziesz odchodził; Miałeś zobaczyć są niezwykle symptomatyczne i symboliczne, mówiące wprost o niespełnionych oczekiwaniach i marzeniach, utraconych nadziejach i złudzeniach, tęsknocie za przeszłością i daremnych próbach jej utrwalenia, zatrzymania.

„Topnieje przestrzeń, a czas / staje się niepochwytny” – pisze poeta w wierszu Dwa ogrody, a w utworze Chciałem zatrzymać powiada: „chciałem zatrzymać jaśniejący koloryt / drzew i ścieżek / zaplątanych w gąszczach ciemnego powietrza”. W utworze pt. Będziesz odchodził kulminację osiąga uczucie osamotnienia: „Na koniec zostaniesz sam / … / zostawiając za sobą / obszar / pomniejszającej się przestrzeni”.

Ciekawą i niebanalną konstrukcję mają te wiersze, w których tak istotną rolę spełnia gra barw, tworzących nowe znaczenia bądź wyrażających symbolicznie powszechnie przyjęte. Oto np. w otwierającym tomik utworze Czarne jaśminy – a wiadomo, że istnieją tylko barwy tych kwiatów białe, żółte lub różowe – poeta celowo dobiera ten czarny kolor, aby następnie skontrastować go umiejętnie z „kłębem białej woni”. I w tym wierszu są też takie strofy: „Szukam miejsc po dniu / który odszedł / zostawiając pustkę / wyścieloną czarnymi sensami”. Jak więc widać „czarne jaśminy” konsekwentnie łącząc się tu z „czarnymi sensami”, nabierają innego znaczenia.

Jeszcze inny interesujący utwór pt. Ślad garroty jest zmetaforyzowanym, piętrowym obrazem okrucieństwa i dramatyzmu świata, bowiem przecież „garrote” z hiszpańskiego oznacza narzędzie barbarzyńskich tortur i kary śmierci przez uduszenie. I tutaj także barwy odgrywają znaczącą rolę: „Horyzont / podnosił się coraz wyżej – / pod białym okiem / nie rozumiejącego nieba”. A więc „zadławianej obecności” – w sensie symbolicznym i ponadczasowym – człowieka towarzyszył horyzont, który zaciskał pętlę wokół białego nieba. Piękne, przejrzyste obrazowanie! Podobnie zresztą jak i w innym utworze poety, w Posłuchajmy jeszcze, gdzie motywy: muzyczny i wspomnieniowy współgrają ze sobą i zostały ubrane w zgrabną melodyczną szatę.

 

Zenon Łukasiewicz, Rozległe krajobrazy liryczne [rec. Jan P. Grabowski, Dotknięcie mroku, Gorzów Wielkopolski 1982], „Gazeta Lubuska”, 15–17 stycznia 1982.

 

Czesław Sobkowiak

 

W okolicy mroku

 

 Dotknięcie mroku stanowi kolejną pozycję wydawniczą w dorobku twórczym Jana P. Grabowskiego.

Jest to tym razem debiut poetycki. Do tej pory bowiem autor zajmował się głównie prozatorskim opisem świata. O dorobku twórczym Grabowskiego świadczą więc takie pozycje jak: Zabójstwo Ahuramazdy (tom opowiadań)  i Ukryte spojrzenie (powieść).

Grabowski należy, bo jest to pisarz ciągle jeszcze młody, do tego rodzaju twórców, którzy poszukują swej zasadniczej drogi artystycznej. I mimo, że nie zawsze potrafi zachwycić czytelnika, to jednak żarliwość, z jaką traktuje własne rzemiosło, pozwala nam sądzić, że jest to autentyczny pisarz, po którym można spodziewać się utworów coraz to dojrzalszych.

Jest to twórca ukierunkowany na dogłębny, bardzo wielostronny zapis człowieczego uwikłania w świat. Niekiedy dzieje się nawet tak, że próba przekazania skomplikowanej rzeczywistości oddala autora od jakiejś zasadniczej myśli, którą zamierza wyrazić.

Dotknięcie mroku pokazuje nam zatem, że Grabowski jest również poetą. Pisze wiersze zdradzające, potwierdzające dużą wrażliwość osobową autora. Zasadniczym tematem, jeśli tak można powiedzieć, tych wierszy, jest przemijanie; przemijanie uczucia, przemijanie młodości, piękna, krajobrazu, dzieciństwa. Najogólniej – życia, którego chwile pragnie się zatrzymać na jak najdłużej, pragnie się to uczynić przy pomocy medytacji, przy pomocy rozmów z drugą, ukochaną osobą, ale świadomości, że ucieka nam to życie gdzieś obok, że ucieka nam ono w nas samych, że zmieniają się nawet te najprawdziwsze, najpiękniejsze chwile, ułamki czasu, nie można zagłuszyć niczym. Można stworzyć piękny świat poezji, arkadię wzruszeń, ale i poezja nie jest realnie w stanie niczego więcej, poza głębszym poznaniem istoty egzystencji zapewnić.

 

Czesław Sobkowiak, W okolicy mroku [rec.: Jan P. Grabowski, Dotknięcie mroku, Gorzów Wielkopolski 1981], ,,Nadodrze”, 9 maja–22 maja 1982, nr 4, s. 10.