RICARDIANIN

Ciekaw byłem co się zdarzy w dziesiątym, ostatnim, odcinku serialu The White Queen (Biała królowa – 2013), przedstawiającym ostatnie miesiące panowania Ryszarda III, a nade wszystko bitwę pod Bosworth Field (Leicestershire), która odbyła się 22 sierpnia 1485 r. między armiami króla Ryszarda III i Henryka Tudora, hrabiego Richmond, później króla Henryka VII.

Ważne bowiem jest nie tylko CO, ale również JAK, chociaż nie jest to film historyczny, lecz raczej dworski dramat.

Jeśli chodzi o owe CO to, owszem, realizatorzy mogli trochę pofolgować wyobraźni, ale to nie znaczy aby widzów traktować jak głupców, którzy nie mają zielonego pojęcia o średniowiecznej Anglii.

A może właśnie o to chodziło, bo serialowy widz może przyjąć wszystkie głupoty historyczne jakie w tym filmie zostały umieszczone.

Natomiast owo JAK woła o przysłowiową pomstę do nieba. Jak można bowiem było w tak głupi i nieudolny sposób przedstawić bitwę pod Bosworth Field.

Przede wszystkim to nieprawda, że Elżbietka York spędza przed bitwą noc ze stryjem, a matka spotyka się z Henrykiem. Poza tym armia Ryszarda III liczyła około 12.000 ludzi, a Henryka Tudora znacznie mniej. A w filmie widać jak się pałęta… kilkanaście osób. Ponadto bitwa została rozegrana na otwartej przestrzeni, a nie w lesie. Ryszard III rusza ze wzgórza Ambion Hill, aby osobiście zaatakować Henry’ego Tudora itd.

(Przy wprost nieograniczonych możliwościach technik komputerowych można było wyczarować dosłownie wszystko łącznie z plenerami i tysiącami wojsk. Realizatorzy tymczasem poszli na beznadziejną łatwiznę epatując widza licznym scenami kopulacji i nagich męskich tyłków. No cóż, łatwiej pokazać męski nagi tyłek, niż bitwę lub chociażby pojedynek).

A w kontynuacji Białej królowej tzn. The White Princess (Biała księżniczka – 2017) także same głupoty. Przykładowo: po zmianie aktorek matka Henryka Tudora nagle (w ciągu dwóch dni) przemienia się w starą babą, jeden z książąt zamkniętych w Tower zostaje zamieniony ze służącym itd. Nie, tych głupot nie da rady oglądać.

A tak nawiasem to Laurence Olivier potraktował także bitwę pod Bosworth zupełnie poważnie. Na pewno nie ma w Ryszardzie III z 1955 r, takich głupot jak w w. wym serialach.

Poniżej przedstawiam moją wersję bitwy pod Bosworth w postaci opowiadania… fantasy. Życzę dobrej lektury. I zapraszam do uwag.

ŻÓŁTA MGŁA

 

Noc przed bitwą pod Bosworth[1]. Król Ryszard III jest sam w namiocie. Nawet nie godzi się na to, aby jak zawsze ktoś z najwierniejszych giermków dla bezpieczeństwa spał na sienniku pod drzwiami. Zresztą próżno w namiocie, nawet tak obszernym jak królewski szukać drzwi. Chyba że zasłony albo kotary traktować jako drzwi.

W tę jednak noc Ryszard III chce być sam i jeszcze raz zebrać myśli, po naradzie z dowódcami swoich armii, przed jutrzejszą bitwą pod Bosworth. Może bowiem liczyć na wojska z północy, z księstwa Gloucester oraz swoich ziem, z królewszczyzn. Pewna, ale nie do końca, jest także armia Oxforda z kilkoma setkami łuczników. Natomiast armia Henryka Percy, hrabiego Northumberland, stanęła w odwodzie. A co z  armią Thomasa, lorda Stanley, ojczyma przecież Henryka Tudora, hrabiego Richmond i sir Williama Stanleya, brata Thomasa? Stanęły na przeciwległych wzgórzach: Williama na północnym, Thomasa na południowym tak aby mieć baczenie na którą stronę zacznie się przechylać zwycięstwo. Wtedy dopiero, jak zawsze, włączą do bitwy po stronie zwycięzcy.

