ZABÓJSTWO AHURAMAZDY

Opowiadania
Data wydania: 1979

 

„Satysfakcję sprawi czytelnikowi również język tych opowiadań, pełen poezji i malarskich (mniej w sensie barwności, bardziej w sensie plastyczności) opisów świata oglądanego oczyma bohatera. Jest to już coraz rzadsze w młodej literaturze”.

Fragment recenzji Krystyny Czyżak. Toruń, 1980.

ZABÓJSTWO AHURAMAZDY,

opowiadania,

Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1979, ss. 151.

Projekt graficzny: Jan Misiek.

Wydanie pierwsze, nakład 10000 egzemplarzy.

 

Zawartość: Paralaksa?; Odyseja perypatetyka; Trompe l’oeil (en grisaille); Jak szukanie śladów ptaka w powietrzu albo dróg ryby w  wodzie; Spotkanie o świcie; Park (albo: Przebudzenie w szaroniebieskim pokoju); Szept ciemności; La infinidad de la ausencia; Czekając; Anánké.

 

Publikacje w prasie:

Jak szukanie śladów ptaka w powietrzu albo dróg ryby w wodzie, opowiadanie, „Literatura”, tygodnik, Warszawa, nr 48/1977, 1 grudnia, s. 10.

Ananke, opowiadanie, „Warmia i Mazury”, miesięcznik, Olsztyn, nr 11/1978.

Park albo przebudzenie w szaroniebieskim pokoju, opowiadanie, „Punkt”, Almanach gdańskich środowisk twórczych, Gdańsk, nr 8/1979, s. 85–90.

Spotkanie o świcie, opowiadanie, „Razem”, tygodnik, Warszawa, nr 20/1980, 18 maja, s. 40–41.

Dzień powrotny, opowiadanie, „Głos Wybrzeża”, Gdańsk, nr 152/1980, 11–13 lipca, s. 6.

 

Spotkanie o świcie_s.60-61
Spotkanie o świcie_s.62-63
Spotkanie o świcie_s.64-65
Spotkanie o świcie_s.66-67
Spotkanie o świcie_s.68

1977_22 luty_Jak szukanie,s.1
1977_22 luty_Jak szukanie,s.2
1977_22 luty_Jak szukanie,s.3
1977_22 luty_Jak szukanie,s.4
1977_22 luty_Jak szukanie,s.5
1977_22 luty_Jak szukanie,s.6
1977_22 luty_Jak szukanie,s.7
1977_22 luty_Jak szukanie,s.8
1977_22 luty_Jak szukanie,s.9
1977_22 luty_Jak szukanie,s.10
1977_22 luty_Jak szukanie,s.11

Krystyna Czyżak

Czekanie na… Niespodziewane

 

Przeciętnego czytelnika, który nigdy nie zagłębił się w tajniki staroirańskich wierzeń religijnych zwieść tytuł tej książki, obiecując sensację i egzotykę. Dobrze się więc stało, że na okładce zamieścił wydawca również krótką informację o autorze i zawartości tej niewielkiej książeczki. Dzięki temu ma ona szansę trafić do rąk czytelnika, który zechce zagłębić się w refleksje nad sytuacją człowieka w świecie współczesnym i w ogóle nad ludzkim losem, ubrane najczęściej w struktury paraboliczne i przekazane językiem silnie przesyconym poetycką metaforą.

