„CZY DOBRZE JEST, ŻE ODWYKAM OD ZGIEŁKU CZY TEŻ OD ŚWIATA, CO W MOJE DRZWI NIE KOŁATA?”

Motto:

Dawnom nie widział już ludzi,

Bom był zgnębiony i chory

Tęsknotą, która się budzi

Śród chmur jesiennej dżdżów pory.

 

Leopold Staff Dawnom nie widział już ludzi

 

 

Zaiste, owóż zupełnie w tym roku mnie zawiódł październik, przecież mój ulubiony miesiąc. Tak, ale gdy jest… październikowy, tzn. słoneczny, pogodny, z rześkim wiatrem no i „pełen” złotej polskiej jesieni. W tym roku bowiem październik zamienił się miejscami z listopadem. Albowiem listopad przez niemal pierwszą dekadę przypominał właśnie… październik. Dopiero dzisiaj (tj. 9 listopada Anno Domini 2025 r.) listopad pokazuje na co go stać: jest zimno, wilgotno, mglisto, a korytarze i windy są „pełne” naciapanych psich śladów. (Wiadomo: kochamy pupile, ale właścicielom ani się śni po nich sprzątać).

 Ostatni zapisek był datowany na 10-15 października br. Czy zatem przez miniony miesiąc nie działo się nic istotnego, że nie miałem ochoty by cokolwiek zanotować? Oj, działo się wystarczająco dużo, ale czyż jest sens, by o wszystkim pisać?

 Polityki nie tykam, mam swoje poglądy, którymi się nie obnoszę. Wiadomo przecież, że jestem dziadersem, konserwatystą i – rzecz tak to ujmę… tradycjonalistą, a moje zainteresowania to antyk i kultura śródziemnomorska tudzież… sztuka filmowa.

 I śmieszy mnie na przykład pewien pisarz, który chyba tylko nie śpi w kapeluszu, a za to chodzi w jeansach podtrzymywanych na wąskie szelki z żabkami. Śmieszy też mnie inny pisarz, niby „aligant”, który nosi muszki na gumce i także spodnie na wąskich szelkach z żabkami. No, panowie, chciałoby się powiedzieć, jeśli chcecie być tacy eleganccy i tradycyjni, to muszka powinna być wiązana, a szelki na guziki.    

 Kiedy bowiem czytam pamiętnik, wspomnienia, biografie pisarzy okraszone zdjęciami z m.in. Dwudziestolecia Międzywojennego, to widać, że byli to dystyngowani, mający porządne zawiązane muszki eleganci.

A poza tym po co to upublicznianie, że jakiś pisarz chwali się, że ma… męża oraz wystąpił z Kościoła Katolickiego? Po co z tym się publicznie obnosić? Po co ta – mówiąc innymi słowy… hucpa? Ważne są teksty, książki, a nie upodobania seksualne. Poza tym sztuka – w tym literatura – bez metafizyki to też nic innego niż… humbug[*].

Uwagi te piszę na marginesie skończonego przed kilkoma dniami ciężkiego tomiszcza pt. Aneks do kalendarza dziennik 1970-2025 T. 1 i 2, którego autorem jest Zbigniew Joachimiak.

Zanim jednak napiszę parę słów o tym „wytrysku pisarskim” (tak autor nazywa ten swój Aneks), chciałbym zanotować kilka ważniejszych spraw.

Na pierwszy ogień idzie zatem – jako, że jestem kinofilem – zupełnie świeży serial Heweliusz w reżyserii Jana Holoubka, nawiązujący do zatonięcia promu „Jan Heweliusz” 14 stycznia 1993 r. Cóż tu się rozpisywać: nareszcie sprawnie zrealizowany polski serial, który chociaż nie „powala na kolana”, to można go obejrzeć „jednym tchem”. Natomiast Druga Furioza (2025), 167 min., reż. Cyprian T. Olecki została przez wielu widzów „okrzyknięta”… „arcydziełem”. – „Ludzieeee! – chciałoby się zakrzyknąć, jeśli ta Druga Furioza jest… „arcydziełem”, to w takim razie jak ocenić wizualne arcydzieło tj. Frankensteina (2025), 152 min., reż Guillermo del Toro. Albo ci widzowie nie mają pojęcia, czym jest arcydzieło filmowe, albo nie za dużo widzieli dobrych filmów i nie mają żadnego porównania. Prawdopodobnie jednak: jedno i drugie. 