– Ach, ci Stanleyowie – myśli Ryszard III – zawsze są sprytni i przebiegli. Wywodzący się przecież z Lancasterów, z obozu Czerwonych Róż, zmieniają często taktykę i przechodzą na stronę Yorków, Białych Róż. A gdy tylko Lancasterowie szykują jakąś rebelię od razu są także po ich stronie. Powinienem ich wszystkich ściąć, ale od razu podniósłby się krzyk Woodewillów. O, tak Woodewillowie nie wybaczyliby mi Stanleyów. Zresztą posądzają mnie nie tylko o śmierć Edwarda IV, mojego najstarszego brata, ale także i o śmierć Georga, księcia Clarence. No, a śmierć Edwarda V Yorka i jego brata Ryszarda, księcia Norfolk? Przecież to ponoć ja ich kazałem zamordować… – Ryszard III wzdrygnął się na samą myśl o śmierci bratanków.

Postanowił odmówić modlitwę do św. Juliana, otwiera Godzinki i zaczyna czytać:

„Racz uwolnić mnie od cierpienia, nieszczęścia, pokusy, smutku, słabości, nędzy i niebezpieczeństwa, w którym jestem pogrążony i wspomóż mnie swą siłą. Okaż mi i obdarz całą łaską Twej Chwały. Racz uśmierzyć, odsunąć i zniweczyć nienawiść, jaką inni czują wobec mnie. Racz uwolnić mnie od wszelkich trosk i smutków, które mnie niepokoją…”.  Z tymi słowy, już nie kończąc modlitwy podchodzi do łoża i postanawia się położyć. Sen jednak nie nadchodzi. Jeszcze raz rozważa ustawienia armii swoich i Henryka Tudora.

– Oddałbym chyba wszystko, aby dzisiaj zwyciężyć. Przecież Tudor, którego  matką jest Francuzka a ojciec Walijczykiem nie ma w sobie kropli angielskiej krwi.

– Wzywałeś mnie? – Ryszard nagle słyszy czyjś głos.

Podnosi się na łożu, w blasku płonącej pochodni widzi jakąś postać całą zakutą w czarny pancerz. Nie, to nie może być któryś z jego rycerzy, ani tym bardziej giermek ze straży przybocznej. Czuje strużki zimnego potu. Cóż to może być za zjawa?

– Wzywałeś mnie? – pyta po raz wtóry Czarny Rycerz. – Chcesz dzisiaj rano zwyciężyć Tudora?

– Tak, na miłość boską, tak. Po stokroć, tak – wykrzykuje Ryszard.

– W tym przypadku moc boska nie ma nic do rzeczy. Nie pomoże ci także ta twoja modlitwa do św. Juliana. Tylko ja ci mogę zapewnić dzisiejsze zwycięstwo.

– Ktoś jest? Odsłoń przyłbicę, pokaż swoją twarz? – Ryszard siada na łożu.

– Zwyciężysz, jeśli mnie posłuchasz. I raz na zawsze pozbędziesz się nie tylko Tudora, ale także Stanleyów – ciągnie dalej Czarny Rycerz.

Ryszard jednym skokiem podbiega do swoich toporów, to przecież jego ulubiona broń, chwyta pierwszy z brzegu i wyćwiczonym przez lata cięciem atakuje Czarnego Rycerza. W powietrzu wypełnionym tylko wonią płonącej pochodni słychać świst topora, a Czarny Rycerz rozwiewa się niczym czarna mgła.

– Tum jest – Ryszard słyszy jego głoś tuż za sobą. – To zatem prawda, że jesteś mistrzem topora. Ze mną jednak nie wygrasz.

Czego chcesz? Ktoś jest? – pyta po raz wtóry i po raz wtóry jego topór przeszywa powietrze.

