JĘZYK POLSKAWY

Motto:

Na całej połaci – śnieg

W przeróżnej postaci – śnieg

Na siostry i braci

Zimowy plakacik – śnieg śnieg

 

Na naszą równinę – śnieg

Na każdą mieścinę – śnieg

 

Fragment piosenki

 z Kabaretu Starszych Panow.

Słowa: Jeremi Przybora, muzyka: Jerzy Wasowski.

 

 

Od razu trzeba stwierdzić: nie istnieje już coś takiego jak język polski, lecz ludziska posługują się wyłącznie językiem polskawym, czyli jakąś pokraczną odmianą języka polskiego.

Z miejsca także zdaję sobie sprawę z tego, że po tym zapisku może na mnie runąć fala tzw. hejtu. Od razu jednak chciałbym stwierdzić, że mnie już chyba nic nie zaskoczy. Cóż jednak na to poradzę: jestem filologiem polonistą i chociaż sam robię błędy językowe, to zawsze wszelkie uwagi przyjmuje z pokorą. A mylić się jest rzeczą ludzką. Natomiast ludziska przeważnie… „strasznie się obrażają”. Zapewne będzie tak i tym razem. Ludziska bowiem bardzo lubią aby ich chwalić, aby aprobować, pisać wyłącznie pozytywnie. Nie daj Boże napisać coś „od siebie”, albo wyrazić swoją opinię. A już krytyka – nawet konstruktywna i merytorycznie uzasadniona – jest absolutnie nie do przyjęcia. Wszyscy teraz chcą być chwaleni. I basta!

Piszę ludziska wcale nie dlatego, by kogokolwiek urazić, czy obrazić. Ponieważ napisanie, że „mówimy coraz gorszą polszczyzną, wręcz językiem polskawym” jest jakieś takie zbyt ogólne, bezosobowe. Co innego – ludziska, wtedy jest trochę dystansu, ale i pobłażliwości.

W niektórych sprawach nie można być pobłażliwym. Tak, wiem, zdaję sobie sprawę z tego, że mój głos nic, albo niewiele znaczy. Niemniej jako polonista chciałbym przecież jakoś zareagować.

Zacznę tradycyjnie od pogody. W tym roku zima przyszła znacznie wcześniej niż zazwyczaj. Chociaż, z drugiej strony, chyba niczym nadzwyczajnym jest śnieg i mróz w listopadzie, czy na początku grudnia.

A wszystko zaczęło się od komunikatów i ostrzeżeń, że idzie… „armagedon pogodowy”, że „wiatr będzie przekraczał”, że „wkraczają opady śniegu”, że mróz będzie tylko „siarczysty”, że „wpływa arktyczne powietrze” itd.

Tu, gdzie teraz mieszkam, czyli „Jeszcze dalej niż Północ” nie było ani zapowiadanych wichur, ani pogodowego „wkraczania”, czy też „przekraczania”. Ot, trochę, późnojesiennie powiało, spadało z pięć centymetrów śniegu, mrozek też pojawił się nie większy niż pięciostopniowy. Czyli w sumie byłoby zdrowe powietrze, gdyby cała okolica nie była zasmradzana dymem z palenisk, w których ludziska palą co chcą.

A już zupełnie mnie śmieszy lament, że „wkracza siarczysty mróz”, czyli np. minus szesnaście stopni Celsjusza.

Tu mała dygresja na temat „wkraczania siarczystego mrozu”. Otóż szkoła podstawowa była oddalona od mojego miejsca zamieszkania o dokładnie dwa kilometry. Uczęszczałem do niej codziennie, oczywiście na piechotę przez siedem lat, bez względu na pogodę. Czasami napadało tyle śniegu, że brnęło się po kolana. Nierzadko szło się przez śnieżną zadymkę. No i mróz nawet dwudziestostopniowy nie był żadną przeszkodą – czyli tzw. „powodem” – aby nie chodzić do szkoły. A dzisiaj mróz kilkunastostopniowy jest nazywany „siarczystym” albo nawet „syberyjskim” i jest „powodem” aby do szkoły nie iść (a raczej jechać, bo teraz chyba nikt do szkoły nie chodzi).

Już dawno korciło mnie, aby napisać parę słów na temat języka polskawego. Z ciekawości zajrzałam do Internetu, konkretnie do Facebooka i przekonałem się, że oprócz języka polskawego w Polsce już język polski praktycznie nie istnieje.