Książka Grabowskiego składa się z dziesięciu opowiadań, które nie tworzą jedności jednorodnej tematycznie i chronologicznie. Pisane są w różnych konwencjach narracyjnych, od osobistej relacji pierwszoosobowej bohatera-narratora, poprzez swoistą rozmowę z bohaterem, aż do obiektywnej relacji w trzeciej osobie. (Wyglada to trochę na wprawki debiutanta, ale przynajmniej nie nuży). Mimo tych różnic formalnych opowiadania mają jednak wiele elementów wspólnych. Scala je postać bohatera, który choć nazywany jest przez autora różnie, najczęściej Stanisławem lub po prostu S., bywa to malarzem, to znów tłumaczem pozostaje ciągle tym samym młodym wrażliwym człowiekiem (potrafi szukać śladów ptaka w powietrzu albo dróg ryby w wodzie), samotnym z wyroku losu, a może i własnego wyboru, niezmiennie wędrującym po ścieżkach życia z książką w kieszeni. Sytuacje w jakich nasz bohater najczęściej się znajduje, to nieustanne wędrówki po ulicach miast i parkowych alejach, nie kończące się podróże pociągiem, wizyty w urzędach, których kompetencje nie są wyraźnie określone. Nie należy brać dosłownie ani tych wędrówek, ani sytuacji zdarzających się w ich trakcie. W intencji autora zdają się one wyrażać metaforycznie LUDZKI LOS. Wśród parkowych alejek można wybrać tylko jedną, rezygnując z penetrowania pozostałych, u kresu każdej wędrówki czy podróży pragnie się spotkać owo NIESPOTYKANE, które zazwyczaj nie następuje, a tymczasem nas zagarnia zwyczajna codzienność, która jest czekaniem… Usiłujemy, każdy na swój sposób bronić się przed beznadziejnością i bezsensem czekania, ale okazuje się, że zakładamy tylko maski, by w ten sposób zdystansować się od powszechnej, unifikującej zależności czasu i miejsca, by odróżnić się od siebie, uczynić lepszymi wobec innych. Nie osiągamy jednak zamierzonego celu. „Każda maska mimo to wyrażała to samo: tę trudną do zdefiniowania powszechną „odrębność”, jednakowość w różnorodności, schematyczną „indywidualność”, wyobraźnię zasznurowaną przez codzienność”, – tak oto szary obraz tłumu widzi nasz bohater. Skąd takie właśnie widzenie? Wyjaśnia to może w pewnym stopniu dyskusja o osobowości w sztuce współczesnej w opowiadaniu Trompe l,oeil, w którym bohater jest malarzem. „Osobowość? Człowiek? – raczej pewna ilość podpatrzonych i przeanalizowanych wzorów, pewna ilość rozszyfrowanych i zapamiętanych sytuacji stoi za każdym obrazem, jeżeli to w ogóle można nazwać obrazem…” No cóż, jeśli nawet tak jest, to nasz bohater usiłuje odciąć się od tego, broni własnej indywidualności. Nie chce utożsamiać się z tymi, pośród których żyje. Dystansuje się od owego tłumu szarych przechodniów, nieciekawych konsumentów jednakowej strawy codziennej, „zahipnotyzowanych zielonym okiem telewizora”. Najbardziej jaskrawo widać to w opowiadaniu Szepty ciemności, szczególnie w zbudowanej w konwencji groteski świetnej scenie w kawiarni (nawiązującej do tytułu) i w następnych.

Czy jednak owa postawa człowieka, którego stać na świadomy wybór samotności wśród ludzi i patrzenie na mrówczy tłum z pozycji outsidera jest na dłuższą metę do utrzymania? Tłum (taki, jakim ukazał go autor) nie znosi indywidualności, jest im wrogi, usiłuje stłamsić je i wchłonąć. Walka z nim jest trudna, a może nawet beznadziejna. Bohater Grabowskiego przegrywa ją. W zamykającym zbiór opowiadaniu Ananke zakłada maskę.

Niezbyt klarownie tłumaczy się w kontekście opowiadań owo wyeksponowane nawet w tytule nawiązanie do mazdaizmu. Może kryje się za nim tęsknota do prostych hierarchii wartości, które niestety zatarły się we współczesnej rzeczywistości, do pełnych autentycznej mądrości starych ksiąg, w których kiedyś znajdowano odpowiedzi na pytanie, jak żyć.

W opowiadaniach Grabowskiego więcej jest takich momentów wymykających się jednoznacznej interpretacji. I może właśnie dlatego warto sięgnąć po ten debiutancki tom młodego autora, zagłębić się w ów świat przedstawiony, którego zwodniczy realizm nagle załamuje się pod presją bogatej wyobraźni, kształtowanej w dużym stopniu przez poetykę snu. Satysfakcję sprawi czytelnikowi również język tych opowiadań, pełen poezji i malarskich (mniej w sensie barwności, bardziej w sensie plastyczności) opisów świata oglądanego oczyma bohatera. Jest to już coraz rzadsze w młodej literaturze. I to nic, że teksty Grabowskiego noszą ślady licznych lektur autora. Debiutantowi trudno tego uniknąć. Autor Zabójstwa Ahuramazdy może nawet świadomie nie zacierał owych śladów, bowiem usprawiedliwiają ich obecność upodobania bohatera, częste obcowanie z książką oraz wspomniana już dyskusja na temat osobowości w sztuce. Rozszyfrowanie zasygnalizowanych tropów literackich pozostawmy jednak czytelnikowi.  

 

Krystyna Czyżak, Czekanie na… Niespodziewane [rec.: Jan P. Grabowski, Zabójstwo Ahuramazdy, Gdańsk 1979], „Kujawy”, 9 stycznia 1980, nr 2, s. 9.