L’ESPRIT DE L’ESCALIER

Motto:

 

„Warto dzisiaj szukać innych sposobów opisania tego,

co w końcu pozostanie i tak nieopisane.

Gdyż Boga nie opiszemy i nie zrozumiemy,

a jeśli – jak mówił św. Augustyn – zrozumiemy,

 to znaczy, że to nie o Boga chodzi”.

 

Krzysztof Zanussi Świat jest przepełniony tajemnicą.

 

Włączam telewizor, by zobaczyć najnowsze wiadomości, a tu ekran wypełnia wielka, bezustannie coś gadająca gęba.

Ludzieeee! Ileż można gadać, a właściwie mamrotać, bełkotać lub faflunić. Ileż razy w kółko można pokazywać to samo zdjęcie z pustym placem, stojącym na nim samochodem i jakimś wybuchem. I w kółko gadanina, gadanina, gadanina, gadanina. „Zrobimy wszystko, co tylko w nasze mocy”, no to w końcu coś zróbcie, a nie bezustannie gadacie, gadacie, gadacie, gadacie.

Telewizja jak sama nazwa wskazuje to jest „tele”, czyli przekaz „wizji”, czyli obrazów. To zastanawiające: z jednej strony żyjemy w dobie wspaniale rozwiniętej elektroniki itd. Satelity, drony, wreszcie telefony komórkowe, które teraz mają niemal wszyscy. Dlaczego zatem relacje z Ukrainy, to przede wszystkim w 99% bezustanna gadanina, komentarze, debaty itd.

Ktoś powiedział, że jeden obraz (zdjęcie) wystarczy za tysiąc słów. Gdzież się zatem podzieli korespondenci wojenni? Gdyby pokazano obraz miejsc walki, może to by wreszcie wstrząsnęło decydentami? Dlaczego zatem niemal wszyscy o wojnie na Ukrainie tylko: gadają, dyskutują, debatują itd.?

Ja już tej gadaniny mam dosyć. Ludzieee! To jest mój osobisty apel do decydentów! Zróbcie coś wreszcie konkretnego, a przestańcie gadać, dyskutować, relacjonować, debatować.

Zapisek ten zacząłem notować 1 marca br. Od tamtego czasu od spontanicznej pomocy wielu ludzi nic się nie zmieniło. Czy widzieliście, aby któryś z polityków, posłów itd. był bezpośrednio zaangażowany w pomoc Ukraińcom? A przecież jeszcze tak niedawno ten i ów chwalił się rezydencją, ba! pałacykiem. Czy widzieliście, aby przyjął pod swój dach uchodźców?

Politykę jednak zostawmy. Ja proponuję aby telewizja także zajrzała do zakładów opieki leczniczej, domów seniora, hospicjów itd., w których dogorywają ludzie. Może „temat”, że „Panu Bogu nie udała się starość” znajdzie także zrozumienie.   

A tymczasem wróćmy do dnia codziennego. Gdyby ktoś zobaczył te stosy nienadających się do czytania książek, zobaczył te ilości filmów, które już od pierwszych scen nie nadają się do oglądania….

Ostatnio przez moje ręce przewinęło się chyba z kilkadziesiąt książek. Tylko niektóre nadają się do czytania. Pokusiłem się nawet o przeczytanie „od deski do deski” któregoś z „bestsellerów” „gdańskich pisarek” aby solidnie np. zrecenzować albo przynajmniej wyrazić swoją opinię jako czytelnik z długim – i jeszcze dłuższym czytelniczym – stażem.

Podkreślę raz jeszcze: książkę, ba! ponoć „powieść” bardzo uważnie przeczytałem. Zrobiłem masę notatek, ale… odechciało mi się pisać. No bo o czymże tu pisać? O nieporadności stylistycznej i językowej? O tym, że fabuła jest nieprawdopodobna i nie trzyma się „kupy”? Bardzo mnie jednak dziwi, że ludziska takie rzeczy czytają, a wydawnictwa wydają. Co po lekturze takiej „powieści” zostanie? Ano nic. Kompletnie nic. Nikt także nie będzie pamiętał o takich książkach. Trwają tyle, ile ktoś przeznaczy na ich lekturę.

