JESIENIN

Gdyby nie przesyłka znajomego, zapewne i do tej książki bym nie dotarł. Z jednej bowiem strony jest tak, że m.in. księgarnie zawalone są książkami literaturopodobnymi, a drugiej strony ukazują się jednak ciekawe pozycje. Tylko jak do nich dotrzeć? Czasami – znając moje nieustanne literackie poszukiwania i literackie gusta – podsyła mi coś któryś ze znajomych.

Tak też i jest z Wierszami lirycznymi Sergiusza Jesienina (Сергей Александрович Есенин, 1895-1925), wydanymi przez Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń 2016, 119 ss. Książka ta ukazała się w serii literackiej Poza, w wyborze i tłumaczeniu Andrzeja Lewandowskiego.

Lekturę tej książki zacząłem niefortunnie, bo od… posłowia tłumacza pt. Szagané, ormiańska Beatrycze Jesienina. Być może kogoś zainteresuje epizod z życia Jesienina poświęcony jednemu z jego romansów. Natomiast opisy marzeń Jesienina o podróży do Persji raczej nie zachęcają do czytania. Persja bowiem może skojarzyć się z… Islamską Republiką Iranu. A islam, to chyba nie za bardzo zachęcający do lektury, przynajmniej piszącego te słowa temat.

Zostawmy zatem marzenia Jesienina o Persji. A swoją drogą ciekawi mnie dlaczego Andrzej Lewandowski zainteresował się akurat tym, tak niemodnym przecież i nie na czasie, epizodem?

Perskie motywy oraz strofy poświęcone samej Szagané jakoś nie za bardzo mnie poruszyły. Natomiast zachwyciły utwory z pierwszej części tomika tj. Co minęło – nie wróci (1911-1912), Po świeżo spadłym śniegu dziś brodzę (1917), Szczęście me: domek bielony (1918), Zawirowało listowie złote (1918), Miła, siądźmy razem zgodnie (1923), List do Matki (1924), Rozgwarzyły się brzozowe gaiki (1924) oraz Klonie mój bezlistny, klonie oszroniony (1925).

Wiersze te pisał człowiek bardzo młody, ba! zaledwie… szesnastolatek! Gdzież dzisiaj szukać takich wierszy, takich poetów? Tomiki, które otrzymuję pakiecikami, niekiedy całymi pakami, do czytania najzwyczajniej się nie nadają. A Jesienina czytasz i czytasz i wciąż masz tej lektury mało.

Chciałbym przytoczyć któryś wiersz Jesienina w oryginale, ale jakoś, mimo usilnych starań, nie mogłem natrafić na interesujący mnie nawet w Internecie. Załączam więc jeden z utworów w tłumaczeniu Andrzeja Lewandowskiego, z w. wym. tomu.

 

            Zawirowało listowie złote

            Wśród różowawych strumienia fal,

            Jako motyli rój, chwiejnym lotem

            Płynący lekko w gwiaździstą dal.

 

            Dziś się zachwycam wieczorną porą,

            Raduje serce żółknący jar.

            Zuchwały wietrzyk, z chłopca przekorą,

            Spódnicę zadarł brzózce na kark.

 

            W duszy i w polu czuć powiew chłodu

            I stadem owiec nadciąga zmierzch.

            Dźwięk dzwonka dobiegł od bram ogrodu,

            Lecz zaraz w ciszę wieczorną pierzchł.

 

            Nigdy z uwagą taką żarliwą

            Nie wysłuchiwałem się w świata głos.

            Pragnąłbym stać się nadbrzeżną iwą

            I topić w wodzie zielony włos.

 

            Chciałbym wesoło w stogu się mościć,

            Mordą księżyca źdźbło siana mleć…

            Gdzież wy, me szczęście, moja radości –

            Wszystko kochając, tak mało chcieć?

 

Wiersz ten napisał dwudziestotrzylatek. Piękno tego utworu jest ponadczasowe. Nie znam oryginału, ale tłumaczenie, w porównaniu z tymi, które znalazłem w Internecie, podoba mi się, tak samo jak i pozostałe tłumaczenia Lewandowskiego.

A swoją drogą Andrzej Lewandowski jest doktorem matematyki, szachistą, w 2014 r. za kilkunastoletnią pracę translatorską został uhonorowany… Brązowym Medalem Gloria Artis.

(A tak na marginesie czytelnik „Zapisków i wspomnień” zna moją opinię na temat… kolorów medali, nie tylko olimpijskich. Jakie kryteria, kto decyduje, że m.in. twórczość literacka jest oceniana jako złota, srebrna, czy też – jak w tym przypadku – tylko brązowa?).

W powodzi tomików poetyckich bez cienia poezji Wiersze liryczne Sergiusza Jesienina w tłumaczeniu Andrzeja Lewandowskiego są ciekawą pozycją czytelniczą.

Dlaczego jednak i taka książka została zaledwie sklejona i wydana z miękkimi okładkami?

A już zupełnie nie podoba mi się, to łyżka dziegciu, okładka. Jest przecież tylu wspaniałych rosyjskich malarzy z przełomu XIX i XX w. Zapewne można było wybrać jakiś obraz lub grafikę.

18 sierpnia 2016 r.