– Jam Przeznaczenie twoje. Jam Śmierć, przed którą nawet król nie ma ucieczki ani wybawienia. Oddasz mi swoją duszę, a dzisiaj rano wygrasz bitwę.

– A królestwa czasem nie chcesz? Bierz i królestwo, Tudora, Stanleyów i Lancasterow, a także Woodewillów na dodatek.

– Dożyjesz sędziwego wieku, czyli sześćdziesięciu lat, spłodzisz potomka, ale potem ja wszystko zabiorę, zgadzasz się? Przysięgnij. O nie, nie na krzyż, nie na te twoje Godzinki i modlitwę do św. Juliana, na topór przysięgnij. Przysięgasz?

– „Loyaulte me lie”[2] – mówi Ryszard III dotykając ostrza topora.

– „Loyaulte me lie”, to nawet więcej niż przysięga. Kiedy zatem dzisiaj rano zaatakujesz Tudora, ruszy mu na pomoc William Stanley. Przedtem podniesie się bitewny kurz, który przekształci się w żółtą mgłę i właśnie wtedy atakuj. Nie wcześniej. Pamiętaj: żółta mgła. Żółta mgła! A pierwszym znakiem, zanim pojawi się żółta mgła, będzie chmara gawronów nad Tudorem. Wtedy ruszaj!

Król Ryszard III nie zmrużył oczu do świtu dręczony koszmarami nieżyjących braci: Edwarda i Georga, a także synów Edwarda, którym przecież był stryjem. Śni mu się i najlepszy przyjaciel, który go zdradził Henryk Stafford, drugi książę Buckingham z odrąbaną głową, a także ścięci bracia Elżbiety Woodwille.

Jego straż przyboczna oraz zwołani najbliżsi przyjaciele Francis wicehrabia Lovell i sir Robert Percy słyszą krzyki Ryszarda, lecz powstrzymuje ich sir Robert Brackenbury. Król musi odpocząć. Nie wolno mu przeszkadzać. Trzeba czekać dopóki sam nie wyjdzie z namiotu.

Oczekiwanie trwa długo, ponieważ przedtem giermkowie muszą go odziać w zbroję. Tylko tak król może pokazać się i przyjaciołom, i wojsku. Wreszcie wychodzi. Przyjaciele i giermkowie są przerażeni jego wyglądem. Jest przecież zaledwie trzydziestodwuletnim człowiekiem, a wygląda niewyspany i zszarzały na twarzy jak niemal starzec.

Nie ma czasu na poranną mszę, zresztą dwaj kapelani gdzieś się zapodzieli. Nikt nie myśli o śniadaniu. Idzie z najbliższymi przyjaciółmi na wzgórze Ambien Hill, skąd obserwuje ustawienie wojsk Oxforda, który zajmuje pozycje naprzeciw Norfolka. Henryk Tudor kryje się gdzieś za Oxfordem.

– Ach, gdyby tak z Tudorem spotkać się sam na sam – mówi Ryszard III.

– Dicon, nie martw się dopadniemy go – odzywa się któryś z przyjaciół nazywając Ryszarda, po swojsku Diconem.

Jest z Ryszardem i Ryszard Ratcliffe, i sir James Harrington, i sir Marmaduke Consable, i sir Tomasz Burg, i sir Ralf Assheton, i sir Tomasz Pilkington, i John Sapcote oraz Humphrey i Tomasz Staffordowie… – czuje się zatem w ich towarzystwie pewnie.

– Pamiętajcie, zaatakujemy Tudora nie wcześniej nim ukaże się żółta mgła. A przedtem wyglądajcie nad Tudorem chmary gawronów. Niech znajdzie się przy mnie któryś giermek, najlepiej dwóch, z sokolim wzrokiem.

– Chmara gawronów, żółta mgła? – pyta ktoś z najbliżej stojących. – Przecież mamy świeży świt sierpniowego poranka. Skąd nagle mgła? A poza tym czyż nie wystarczą nasze łuki, topory i miecze?