Taka sama sprawa z filmami. Po dokładnej selekcji wybrałem serial Układanka (Pieces of Her – 2022), osiem odcinków. Oglądałem – straszliwie nudząc się tym „thrillerem” – i stając się dociec: o czym on w ogóle jest?

Ktoś recenzuje w Internecie ten serial następująco:

„»Układanka« to adaptacja powieści Karin Slaughter o tym samym tytule, a zatem: thriller z serią mrocznych, rodzinnych tajemnic w tle, którego showrunnerką jest Charlotte Stoudt. Pierwszy epizod skupia się na zarysowaniu punktu wyjściowego (wszystko za pomocą powyżej streszczonych wydarzeń), zapowiadając prawdziwy rollercoaster zwrotów akcji i stopniowe odkrywanie zaskakujących faktów o bohaterach”.

Bo Układanka to ani thriller, ani w nim mrocznych tajemnic, za to straszliwa nuda wieje z każdego odcinka. Okazuje się, że Charlotte nie jest ani „showrunnerką” (co to za bzdurne określenia) a „rollercoaster” to jest chyba w głowie autora (autorki) recenzji.

Jeśli Układanka jest beznadziejna, to co powiedzieć o takich „dziełach” jak np. Bo we mnie jest seks albo Futro z misia? Ten drugi film jest przykładem na to jak nisko może upaść polska kinematografia. No a film o Kalinie Jędrusik, który z tą aktorka nie ma nic wspólnego pt. Bo we mnie jest seks (2021), 105 min., reż. Katarzyna Klimkiewicz, jest przykładem nie tylko braku wyobraźni realizatorki, ale również „drewnianej” gry aktorskiej.

Naprawdę szkoda ładnej Moniki Dębskiej, która stara się jak może przypomnieć Kalinę Jędrusik.

Bardzo wiele osób pamięta Kalinę Jędrusik, a także czasy świetności tej aktorki, czyli tzw. „głębokiego PRL-u”. W filmie Klimkiewicz z atmosfery owego PRL-u nie ma absolutnie nic. Nawet piosenki w filmie brzmią jedna w drugą tak samo, a przecież Kalina Jędrusik potrafiła zrobić z każdego wokalnego występu majstersztyk.

Trafiłem w końcu na książkę, którą – moim zdaniem – każdy, kto interesuje się współczesną kulturą, literaturą powinien przeczytać, a jeszcze najlepiej mógłby mieć na podorędziu, aby od czasu do czasu do niej zaglądać.

Nieduża to książka, można ją przeczytać w dwie, trzy godziny.  To Krzysztofa Zanussiego Uczyń ze swojego życia arcydzieło.

Rozmawiałem na jej temat ze znajomym. Przeczytałem co ważniejsze fragmenty. Znajomy bezustannie „krzywił się”, że żaden z Zanussiego filozof, żaden teolog, żaden – dla niego – autorytet. Że wszystko co pisze Zanussi, co przedstawia w swoich filmach jest… „względne”. Taka postawa nazywa się bodajże… postmodernizmem. Powiedziałem o tym znajomemu. Obruszył się, niemal się obraził.

A mnie bardzo się spodobał taki oto fragment kończący tę książeczkę:

„Nieustannie interesuje mnie fenomen istnienia tej wielkiej perspektywy, jaka się dzisiaj otwiera przed światem, kiedy dostrzegamy, że podejście prawdziwie naukowe dopuszcza myśl o tajemnicy, choć zaledwie pół wieku temu uznawanie istnienia tajemnicy było dowodem ciemnoty i zacofania.

Do niedawna ludzie ciemni uważali, że – posłużę się tu pojęciem z żargonu młodzieżowego – »obciachowo« być wierzącym. Dzisiaj człowiek światły wie, że »obciachowo« jest nim nie być”.

1-12 marca 2022 r.

PS

Profesor Jan Miodek opowiadał, że jakiś czas temu czytał bardzo intersującą książkę, lecz „rzucił ją w kąt”, ponieważ nie mógł znieść używanego bezustannie… „jął”.

Ja nie mogę znieść „Ale…” na początku zdań. W książce Zanussiego owego „Ale…” jest dość sporo. Nawet na jednej stronie zdarza się aż trzy razy. Po co?