A jak w takim razie ocenić serial Peaky Blinders (2013-2022)? Arcydzieło arcydzieł? Bo przyznam, że tak dobrego filmu, tak świetnie zrealizowanego, z tak doskonałymi rolami, reżyserią, zdjęciami już dawno nie widziałem. Sam nie wiem dlaczego ten serial umknął mojej uwadze. A przecież jest to serial doskonały. Internet jednak „pieje”, że Druga Furioza „cały świat powaliła na kolana”. No cóż bredni, bzdur reklamujących największą chałę jako „arcydzieło”, „hit” lub „bestseller” jest tak nieprawdopodobna ilość, że trzeba bezustannie bardzo uważać, by nie zostać… „zrobionym w konia”.

Gdybym miał wystawić oceny to w skali od 1 do 6 (od jednego do sześciu, gdzie: jedynka to film kiepski; dwójka to film słaby, trojka to film przeciętny; czwórka to film dobry; piątka to film bardzo dobry i szóstka to arcydzieło) to: Drugiej Furiozie dałbym 1,5 (półtora, czyli „mocna” jedynka); Frankensteinowi Heweliuszowi dałbym po 4 (czwórka), ze starszeństwem dla Jana Holoubka. Natomiast Peaky Blinders zasługuje – według mnie – na 5,5 (pięć i pół) z tym, że zdjęcia, kostiumy a nade wszystko główną rolę (Cillian Murphy) oceniam na 6 (sześć)!

Zastanawiam się, czy powinienem coś więcej napisać o w. wym. książce Zbigniewa Joachimiaka Aneks do kalendarza dziennik 1970-2025 T. 1 i 2. Czytając bowiem wynotowałem sobie całą masę uwag, nieprawdopodobieństw, blagi, hochsztaplerstwa i czego tylko chcecie. Rzeczywiście jest to „wytrysk pisarski”, o którym nie warto, nie tylko szerzej, a najlepiej nic nie wspominać. A te trzy powyższe zdania o tej książce są aż nadto.

Listopad tymczasem rozpanoszył się na dobre. Jest bowiem: zimno, wilgotno, a nade wszystko mgielnie. I chociaż jest to dopiero połowa listopada już coraz częściej są stawiane choinki. Niebawem zabłysną światełeczka, lampeczki, bombeczki i znowu zacznie się absurdalna „magia świąt”, która z Bożym Narodzeniem nie ma już nic wspólnego. W centrach handlowych już powyciągano z magazynów, niesprzedaną w ubiegłych latach chińszczyznę. Krasnalom odkurzono czapy, wygładzono stłamszone brody, no i zaczęło być… „magicznie”.

9 – 18 listopada 2025 r.

PS. Do ostatnio obejrzanych filmów dodałbym jeszcze japoński serial Bitwa Samurajów (Ikusagami – 2025 r.), w którym Jun’ichi Okada występuje jako Saga Shujiro. No cóż, bardzo lubię japońskie, szczególnie to klasyczne, kino.

W tym serialu zachwycającym możliwościami współczesnej technologii filmowej, brakuje mi jednak niepowtarzalnego klimatu arcydzieł m.in. Masakiego Kobayashiego (1916-1996) takich jak: Harakiri (Seppuku – 1962 r.); Kwaidan, czyli opowieści niesamowite (Kaidan – 1964 r.) oraz, nade wszystko Bunt (Jōi-uchi: Hairyō tsuma shimatsu – 1967 r.). Brakuje mi także mojego ulubionego aktora filmów (nie tylko) samurajskich tj. Tatsuya Nakadai, który przeżywszy 93 lata, właśnie umarł 8 listopada br. (Inny samuraj tj. Toshirō Mifune przeżywszy lat 77 umarł w 1997 r.).

Bitwa samurajów to, oczywiście, dobry serial.

PPS. Doprawdy drobnostka, gdyż właśnie otrzymałem informację, że w Konkursie Poetycko-Literackim im. Anny Paciorek pt. „Miłości kwiat w sercu rozkwita w każdym wieku” zorganizowanym w ramach Dni Seniora przez Wrocławskie Centrum Rozwoju Społecznego we Wrocławiu przyznano mi pierwsze miejsce w kategorii proza za opowiadanie dziejące się w Trójmieście pt. Dwoje starszych, pochlapanych kawą kinomanów, pod obłokami srebrzystymi.

[*] Hucpa, humbug… ot, taka zabawa wyrazami na h. W pierwszej wersji miało być… „chujnia”, ale na Facebooku pójdzie ten tekścik bez tego przypisu.