„WIZUALNA POEZJA”

Jest takie powiedzenie, że „kino bywa sztuką”. Dla mnie Kino zawsze (!) było Sztuką i zawsze (!) stanowczo protestowałem przeciwko nazywaniu Kina… rozrywką. Albowiem „rozrywka” kojarzy mi się z czymś pozbawionym Sztuki, czymś bez żadnych wartości artystycznych, poznawczych itd. A poza tym: ileż można „się rozrywać”? Zdaję sobie sprawę z tego, że chyba wiele osób traktuje życie jako „rozrywkę” lub chciałoby przeżyć swoje lata jeśli nie „rozrywkowo” to przynajmniej „na luzie”. Mnie taki punkt widzenia zupełnie nie odpowiada.

   (I dlatego „coś we mnie »się burzy«”, gdy nowa platforma „nc+” jako swoje credo głosi „nowa definicja rozrywki”. Na miły Bóg, telewizja, tak jak i Kino, nie jest tylko „rozrywką”).

Owszem, można „się rozerwać”, ale życie, Sztuka, Kino nie są, według mnie, „rozrywką”. Czy rozrywka może być Sztuką? Oczywiście. Np. film Stanleya Kramera Ten szalony, szalony, szalony, szalony świat (Its Mad Mad Mad Mad World – 1963), 192 min., prod. USA, jest „genialną rozrywką”, a przy tym jednak Sztuką. A filmy z Jackiem Lemmonem (1925–2001) np.: Avanti (1972), Wielki wyścig (1965), Słodka Irma (1963), Pół żartem, pół serio (1959). (Zresztą nawiasem mówiąc chyba Jack Lemmon w grobie się obraca, gdy pisząc te słowa traktuję go jako aktora „rozrywkowego”. Lemmon to był przecież znakomity aktor dramatyczny). No a Charlie Chaplin: najwspanialsza rozrywka na najwyższym poziomie, a jednak Sztuka.

Współczesne Kino poszło w jakimś przedziwnym kierunku. Stało się bowiem już nawet nie tyle „rozrywką” co jakąś koszmarną, cuchnącą kukurydzianym fetorem, nudą z powielanymi tematami, beznadziejnymi bohaterami (nieogolona gęba, łysa pała, narkotyki + alkohol), wulgarnym seksem, coraz szybszym „migotliwym” montażem i „muzyką”, od której „szału można dostać”, a także „efektami specjalnymi”, po których boli głowa.

Z jakąż zatem radością powitałem – jako kinofil – Życie Pi (Life of Pi – 2012 ) 127 min. reż. Ang Lee, prod. USA, Tajwan.

(Wybierałem się na ten film do kina wielokrotnie, ale za każdym razem coś mi przeszkadzało. A to godzina była nie taka, a to dowiedziałem się, że czeka mnie „masakra” z polskim dubbingiem, a to znowu wycofałem się w ostatniej chwili, gdy zobaczyłem stłoczony tłum z górującymi nad nim kubłami cuchnącego popcornu. Jak w ogóle można żreć w kinie? Jesteś głodny? Zjedz przed seansem! Kino to nie bar! Dla mnie kino do świątynia Sztuki. No cóż, jakie teraz filmy (wyłącznie „rozrywkowe”), takaż i świątynia).

Wracając jednak do tematu: zacząłem oglądać Życie Pi z DVD i… zapomniałem oddychać z zachwytu. Tak, to jest Kino!!! Nie, nikt mnie nie przekona, że tygrys bengalski w tym filmie został „wygenerowany cyfrowo”. To nieprawda! Tygrys jest… prawdziwy. W materiałach informacyjnych o tym filmie można przeczytać, że kilkaset osób przez bardzo wiele godzin pracowało nad tym aby Życie Pi stało się wizualnym arcydziełem.