Bitwę zaczyna Oxford. Jego łucznicy ślą setki strzał w kierunku Norfolka. Łucznicy Norfolka odpowiadają tym samym. Gdzieniegdzie gra artyleria. Ryszard III żałuje, że nie wziął z Tower artylerii cięższej, zna się przecież i na tej broni, ale te cięższe armaty służą raczej do oblegania twierdz niż do walki w polu.

Oddziały Norfolka zaczynają się cofać. Ryszard dzieli swoje wojsko: część ubezpiecza przed atakiem lorda Stanleya, a drugi oddział ma strzec Norfolka przed zaskoczeniem ze strony sir Williama Stanleya.

Śle posłańców do Henryka Percy, hrabiego Northumberland, aby ten wreszcie pojawił się ze swoją armią. Od Northumberlanda nie ma jednak żadnej odpowiedzi. Zwleka. W porannym sierpniowym Słońcu widać także jasnoczerwone kubraki wojsk sir Williama Stanleya pod łopocącą chorągwią z białym jeleniem. Także i oni czekają na rozstrzygnięcie potyczki Oxforda z Norfolkiem.

Z Równiny Redmore, na której zwarły się wojska Tudora i Ryszarda III unosi się żółty kurz, który powoli zaczyna się przekształcać w żółtą mgłę.

– Dicon, żółta mgła – dostrzega któryś z najbliższych przyjaciół Ryszarda.

– Widzę – potwierdza Ryszard III.

Nagle jeden z żołnierzy o sokolim wzroku dostrzega na zachód, na przeciwległym wzniesieniu gruntu postać na koniu, tuż przy sztandarze z czerwonym smokiem. To jest Henryk Tudor.

– Panie, gawrony, gawrony! – wykrzykują już niemal wszyscy, który stoją obok Ryszarda na wzgórzu Ambien Hill.

Rzeczywiście, nad sztandarem ze smokiem Walii zebrała się chmara jakichś czarnych ptaków.

Ryszard musi przejechać przed wojskami sir Wiliama Stanleya i zaatakować oddział Tudora pięciokrotnie liczniejszy.

Toporem powala potężnego Johna Cheyneya, a zaraz potem wyrąbuje sobie drogę do chorągwi z czerwonym smokiem dzierżawioną przez Williama Brandona. Smok Cadwalladera pada na ziemię wraz z Brandonem. Henryk Tudor unosi miecz, lecz Ryszard III wprawnym ciosem przerąbuje go niemal na pół od lewego ramienia aż do wątroby. Topór  przecina przedtem serce Tudora, Henryk chwieje się i spada z konia.

Z pobliskiego wzgórza słychać grzmot kopyt armii sir Williama Stanleya. W żółtej mgle przemykają tuż obok walczącego Ryszarda III.

– Biały dzik, biały dzik – wykrzykuje któryś z przybocznych lorda Stanleya myląc w żółtej mgle białego dzika Ryszarda III z białym jeleniem sir Williama Stanleya. Jest już jednak za późno. W żółtej, coraz bardziej gęstniejącej mgle, armie obu braci Stanleyów zderzają się ze sobą. Zanim dostrzegą pomyłkę runie na nich ociągający się dotąd Northumberland.

– Zwycięstwo, zwycięstwo – krzyczy Ryszard III.

Ponad zgiełkiem bitewnym, ponad żółtą mgłą dostrzega rozwiewającą się postać Czarnego Rycerza.

(Opowiadanie to napisałem w dniach 19-21 września 2021 r.)

PS

Do tego zapisku załączam kadr z filmu, z 1955 r., Ryszard III reż. Laurence Olivier.

[1] Bitwa pod Bosworth odbyła się rankiem 22 sierpnia 1485 r. Król Ryszard III ma wtedy trzydzieści dwa lata. Panuje od dwóch lat, jednego miesiąca i dwudziestu ośmiu dni. Ryszard III ginie w tym dniu na polu bitwy, ale ponieważ jest to opowiadanie fantasy… odnosi zwycięstwo za wstawiennictwem Czarnego Rycerza, czyli sił nadprzyrodzonych.

[2] „Wiąże mnie lojalność” – jest to zawołanie rycerskie Ryszarda III.