„– ZOSTAJE KILKA POKRACZNIE SPIĘTYCH SŁÓW.”

Co to jest Poezja? Czym jest Poezja? Dla kogo jest Poezja? Bezustannie zadaję sobie te pytania czytając współczesne tomiki wierszy, antologie poezji oraz tzw. pokłosia konkursów poetyckich.

Otóż swoim zwyczajem zacznę od przydługiego nieco wstępu oraz dziedziny z poezją na pozór niemającej nic wspólnego, czyli od… sportu, chociaż analogie między poezją a sportem wykazywałem już nie raz. Otóż oglądam 16 Mistrzostwa Świata w Lekkoatletyce. Powiem więcej: w czasie tych mistrzostw nie ma dla mnie nic ważniejszego, bo: mogą poczekać i m.in. Wojciecha Orlińskiego Lem. Życie nie z tej ziemi i Luka Bessona Valerian.   (Zresztą zaraz po kupieniu przeczytałem ¼  książki Orlińskiego. Sto stron nudnego dociekania: czy Lem był Żydem i dlaczego to ukrywał. No i co z tego, że był Żydem. Ważne, ze pisał arcydzieła).

A zatem lekkoatletyka. Sposób, w jaki Emma Coburn wygrała 3000 m z przeszkodami, to według mnie Poezja. Natomiast histeryczne zachowanie biegaczki, która zajęła drugie miejsce zupełnie mnie zaskoczyło. Z czego aż taka wielka radość? Z przegranej? Ach, z medalu. Można się było cieszyć z pokonania Kenijek. Cieszyć się jednak z drugiego miejsca?

Jeszcze bardziej histerycznie zachowała się nasza skoczkini wzwyż. „Mam brąz, mam upragniony medal, nad którym harowałam wiele lat” – piała do mikrofonu powtarzając słowa o harowaniu. A kogóż to obchodzi ile, kto harował nad zdobyciem medalu, czy też napisaniem książki albo tomika wierszy. Ważne są efekty: złoty medal w sporcie i arcydzieło w poezji.

Dlatego też zapamiętam piękny bieg Emmy Coburn, a w poezji co i rusz sięgam do  arcydzielnych wierszy Thomasa Hardy (1840-1928).

Oto trzyosobowe jury pewnego regionalnego konkursu poetyckiego wybiera, według własnego, oczywiście, widzimisię utwory poetyckie i rozdaje: I nagrodę, II nagrodę, III nagrodę, ileś tam wyróżnień, ba! rekomenduje do pokonkursowej antologii „wiersze dostrzeżone”, a nawet wiersze „do poczytania”. Czytam zatem, że: „woda / zlewa się z dźwiękiem drogi zza okna, którego przestrzeń / otwiera się przede mną swą nazbyt znajomą pustką”.; „daleko poza kadrem śpi pewnie ktoś, / kogo nie kocham w tych miejscach, których nie dotyka / odległość”.; stara szkoła oślepła / w pustych oczodołach / pod powiekami paździerzowe płyty / odarta z tynku dzieciarni / i zgrzytu żółtej karuzeli / garbi się milczy / nie widzi niczego”; „Popłynęlibyśmy gdzieś latem, na czyste akweny, / kiedy małe drewniane łodzie popłyną do Europy, / tymczasem budzi się dzień, a my z nim, ma kacu”.; „najtrudniej uciec od siebie / od ostrych spojrzeń brzytwy lustra / wgniatających w przeciwległą ścianę”; „poukładał trzewia robaka zająca i dostojnego nosorożca. / nie poplątają się trzewia i nie rozsypią się w biegu. / nie rozsypią się trzewia z rozpaczy choć ktoś / kaleczy plecy rózgą i ugniata czaszkę stalową obręczą”.; „Powietrze tutaj nie pachnie miastem a dzieciństwem. Głębokim”., „W południe. Wszystko się zmienia. Chmury / wysychają”.; „kruk wydziobuje chmury aby nie zarosło niebo / pod nim miasto o krzywym zgryzie”; „na księżycu mnisi w togach rozpościerają ręce i tańczą / pod kwitnącymi wiśniami / za pniami przycupnięte kamienie zachowują swą / zastygłą twarz”; „jeśli zapragnę Boga / sam go sobie wymyślę / nie będę palił świec / rzucał płatków róż / ani opłacał się zdrowaśkami / będę rozmawiał / jak równy z równym / jak starzec ze starcem / zmęczenie ze zmęczeniem / poeta z poetą / za wszystkie grzechy chcę płacić sam / i nie będzie to lenno / tylko walka o sen niezwisły /  i o sumienie / wyszorowane przed tym snem / tak jak zęby”.

A zwieńczeniem tych wierszy o „śnie niezwisłym” oraz „o sumieniu wyszorowanym przed tym snem tak jak zęby” może być następujący (nieco przydługi, lecz jakże charakterystyczny dla umiejętności niektórych współczesnych poetów) następujący fragment utworu poświęcony – jak się można domyślać – Bruno Schulzowi: „martwy schulz leży na ulicy wypatroszony jakby / żywcem z traktatu o manekinach. jak śpiący za ladą / kupiec bławatny. nie nasz. nie ich. nie swój. niczyj. / jak obraz nieistniejącego boga w synagodze. z bochenkiem / świeżego chleba pod pachą. z ustami całującymi / podniebienie stopy adeli. z otwartym paszportem / do wolnego świata który właśnie umyka / ukatrupionej wyobraźni – / zostaje kilka pokracznie spiętych słów”.

Tak, autor tego utworu trafił w sedno: współczesna poezja to „ukatrupiona wyobraźnia”, a zostanie po niej „kilka pokracznie spiętych słów”.

Aby nie kończyć jednak tego zapisku minorowo, przytoczę krótki wiersz Thomasa Hardy pt. Burza w miasteczku w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka (tak à propos burz, które dwa dni temu przeszły nad m.in. i Gdańskiem):

 

BURZA W MIASTECZKU

(Wspomnienie: 1893)

 

Miała nowa sukienkę w barwie terakoty,

Gdy więc z nieba zaczęło lać, jakby się wściekło,

Pozostaliśmy w pudle dwukółki; łoskoty

Piorunów nie płoszyły konia – stał, markotny;

Nam, w środku, było zacisznie i ciepło.

 

Burza nagle ucichła, a mnie przeszył dreszcz

Żalu; szklany parawan ulewy znikł w górze;

Otwarła drzwiczki, wyszła, skacząc przez kałużę;

Byłbym ją pocałował w końcu, gdyby deszcz

Potrwał minutę dłużej.

 

13 sierpnia 2017 r.

 

Ps. IAAF World Championships London 2017 należą już do przeszłości. W jednym z ostatnich finałów, czyli sztafecie 400 x 4 kobiet, gdy jedna z Jamajek uległa kontuzji… „przed Polkami otworzyły się drzwi do medalu” – krzyczał jeden z komentatorów.

A i tak „Klasą samą dla siebie były Amerykanki (Quanera Hayes, Kendall Ellis, Shakima Wimbley i Natasha Hastings), które drugie na mecie Brytyjki (Zoey Clark, Laviai Nielsen, Eilidh Doyle, Emily Diamond) wyprzedziły aż o sześć sekund”. Amerykanki miały czas 3:19.02. Polki były wolniejsze prawie aż o… 7 sekund, bo miały czas 3:25.41. No, ale przecież mamy medal. Brązowy.

14 sierpnia 2017 r.