„…LIPY, KTÓRE BYŁY W MOJEJ MŁODOŚCI NIEOMAL JAK NARKOTYK…”

Motto:

„W mojej opowieści wszystko się przeplata

– lata przedwojenne z powojennymi,

a nawet bliskimi współczesnych,

ale skoro ma się trzymać alfabetu,

jak mogę to opowiedzieć inaczej?”

Hanna Reszczyńska Alfabet wspomnień


 

Na stosie książek czekających na lekturę, moją uwagę zwróciła ostatnio starannie wydana pod względem edytorskim najnowsza książka Hanny Reszczyńskiej pt. Alfabet wspomnień, Wydawnictwo „Marpress”, Gdańsk, 2019, ss. 184.

W powodzi książek byle jak wydanych, rozpadających się już przy pierwszej lekturze, Alfabet wspomnień od razu się wyróżnia zarówno pomysłową okładką, opracowaniem graficznym, doborem zdjęć jak i oryginalnym ex librisem złożonym z pierwszych liter autorki: HR.

Nieprzypadkowo użyłem już w pierwszym zdaniu tego zapisku określenia „stos”, gdyż, niestety, przeważająca większość współcześnie pisanych książek nadaje się na… metaforyczny stos, czyli innymi słowy nie nadaje się do czytania, a najlepiej gdyby w ogóle nie ujrzała światła dziennego. (Pisząc o stosie nawet mi przez myśl nie przeszło, aby palić książki. Palenie książek – taki przypadek ostatnio zdarzył się, niestety, w Gdańsku – to barbarzyństwo).

No bo cóż z tego, że bardzo wielu pisarzy, a szczególnie tzw. pisarek, czuje wprost nieprawdopodobną przemożność pisania, jeśli w ogóle nie myśli o odbiorcy.

Alfabet wspomnień może nie intryguje tytułem, ale jest to Alfabet wspomnień znanej aktorki, osoby nietuzinkowej, ciekawej świata i ludzi. Osoby, która miała bardzo ciekawe życie (Ba! ma nadal, jeśli potrafi spełniać się artystycznie i literacko).

A poza tym do lektury książki Hanny Reszczyńskiej zachęciło mnie to, że jest to nie jakaś tam powieść jeszcze jednej pisarki, ale opowieść – może nieco zbyt chaotyczna – o życiu pełnym dramatyzmu.

Na początku tego zapisku zacytowałem fragment z książki Hanny Reszczyńskiej, że jeśli ma trzymać się alfabetu, to czy mogło „to”, czyli swoje życie, „opowiedzieć inaczej”.

Zawsze powtarzam, że w twórczości literackiej, ważne jest nie tylko „co”, ale nade wszystko „jak”. Rzecz jasna, że swoje życie, nawet według alfabetu, mogłaby Hanna Reszczyńska opowiedzieć inaczej. Mogłaby powstać wielka księga, z mnóstwem szczegółów, napisana jakimś kunsztownym stylem itd. Tylko można byłoby, po zastanowieniu się, zadać pytanie: po co, a nade wszystko: dla kogo?

Książka Hanny Reszczyńskiej jest poręczna, dobrze się ją trzyma podczas lektury, jest objętościowo „w sam raz”, a nade wszystko można ją czytać właśnie według liter alfabetu, czyli przerwać lekturę w każdej chwili.

Przerwij jednak czytelniku lekturę Alfabetu wspomnień, kiedy… nie można się do niej oderwać. A poza tym te, co i rusz przywoływane klimaty, jak zapach „…lip, które były w mojej młodości nieomal jak narkotyk…”.

(Tu na marginesie chciałbym podkreślić, że doskonale rozumiem zauroczenie Hanny Reszczyńskiej zapachem lip, gdyż i piszący te słowa także często wspomina zapach tych drzew, a także przydomowych jaśminów w niektórych  utworach jak np. w wierszu Oto obraz ściszony).

Do rzeczy jednak, ponieważ jest to zapisek o najnowszej książce Hanny Reszczyńskiej. Po lekturze, bardzo uważnej, Alfabetu wspomnień z mnóstwem podkreśleń i znaków zapytania, pozostaje niedosyt. Bo jako czytelnik chciałbym poznać losy kariery aktorskiej Hanny Reszczyńskiej w teatrze w Rzeszowie, a potem we Wrocławiu, a wreszcie na Emigracji. Chciałbym więcej dowiedzieć się na temat jej udziału w Powstaniu Warszawskim. Nie do końca poza tym wiadomo, za co została aresztowana, jako kilkunastoletnia dziewczyna itd. itd.

A może tak właśnie ma być, że autorka posługując się nowoczesną, skrótową, jakby pośpieszną formą, postawiła także w treści na niedomówienia?

Słowem warto zagłębić się w lekturę tej interesująco wydanej pod względem edytorskim i opracowania graficznego książki. 

Nie byłbym jednak sobą gdybym jednak nie dodał malutką łyżeczkę dziegciu. Otóż w kilku miejscach Hanna Reszczyńska wspominając młodość pisze o „oszałamiającym zapachu magnolii”. Akurat jest czas kwitnienia tych drzew. Magnolie jednak… prawie nie pachną. A na pewno nie oszałamiająco. (Co ostatnio także sprawdziliśmy z moją wnuczką w Parku Oliwskim). W tym czasie, gdy kwitną magnolie, zakwitają m.in. głogi. I to one tak oszałamiająco pachną.

Swój Alfabet wspomnień Hanna Reszczyńska kończy na „Ż”, czyli Żarcikiem jak to do przemianowanych na Stalinogród Katowic przyjechał Chruszczow, czyli Ники́та Серге́евич Хрущёв (1894-1971), a nie – jak pisze autorka… jakiś Khrusheshev.

Pamiętam ten epizod z mojego dzieciństwa. Otóż w tamtych czasach moja Ciotka Anna często zabierała nas do lasu na jagody do miejscowości Grzępa. I tam, już po jagodobraniu, gdy czekaliśmy na podmiejski pociąg, który zatrzymywał się na wszystkich stacjach, mijał nas pośpieszny relacji Stalinogród-Gdynia/Gdynia-Stalinogród.

Nie znaczy, to bynajmniej, że Alfabet wspomnień to lektura wyłącznie dla starszych osób. Po dobrą książkę każdy może sięgnąć.

27 kwietnia 2019 r.