Facebook to nade wszystko: pieski, kotki (aktualnie także „święta”, do których za chwilę wrócę) oraz bezustanny lans znanych osób, a nierzadko i włodarzy miast. Słyszałam takie powiedzenie, że jak nie ma cię w Internecie, nie ma cię na Facebooku, to nie ma cię wcale. Tylko niech mi ktoś powie po co bezustanny lans włodarza miasta malującego bombki choinkowe albo gniotącego pierniki? Niechby się ów włodarz pochwalił: co konkretnie zrobił dla miasta albo dla tej czy innej konkretnej osoby. Malowanie bombek choinkowych, czy gniecenie pierników wcale nie „ociepla wizerunku”. A już na pewno nie zachęci do głosowania na powtórną reelekcję.  

Mamy teraz nieprawdopodobny wręcz wysyp pisarek. Jedna z nich jako tzw. pisarka z Żuław upodobała sobie by lansować na Facebooku nie tylko swoją, jakże obfitą twórczość, lecz nade wszystko… siebie. – Ach, jakże jestem śliczna, liryczna… Niemal cmok, cmok robi na swój widok publikując coraz to nowe zdjęcia nie tylko okładek książek, ale także np. „bukietu od mężusia” itd.

Pod jednym z takich zdjęć napisałem parę słów komentarza. Byłem ciekaw co będzie. No i… runęła mnie cała fala hejtu kilkunastu wielbicielek pisarki z Żuław. Tak, najlepiej na Facebooku niczego nie komentować. A jeżeli już, to tylko chwalić. Bo teraz wszyscy oczekują tylko pochwał. Gdybym tę pisarkę z Żuław pochwalił, to byłoby OK. A tak, czegóż to ja się nie naczytałem na swój temat. Niech zatem zachwyca się sama sobą i cmoka, że jest śliczna, liryczna i że pisze „cudowne książki”.

Idą…święta. W Internecie ani słowa o Adwencie, o Roratach, o Bożym Narodzeniu.

Bezustannie mówi się i pisze o jakichś „świętach”. I, oczywiście, o „pysznościach”, jakie przygotowuje się z okazji tych „świąt”. Wszystko, absolutnie wszystko, co jest do jedzenia musi być koniecznie: „pyszne” albo „przepyszne” lub „pychota” albo „przepychota”. Inne niż „pyszne” nie może być.

Nie może być: ani apetyczne, ani delicje, ani niebo w gębie, ani palce lizać, ani smaczne, ani smakowite, ani wyśmienite, ani cudowne, ani dobre, ani najlepsze, ani pierwszorzędne, ani wspaniałe itd. Musi być koniecznie… „pyszne”!!!

Doprawdy, mdło się może zrobić od tych… „pyszności”.

Oprócz „pyszności” ulubionym słowem języka polskawego jest jeszcze m.in. „kultowy”. Wszystko bowiem, co dawne musi być także koniecznie „kultowe”. Począwszy od filmów takich jak np. Rejs (tylko doprawdy, co jest w nim takiego „kultowego”?), poprzez jedzenie i aż do butów, które też, oczywiście, są tylko „kultowe”.

Albo: „kluczowy”. Teraz wszystko musi być także „kluczowe”. Jakiś czas temu można było usłyszeć, że… „pani prezes po kluczowym śniadaniu, udała się na kluczowe spotkanie”. Albo, że „kluczem dobrej sałatki świątecznej jest marchewka”. A dlaczego nie… kłódką? – można by zapytać.

Tak samo wszystko musi być „powodem” albo „z powodu”. Ludziska potrafią wyszukiwać różne „powody”, jak np. ten, że „z powodu nagłej odwilży upadł rząd” lub „z powodu arktycznych mrozów mogą podskoczyć ceny choinek” albo „z powodu chmur nie zobaczymy zorzy polarnej” itd.

A już rozsierdza mnie do żywego „ciężko powiedzieć”. Wszędzie to słyszę. Cholery można dostać z tym „ciężko powiedzieć”. Ludzie!!! Przecież to takie proste: w języku polskim nie ma: „ciężko powiedzieć”. Po polsku jest tylko: „trudno powiedzieć”!!! No cóż, ale ludziska wolą posługiwać się językiem polskawym niż polskim.

10-13 grudnia 2023 r.

PS. Ostatnio coraz częściej jest pokazywane zjawisko tzw. „pełzaków”. Pamiętam jak powiało oburzeniem, gdy po raz pierwszy pojawili się Beatlesi. – No i jeszcze te ich piosenki – sarkano. Beatlesi i im podobni to byli utalentowani młodzi ludzie, którzy coś nowego proponowali. A teraz młodych ludzi stać tylko na wygłupy, w postaci pełzania po chyba nie najczystszej podłodze, w centrach handlowych.