AIDA GARIFULLINA

W filmie Frears’a Boska Florence, o którym niedawno kilka zdań pisałem, niewielką, epizodyczną rolę Lilly Pons gra, w właściwie śpiewa, Aida Garifullina (rocznik 1987). Jej piękny sopran tak mnie zauroczył, że postanowiłem odnaleźć tę wokalistę w Internecie.

Zastanawiam się, co ludzie widzą (a właściwie słyszą) w mamrotaniu, pochrząkiwaniu m.in. Margaret (rocznik 1991), czy też niejakiej Sarsy (rocznik 1989) itd. Kto i po co lansuje zamiast muzyki łomot (Cool Me Down), jakieś wygibasy i „wokalistki”, które nie mają ani głosu, ani talentu?

Ktoś może powiedzieć, że nie można porównywać muzyki pop do opery. Tu nie idzie, moim zdaniem, o rodzaj muzyki. To jest kwestia, tylko i wyłącznie, talentu.

A czy ktoś może jeszcze pamięta „popową” przecież piosenkarkę Dusty Springfield (1939–1999) i jej wielki przebój z 1966 r. pt. You Don’t Have to Say You Love Me? Mija właśnie 50(!) lat i piosenki tej w dalszym ciągu dobrze się słucha (no, może nieco trącą myszką te skrzypki w tle). Bo Dusty Sprinfield miała cudowny talent i wspaniały głos. A kto będzie pamiętać chociażby za 5 lat, o łomocie i pochrząkiwaniu… Cool Me Down?

aida0

 

 

Zresztą wokalistki to temat rzeka. Aida Garifullina śpiewa cudownie. Jej sopran jest absolutnie doskonały. Posłuchajcie, chociażby, jak ona śpiewa utwór White Bird.

9 września 2016 r.