Bez wahania dałem temu filmowi moją najwyższą ocenę tj. 6 (szóstkę) za wszystko: za efekty specjalne, za zdjęcia, za muzykę, za niesamowitą pracę reżyserską, a nade wszystko za Magię, która emanuje z tego filmu tak bardzo, że po obejrzeniu natychmiast zacząłem go oglądać od początku. A dzisiaj obejrzę go sobie jeszcze raz. Dawno, bardzo dawno już mi się nie zdarzyła taka sytuacja. Kiedyś przed laty, kiedy wychodziłem z kina (filmy Kubricka, Felliniego, Kobayashiego itd.) od razu wiedziałem, że muszę na obejrzany przed chwilą film pójść jeszcze nie raz.

Bo Kino jako Sztuka jest i malarstwem, i muzyką, i fotografią, i literaturą, i religią, i filozofią… Bywa także Poezją. Rzecz w tym aby z tych wszystkich sztuk, z religii i filozofii itd. powstała nowa jakość, „nowy, wspaniały świat”. Nie na próżno najwięksi reżyserzy uważani są za magów, czy nawet pół-bogów, którzy potrafią stworzyć nie tylko filmowe światy.

Życie Pi jest Magią. Właśnie takie filmy chciałbym oglądać. Właśnie na takie filmy chciałbym chłodzić do kina.

Życie-Pi,1

Na temat tego filmu napisano już tyle „mądrych” recenzji i omówień, że nie chciałbym dodawać jeszcze swoich „trzech groszy”. Sztuka albo „trafia” albo pozostawia i mnie obojętnym. Mnie  w dalszym ciągu zachwyca min. Barry Lyndon Kubricka, a do innych ten film nie trafia, bo nie ma w nim „akcji”. Odbieram filmy z pozycji widza-kinofila i po kilkudziesięciu latach jako „stary widz” wiem, po prostu wiem, czy film warto oglądać.Barry-Lyndon,2

Barry Lyndon (1975), reż Stanley Kubrick

Z wielką ciekawością chciałbym sięgnąć do książki Yanna Martela. Ciekawym czy mnie tak zachwyci tak, jak film?

25 kwietnia 2013 r.

Ps.

Nie mogłem się doczekać poniedziałkowego (22 kwietnia br.) Teatru Telewizji ze spektaklem pt. Trzy razy Fredro. Na pierwszy ogień poszła jednoaktówka Fredry z 1865 r. (prawdopodobnie jest to ostatnia sztuka tego dramatopisarza) pt. Świeczka zgasła w reżyserii Jerzego Stuhra z Agnieszką Radzikowską i Maciejem Stuhrem. Bardzo dobry w roli Pana był, moim zdaniem, Maciej Stuhr. W ogóle dobre przedstawienie.

Natomiast trema zupełnie „zjadła” aktorów drugiego przedstawienia w reżyserii Mikołaja Grabowskiego, transmitowanego także „na żywo” z krakowskiego ośrodka telewizji. Zrzędność i przekora to komedia w jednym akcie wierszem, „jedna z wczesnych prac literackich Fredry zwiastująca wielki talent, lekkość i finezję wiersza, mistrzostwo w kreowaniu scenicznych charakterów”. Nic z tej ani m.in. lekkości ani finezji wiersza w krakowskim przedstawieniu nie zostało. Aktorzy bowiem grali nerwowo, szesnastolatkę grała chyba czterdziestoletnia aktorka i niech w ogóle spadnie zasłona milczenia nad grą w tym spektaklu ponoć wybitnych aktorów krakowskich.

Natomiast majstersztykiem okazało się warszawskie przedstawienie w reżyserii Jana Englerta. Komedia w 1 akcie wierszem z 1825 r. pt. Nikt mnie zna została zagrana znakomicie przez cały zespół aktorski. Mnie, osobiście, najbardziej podobali się Zbigniew Zamachowski, a zwłaszcza Piotr Adamczyk. Otwierałem oczy i uszy z podziwu, że Piotr Adamczyk, który ostatnio „poszedł” w głupie komedie i nie mniej głupie reklamy tak znakomicie potrafi grać. Oby tylko nie podzielił losu Marka Kondrata, na którego widok w kolejnej kretyńskiej reklamie od razu przełączam kanał albo wyciszam głos.